Wszyscy obserwowali sufit. Cztery, trzy, dw… Uderzenie zatrząsnęło budynkiem, tynk posypał się małymi strumykami, pokrywając ukrytych w pomieszczeniu ludzi warstwą kurzu.
Ktoś wyciągnął świeczkę i zapalił zapałkę. Dookoła kręgu światła zawisły twarze. Bardzo mieszane towarzystwo: panowie z sumiastym wąsem i gładkie twarzyczki dzieci spędzających kolejne wakacje na wojnie.
Cztery, trz…
Kurwa! — pomyślał na głos najstarszy stopniem i zwrócił się do pierwszej osoby z brzegu: — Jak wygląda sytuacja?
- Melduję posłusznie, że wyszły bagietki, woda mineralna, a dzieci nie mają opieki dentystycznej — tu ze znanych tylko sobie powodów zdający raport popatrzył na górę szmat będących wcześniej ubraniem sanitariuszki, która wczoraj odstawiła taniec egzotyczny z rozdzieraniem, żeby poprawić morale.
- Czy chłopcy nadal bronią elektrowni?
- Tak. Dzielne chłopaki. Siedzą tam tylko o krewetkach i winie. Wczoraj kilku próbowało przebić się do fabryki serwetek, niestety, ponieśli śmierć na miejscu.
- Siły wroga?
- Nieświeże krewetki!
- Wojna to pasmo nieszczęść.
Odwrócił się do zgromadzonych, odchrząknął i przemówił.
- Panowie, nie ma co się oszukiwać. Przegrywamy ten zryw i wygląda na to, że nie dożyjemy do następnego sezonu “Mody na sukces”. Jako wasz przełożony przyznaję dziś, że napadanie na wystraszonych i uzbrojonych żołnierzy będąc samemu nieuzbrojonym było nie najlepszym pomysłem.
- Prawda — przyznał jeden z bohaterów ruchu, Jasiek. Stał dalej, bo światło świecy nie oświetlało już jego dni. Oślepł po tym, jak napadł z siekierą na słońce.
- Dlatego — kontynuował przełożony — musimy się poddać i zaoszczędzić sobie dogrywki. Chłopcy nadal bronią elektrowni, a to znaczy, że możemy wysłać e-maila.
Na środek pokoju wyciągnięto stół, a może były to tylko drzwi, który postanowiły się rozerwać podczas detonacji jednej z bomb. Postawiono na nich laptopa.
W pokoju dominowało światło ekranu laptopa i migające czerwone punkty papierosów.
- Ktoś pamięta, jaki oni mają korporacyjny schemat na nazwy e-maili, te Szwaby?
- Można sprawdzić w Wikipedii — powiedział młodszy szeregowy i zaraz tego pożałował. Dowódca zerwał się z miejsca i trafił go pięścią w szczękę. Stojąc nad nim wycedził przez zęby: — Jest wojna. Nie mamy routingu do Europy Zachodniej. Jak myślisz, czemu nie piszę tego listu przy pomocy GMaila?
- Dobra, mam. ssobergruppenfuhrer@vondem-bachzelewski.de i daj kopię do info@röntgen.de.
- Ale jako to, domena z znakami poza US-ASCII? Jak to wpisać?
- Słowo daję, jeśli przeżyjemy te starcia, upewnię się, że domeny nie będą miały znaków narodowych. Albo zapiszę wszystkich w Niemczech na serwis żółtałódźpodwodna.pl.
- Tak nam dopomóż Bóg! — zgodzili się obecni przy stole.
I to jest, synku, wkład Polaków w budowę Internetu, jaki znamy dziś.
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
August 16th, 2009 at 12:38
No, w koncu opublikowane :)