Kiedy widziałem jak przed bramą ustawia się coraz więcej i więcej ludzi, pomyślałem do siebie: “Oto cholernie oddani artyści i amatorzy. Jest sobota, jest ósma ileśtam, jest zimno i będzie zimno przez kilka następnych godzin w nieogrzewanych salach zakładu ciepłowniczego. A oni i tak stoją i czekają”. Potem przypomniałem sobie o darmowym bufecie, darmowej whisky i sytuacji ekonomicznej Łodzi, oraz że sam tam jestem, bez aparatu. Zagryzając bułkę, pojąłem trochę ich motywy.
Trzeciego października roku 2009 firma Allegro wpuściło nas do opuszczonych budynków Elektrociepłowni 1 w Łodzi. Była to druga część cyklicznej imprezy o wszystko mówiącej nazwie “Pleneria“.
Nie jestem fotografem i nigdy nie będę. Moja idiot-kamera zepsuła się tego lata, pozbawiając mnie możliwości wyrażania się na Naszej Klasie przez zachody słońca i jelenie na rykowisku. Na Plenerię uzbroiłem się więc w paczkę papierosów, notatnik i świetne samopoczucie.
Mam słabość do wielkich hal pachnących smarem, przełączników, zaworów, styczników i przewodów w oplocie o grubości łydki. Chodziłem więc za grupką przyjaciół i z rozmarzeniem przypominałem sobie pracę i praktyki wśród warkotu silników, bluźnierstw przełożonych oraz kawę Inka. Nieuważna osoba (najczęściej Piotr) mogła nadziać się na mnie, gdy przeglądam rozrzucone na biurku magazyniera, który wyszedł na piętnastoletnią przerwę papierosową, bezpieczniki topikowe. Musiał wtedy wysłuchać, jak działają, o zagrożeniach pożarowych i najsłabszym punkcie w obwodzie.
Ciągnie wilka do lasu, a elektryka do szeregu transformatorów, jeśli nie zdjął metalowych rzeczy, jak radziła tabliczka.
Gracze chodzący po budynku bez problemu odkryliby elementy scenografii ze znanych tytułów. Dwa narzuciły nam się od razu. Half-Life 2 i Left4Dead. Stojąc na jednej z ramp czekaliśmy chwilę na Ojca Gregory’ego, który zrzuci nam strzelbę. Niestety, nadzieje były płonne.
Jest coś w takich wielkich, opuszczonych budynkach. Ludzie automatycznie zniżają głos i chodzą powoli. Czujesz, że naruszasz spokój martwych maszyn. Wszędzie leżą dowody byłego życia pompy, wyprute flaki stacji przekaźnikowych, wióry po nieistniejących już tokarkach.
Spacerując i zaglądając w różne miejsca znaleźliśmy ketchup, majonez, butelkę wody mineralnej dopitej tylko do połowy, tani kryminał z serii “Ewa zgłasza się”, ukryte w jednej z szafek butelki po wódce różnej jakości, magazyn dla mężczyzn “Pan”, zakłady przyjmowane na mecz reprezentacji Polski zapisane kredą na szafce i jogurt, którego termin ważności skończył się wraz ze śmiercą Stalina.
Uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz. Każdego, kto wpisuje sobie na wizytówce “juzability ekspert”, powinno się przegonić po tych miejscach i pokazać, co znaczy to słowo. Bo nie chodzi o to, żeby wyglądało jak produkt Apple, nie chodzi o to, żeby użyć dobrej czcionki i obecnie modnej wtyczki do jQuery. “Juzability” to coś, czego samozwańczy eksperci mogliby się nauczyć od ludzi projektujących taką fabrykę.
Kolory pozwalające stwierdzić, która gałka kontroluje którą maszynę, przełączniki, których nie wciśniesz przez przypadek, jasne opisy, UI konsolety odpowiada fizycznemu rozkładowi instalacji elektrycznej. Zero efekciarstwa.
Czas na sedno tego wypadu. Zdjęcia porwane autorom przy użyciu przemocy. Znaczy, że nie mogli niczego poprawić w PS-ie.
(Wyjątkowo, ze względu na liczbę obrazków, notatka została podzielona na dwie części. Zdjęcia dostępne po kliknięciu “read more”, “dalej” czy jak tam Wasz klient RSS to wyświetla.)
Dziękuję Eri, Irze Potera, Aleksandrze Korszuń, Stanisławowi Osińskiemu i Marcinowi Staniszewskiemu za udostępnienie fotografii.
« Google Wave czyli bigos komunikacyjny | Jak rsync Twoje dane zapisywał na zdalnych serwerach »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
October 5th, 2009 at 21:06
Generalnie masz u mnie w rubryce “styl” notę w ścisłej czołówce, ale za ten akapit:
Jest coś w takich wielkich, opuszczonych budynkach. Ludzie automatycznie zniżają głos i chodzą powoli. Czujesz, że naruszasz spokój martwych maszyn. Wszędzie leżą dowody byłego życia pompy, wyprute flaki stacji przekaźnikowych, wióry po nieistniejących już tokarkach.
zapunktowałeś dzisiaj wyjątkowo.
Z włazidupskim pozdrowieniem ;-]
October 5th, 2009 at 21:19
Piękne miejsce. Po prostu piękne.
October 5th, 2009 at 21:22
Krótko mówiąc jestem zaskoczony, jesteś wyjątkowo obdarzonym człowiekiem. Niektóre są naprawdę niezłe.
October 5th, 2009 at 21:37
EC1-niesamowite miejsce. we wrześniu byłem pierwszy raz w Łodzi na dłużej-miałem okazję brać udział przy organizacji Festiwalu Dialogu 4 Kultur i imprezy :PK: która właśnie w EC1 się odbywała. to miejsce mnie zauroczyło. jako element scenografii do przedstawień na prawdę się sprawdza-klimat tego miejsca jest niesamowity :)
October 5th, 2009 at 21:59
EC1 robi sie modne. Niedlugo zaczna sprzedawac karnety sezonowe :)
October 5th, 2009 at 22:38
@Zen
Nie moje, nie moje. Ja tylko wybierałem. Autorzy pod fotkami.
@radxcell
Spoko, przyjdzie Lynch i zaora. ;-)
October 6th, 2009 at 07:08
Widzę kilka zdjęć ciemnych i nieostrych. Dlaczego nie wszystkie?
October 6th, 2009 at 07:10
@monica
Autor odmówił pracy za darmo. Dlatego dostałem kilka ostrych.
October 6th, 2009 at 08:41
Widzę, że już wszyscy się wypowiedzieli, że miejsce klimatyczne. Bardzo podoba mi się wątek o usability – na studiach przez dwa semestry tłukli nam do głowy ergonomię (w końcu jako przyszły menago musiałem wiedzieć wszystko) – mieliśmy właśnie zajęcia projektowe z konstruowania paneli sterujących itp. Tam oznaczanie kolorami, przyciski niemożliwe do naciśnięcia przypadkowo lub systemy zapobiegające utracie rączek (dopóki nie wciśniesz dwóch przycisków na raz, to maszyna szatkująca nie ruszy) to podstawa.
Obecnie “usability” stało się zamiennikiem słowa “designersko”.
October 6th, 2009 at 09:53
Jeżeli podobają Ci się tego typu widoki, to polecam http://industrialdecay.blogspot.com/ – aż do przejedzenia. W EC1 nigdy nie byłem, zaczęli wpuszczać do środka dopiero po tym jak wyjechałem z Łodzi. Żałuję.
October 6th, 2009 at 14:08
Hlip…
Jezu jak by się tam w erpegi pykało…
Chylę co mogę przed sprawnością słowa (opi)sanego.
October 7th, 2009 at 08:38
Wciąż się zastanawiam, jak tu w sposób błyskotliwy i zawoalowany dać do zrozumienia, że to twoja najlepsza notka ever.
October 7th, 2009 at 09:34
Kafelki na pierwszym zdjęciu wyglądają jak z dawnego mięsnego w Dąbrowie Górniczej… Echh, łezka się w oku kręci :)
October 8th, 2009 at 17:02
o własnie, wreszcie:
http://www.fototv.pl/newsy/wydarzenia/zapomniana-elektrownia.html