Google Wave! Google Wave! Google Wave!1
Moje prywatne kryterium podziału technologii:
Google Wave zmusza mnie do dodania czwartego punktu: “Wszystkie odpowiedzi są prawdziwe”.
Dwóch Australijczyków2 pobierających pensję u nowego, wielkiego brata, nudziło się. Najbliższy sąsiad był cztery dni drogi od ich domu, więc klasyczna kłótnia o to, czyje liście leżą na podjeździe i kto ma je zgarnąć, była niemożliwa. Zresztą w Australii nie ma drzew. Siedząc tak i siorbiąc piwo (“Why is Australian beer like sex in a canoe?” “Because they’re both fucking close to water.”) wpadli na pomysł. Gdyby połączyć GMaila, GTalka, Wiki, wątkowanie, GMaps, w ogóle G* w jeden pakiet!
Powiedzieć, że Wave jest dobry z tego powodu, że łączy w sobie wiele produktów Google to tak jak powiedzieć, że seks analny jest dobry, bo działa dla każdej z płci. Prawda, ale nie bardzo.
Do rzeczy. Podstawową jednostką komunikacji w nowej zabawce wielkiego G. jest Wave, czyli fala. Nazwa wprost idealna, do czego dojdziemy. Jedna fala to zbiór tekstów ułożonych w wątki, załączników (obrazki, dokumenty) i wtyczek (przykładowo mapy lub wyniki wyszukiwania). Każdy z użytkowników dodanych do fali może edytować zarówno swoje jak i cudze teksty.
Przykładowy usecase: Hania pisze Ci falkę (myśl: zaczyna pojedynczą wiadomością tekstową) o nowym produkcie. Odpowiadasz jej wklejając wtyczkę do Google Maps z dokładnym miejscem, gdzie może Cię pocałować. Do listy dodany zostaje Janusz, mistrz marketingu, absolwent MBA-via-Internet. Edytuje on wpis Hani uzupełniając go o ważne zwroty, “synergia”, “wertykalna integracja”, “kompleksowe rozwiązania dla biznesu”, “B2B i B2C”. Teraz Ty edytujesz swój wpis dodając obrazkowy komentarz.
Zirytowany Janusz dodaje szesnaście osób z działu sprzedaży. Wszyscy zaczynają pracować nad pierwszym tekstem i dodatkowo tworzą nowe wpisy, w których dyskutują o tym, dlaczego jesteś małpą.
Dochodzimy do najlepszego. Wszystkie te aktualizacje widzisz na żywo. Widzisz każdą literówkę, każdą zmianę. W czasie rzeczywistym. Magia słownika ortograficznego wbudowanego w przeglądarkę pryska jak mydlana bańka, gdy na Twoich oczach kolega z firmy iteruje po słowie “żółw” przechodząc przez “rzułf” i “żułwy”.
Jeszcze kilka dni temu mogłeś marudzić, że ludzie cytują wiadomość e-mail z góry i psują logikę wypowiedzi. Już dziś Twoi znajomi mogą dopisywać wiadomości z boku, edytować je, edytować Twoje wiadomości. Będziesz miał przyjemność dostać oczopląsu śledząc 17 kolorowych tagów z imieniem edytującego walczących o kawałek tekstu.
Możesz mieć szczęście i zostać dodanym do fali, gdy pierwsza banda kreatywnych uspokoiła się już i poszła sączyć swoje latte. Pozostaje Ci tylko stwierdzić, kto napisał co. Nie martw się! Nie jest tak, że masz jakieś osobne e-maile z From:, masz za to suwak, pozwalający się przemieszczać w czasie po dokumencie. Widzisz więc zmiany nanoszone przez współfalowców. Teraz wyobraź sobie kilkumiesięczny dokument z historią ośmiu tysięcy edycji. Bosko?
Google Wave to w moich oczach Google Docs z ADHD. Oczywiście mówi to facet, który część e-maili pisze w edytorze tekstowym i spędza jakiś tam czas nad redakcją wiadomości. Fala to odpowiedź na dalszą wulgaryzację komunikacji międzyludzkiej. Zupka chińska dań. Z czego wynika, że popularność tego produktu będzie wielka i sam niejednokrotnie z niej skorzystam.
Dziękuję Marcinowi Jagodzińskiemu za wspólne testy. Pewnie kosztowało to utratę szacunku u każdej ze stron, ale wszystko dla czytelników!
Czemu “fala” jest słuszną nazwą dla jednostki komunikacji w Google Wave?
PS. Nie, nie mam już zaproszeń. Rozeszły się.
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
October 2nd, 2009 at 10:00
Ale tak w ogóle, to przydatne to? Ma to jakąkolwiek przewagę nad mailami/usenetem?
October 2nd, 2009 at 10:04
@Xyzzy
Za wcześnie żeby powiedzieć. Jest kupa fajnych pomysłów i wiele zagrożeń. To taka armata, która może wygrać Ci bitwę. Zależy kto ją obsługuje. Boję się, że większość armat do komunikacji obsługują obecnie ludzie nieprzystosowani.
Osobiście nie widzę, na tę chwilę, przewagi nad Google Docs. Możliwe, że to kwestia stylu, w jakim pracujesz.
October 2nd, 2009 at 10:14
Ja mam mieszane uczucia. Taka fala w trakcie powstawania to tak jak napisałeś – chaos i oczopląs. Fala czytana po napisaniu jest o wiele czytelniejsza niż wątek emailowy i bardziej funkcjonalna niż dokument nad którym pracowało echnaście osób.
Mój podstawowy problem to zakres użycia. Tzn. tak, to bardzo fajny młotek, ale gwoździ jeszcze nie wynaleźliśmy. Widzę Wave jako narzędzie strukturyzujące i (ogólnie) ułatwiające wymianę poglądów – tylko Wave samo w sobie będzie sztuką dla sztuki. Musi istnieć jakiś dobry sposób na spięcie tego z innymi metodami komunikacji (jest już bot twitterowy, poproszę teraz RSS, GReadera i pocztę). Jedną z demonstracji którą widziałem był blog – startowa fala to notka na bloga, edycje są odzwierciedlane w obu miejscach, komentarze na blogu to odpowiedzi na falę. I *to* było mega.
No nic, zobaczymy.
October 2nd, 2009 at 10:31
Uwielbiam narzędzia do rozwiązywania problemów, które by nie istniały, gdyby nie było narzędzi do ich rozwiązywania :P
October 2nd, 2009 at 10:34
@r.
…czyli komputery? :D
October 2nd, 2009 at 10:35
@r, yacoob
Chyba możemy się zgodzić, że komputery są ogólnie chujowe, prawda?
October 2nd, 2009 at 11:04
ale tak w ogole to jakie przeslanie plynie z tego posta bo sie pogubilem… ?!
October 2nd, 2009 at 11:27
@arcymon
Skąd mam wiedzieć? Przecież ja to tylko pisałem.
October 2nd, 2009 at 13:52
@emil
nie no ja moze ograniczony poprostu jestem, chcialem sie kulturalnie zapytac (bo po przeczytaniu, nie dokonca wiem) czy w koncu jestes za czy przeciw google wave?
October 2nd, 2009 at 14:53
@arcymon
Właśnie, ja też nie wiem. Całość wygląda jak maszynka do robienia chaosu ALE są pewne perspektywy (patrz komentarz Jakuba wyżej) które słodzą cały pomysł. Nie, nie potrafię sobie wyobrazić Wave w tej formie zastępującego e-maila. Tak, mogę sobie wyobrazić że używam go ad hoc przy pracy z grafikiem.
October 2nd, 2009 at 16:44
to jest jeden z tych momentów, kiedy ciesze sie, ze poprzestalem na maszynie z 2000 roku i na rozwiazaniach technologicznych z tejże okolicy… :)
October 2nd, 2009 at 17:51
pomysl mi sie generalnie podoba, spodoba mi sie bardziej jak bede to mogl sobie hostowac u siebie i miec wplyw na to co i jak bangla. czyli za kilka miechow byc moze.
October 3rd, 2009 at 09:39
@emil
ahaa ;) no to te same odczucia mam co Ty.
nie chcialbym sie pchac z butami, ale moze kots ma zaproszenia do GWave? ;)
October 5th, 2009 at 15:09
Mam wrażenie, że to posłuży geekom do głębszego onanizowania się. Ogólnie zaś – chaos aż miło patrzeć. Może tak właśnie ma być?
Przestaję ogarniać dzisiejsze pomysły. Był ładnie wątkowany i szybki Usenet to musieli wymyślić phpBB czy jak to zwał i wszelka sensowna dyskusja umarła. Teraz wymyślają coś, co na pierwszy rzut oka przebije chaosem nawet fora.
W firmie pewnie przydatne do wysyłania sobie fotek i ppsów. Na codzień jakoś tego nie widzę…
October 5th, 2009 at 22:42
pomysl mi sie generalnie podoba, spodoba mi sie bardziej jak bede to mogl sobie hostowac u siebie i miec wplyw na to co i jak bangla. czyli za kilka miechow byc moze.
October 17th, 2009 at 14:05
Wave jest fajny, bardzo mi się podoba możliwość jednoczesnego użytkowania dokumentów, które w google docsach szwankowało. Chętnie wysłałbym komuś zaproszenie, ale niestety google nie przyznało póki co drugiej partii użytkowników żadnej puli zaproszeń…
http://waveblog.pl