26 Responses to “Ślub Państwa Pewników”

  1. byte Says:

    Ten patent z przebieraniem się za Blues Brothers fajny jest,

    Same śluby wokoło.

  2. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @byte

    Dokładniej to Blues Brothers się za nas przebierali. Utrzymujemy klimat dżamejki. ;-)

    A śluby mamy jeszcze trzy tego lata. Jak pisałem wcześniej, chłopcy dobijają do trzydziestki. ;->

  3. Sosek Says:

    Poczekaj, poczekaj, zaczną pytać: A Ty kiedy ślub bierzesz. Wtedy znienawidzisz tego typu uroczystości ;)

  4. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @Sosek

    Nie, nie. Mi to nie grozi, zdecydowanie. Badania naukowe udowodniły, że lepiej dla środowiska aby ludzie z mojego gatunku nie zostawiali potomków.

    A pytania “a kiedy Ty?” nie zadaje mi ani rodzina (boją się), ani przyjaciele (za dobrze mnie znają).

    Na teraz będę pił wino na cudzych imprezach. ;->

  5. Adam Klimowski Says:

    Jeśli dobrze pamiętam, to na karteczkach bywał także Herkules i Xena. Sporo w nie zainwestowałem dzieckiem będąc :)

  6. offtza Says:

    Ej, ale ja też zbierałem karteczki. To było takie mroczne ;]

  7. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @Adam, offtza

    Czym więcej się dowiaduję o ludziach tym mniej chcę wiedzieć! ;-)

    Mogę zapytać mojej siostry czy ma jeszcze coś, gdzieś. Może “tego nie macie”? Albo webdwazerowy portal zrobimy?

  8. offtza Says:

    @Emil:
    Nie mam nic przeciwko, tylko muszę jechać do rodziców i wygrzebać to z piwnicy. BTW: mam całą pierwszą serię “Turbówek”, też skanujemy? :D

  9. joan Says:

    Emil, jak to się robi, żeby rodzina się bała zadawać pytania typu ‘a kiedy Ty’?

  10. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @joan

    Pomaga kilka rzeczy. Po pierwsze: bycie facetem. Wiadomo, że każdy facet to duże dziecko i “jeszcze się ogarnie, ożeni przed czterdziestką”. Po drugie: wypada mi powiedzieć “wypierdalać z mojego życia” i zrobić minę kota srającego na puszczy łamane przez morderczy szaleniec. Po trzecie: piszę o tym komcie na swoim blożku co przemieszcza moją niechęć do małżeństwa do wiedzy społeczeństwa. ;-)

  11. joan Says:

    ha! pozostaje zmienić płeć i założyć bloga. minę mam opanowaną, ale działa jedynie w ograniczonym zakresie.

  12. joan Says:

    a kolega Kierzko nawrócony, oportunista, czy może ślub był, że tak powiem, jednostronny?

  13. Shot Says:

    Jednostronny to był wyrok po tumulcie toruńskim, ślub może być co najwyżej mieszany.

  14. joan Says:

    mieszany to jest las. w przypadku ślubu z ateistą sakrament wiąże tylko jedną ze stron, więc ta ‘mieszaność’ mi tu średnio pasuje, ale whatever…

  15. Shot Says:

    Wiesz, z całym szacunkiem, ale właśnie taki ślub brałem niecałe cztery tygodnie temu, więc terminologię mam na świeżo; żonę mi zresztą za mówienie o „jednostronnym” ksiądz zbeształ. :) Ślubu udziela się sobie nawzajem (inaczej niewiele bym przy tym ołtarzu mówił…), a że tylko jedna osoba ma sakrament to rzecz zupełnie oddzielna.

    (Dodajmy, że mieszany jest każdy ślub z nie-katolikiem, ateizm nie ma tu akurat za dużo do rzeczy. Odrobinę niestandardowo traktowane jest tylko prawosławie, wyznawcy pozostałych wyznań są traktowani tak samo jak ateiści.)

  16. joan Says:

    ależ ja nie twierdzę, że moja terminologia jest tą jedyną słuszną :)
    wręcz przeciwnie, jestem świadoma, że ‘oficjalnie’ używa się określenia ‘ślub mieszany’, wyraziłam jedynie moje własne, całkiem prywatne zastrzeżenia co do jego trafności, a moją ‘jednostronność’ poprzedziłam słowami ‘że tak powiem’, które miały wskazywać na swobodne i opisowe potraktowanie zagadnienia :)
    przy okazji – serdeczne gratulacje :) podziwiam uczciwość w podejściu do tych spraw, na którą stać niewielu.

  17. Shot Says:

    Dziękujemy. :)

    Co do uczciwości – trudno mi oceniać; dla mnie to oczywiste, że braliśmy taki ślub, ale we mnie tlą się jeszcze resztki wojującego ateisty, więc to była kwestia ideałów. ;) Ale mogę też (częściowo…) zrozumieć stanowisko pt. „jestem nie-katolikiem, więc KK to dla mnie instytucja jak każda inna i wszelkie formalności z nią związane wiążą mnie na tyle, na ile PIT wiąże mnie z urzędem skarbowym: podpisuję to, czego ode mnie wymagają, bo nie mam wyboru, ale lekce to sobie ważę”. Choć podejrzewam, że przy sporej liczbie małżeństw w Polsce dominują argumenty „chcę taki ładny, w kościele!” i/lub „musi być katolicki, bo co sobie rodzina pomyśli!”.

    Z ciekawostek (uwielbiam takie detale, jakże charakterystyczne dla stosunku KK do kobiet…) – protokół przy ślubach mieszanych daje następujący wybór:

    – jeśli narzeczony jest obrządku wschodniego: czy narzeczona chce przejść na obrządek narzeczonego?

    – jeśli narzeczona jest obrządku wschodniego: czy któraś ze stron chce przejść na obrządek drugiej strony?

    :]

  18. joan Says:

    hmm… nie rozumiem, dlaczego “podpisuję, bo nie mam wyboru”? wybór przecież jest. gdzie tu jest ta konieczność?

  19. Shot Says:

    Wybór jest umiarkowany – np. przy ślubach mieszanych bywa problem z pozwoleniem na ślub w czasie mszy, a jeśli strona katolicka taki ślub by chciała mieć, to mogę zrozumieć, że strona nie-katolicka podpisuje dowolne wymagane przez KK dokumenty, by w takiej formie udzielić ukochanej osobie ślubu.

    A z punktu ideolo częściowo rozumiem „udawane” śluby katolickie, bo inaczej wyszedłbym na hipokrytę: uważam, że podatki to rodzaj wymuszonego (konkretną groźbą ograniczenia wolności) haraczu, ale je płacę (i to w wysokości, którą państwo wymusza), bo tak mi łatwiej żyć. Więc, jak widać, ta uczciwość z mojej strony jest dość wybiórcza.

  20. joan Says:

    w takiej sytuacji, moim zdaniem, zachodzi brak uczciwości po obu stronach, a co gorsza, brak zrozumienia u osoby niby wierzącej, na czym wiara polega…

    nie rozumiem porównania Kościoła do urzędu skarbowego. co ma piernik do wiatraka? w jaki sposób ‘wyłączenie’ osoby niewierzącej z życia Kościoła może nakładać na nią jakieś przykre ograniczenia?

  21. Shot Says:

    Hm. Mi się trudno wypowiadać na czym wiara polega (szczególnie ze zrozumieniem…); próbowałem tylko pokazać jak to mniej-więcej może wyglądać z punktu widzenia kogoś, kto KK traktuje li tylko jako instytucję (jak każdą inną), ze swoimi przepisami, wymaganiami itp., a bez całego nimbu świętości.

    Dla mnie sprawy ideologiczne są na tyle istotne, że zdecydowaliśmy się na całą papierologię/problematykę ślubu mieszanego (w sensie: nie wyobrażałem sobie innej opcji, bo źle bym się czuł biorąc pełen ślub katolicki). Z drugiej strony przyznaję, że w innych kwestiach równie uczciwe podejście do tematu („nie będę płacił podatków, bo uważam je za haracz”) nie jest dla mnie warte powiązanych upierdliwości, i wolę oddawać pieniądze niż iść do więzienia – więc hipokryzją z mojej strony byłoby mówienie, że nie-katolik biorący pełen ślub katolicki żeby uniknąć upierdliwości instytucjonalnych jest nieuczciwy. Stąd moje (częściowe) zrozumienie dla postawy „podpiszę czego chcą, nawet, jeśli się z tym wewnętrznie nie zgadzam”.

  22. joan Says:

    rozumiem, ciekawi mnie tylko, jakie są te ‘upierdliwości instytucjonalne’?
    a nawiasem – to że samemu nie przestrzega się pewnych zasad uważanych za słuszne, nie oznacza, że nie można już ich nazywać słusznymi.

  23. Shot Says:

    Przykładowo: umiarkowanie miła rozmowa, którą strona katolicka musi odbyć przed ślubem (ksiądz ma obowiązek taki ślub zdecydowanie odradzać); dość szczegółowy formularz protokołu, który trzeba z Kościołem podpisać (fascynacja KK tym, co dzieje się w mojej sypialni jest mocno odpychająca); obowiązek przyprowadzenia dwóch „znających stronę niekatolicką dość długo” świadków, którzy na święty krzyż i niewinną mękę chrystusową przysięgają, że strona niekatolicka nie jest w stałym związku z inną osobą (choć przyniosło się trzy świeżutkie potwierdzenia tego faktu z USC); wreszcie – fakt, że po odmowie zgody na ślub w czasie mszy można sobie taką zgodę załatwić mając znajomości w kurii (więc jest ona ewidentnie niemerytoryczna).

  24. joan Says:

    cóż, w przypadku ‘udawanego’ ślubu pozostaje konieczność rozmów (nie wiem, czy miłych czy nie, podejrzewam, że to od prowadzącego rozmowę zależy, bo chyba nie jest instytucjonalnie regulowane), pewnie też jakiś szczegółowy formularz, plus ‘udawana’ spowiedź – co musi być szczególnie przykre. także nie widzę jakiejś wielkiej różnicy w ‘niedogodnościach’, nie wspominając o komforcie psychicznym, kiedy nie trzeba cały czas kłamać. fakt, że niektórym to nie sprawia kłopotu. a wszelkie jakieś znajomości i załatwiania, to jakieś niepoważne obrzydlistwo.

  25. ASiegel Says:

    @ all: Sorry for hijacking this thread.

    @ Emil: I would appreciate if you got back to me via email or Jabber. You know the address / ID. Thanks a bunch.

  26. Ludwik C. Siadlak Says:

    Ot, i prosz: http://demotywatory.pl/109557/Karteczki

Leave a Reply