Wyobrażacie sobie spotkanie praworęcznych brunetów, pracujących na PC z procesorem AMD, mających na podkładzie dowolnego kota w biegu, zajmujących się zawodowo arkuszami Excela. Nie, to by było dziwne. Jaki jest więc najniższy denominator organizowania spotkań IT? Właśnie się dowiedziałem: binarny stan waginalny.
Po raz kolejny nie mogę się nadziwić zdolnościom separatystycznym kobiet. Są developerzy KDE, i kobiety-developerzy KDE. Są developerzy Ubuntu i kobiety-developerzy Ubuntu. Mają osobne listy dyskusyjne, osobne kanały IRC, a świat przyklaskuje temu jako rozsądnemu krokowi. Bo “w ten sposób budujemy kobietom miejsce w naszej społeczności”.
Halo? Budujemy kobietom? Mnie tam ciągle kobiety powtarzają, że są silne mądre i w ogóle, może niech sobie same zbudują — jak będą miały ochotę? Robienie czegokolwiek-woman nie integruje kobiet ze społecznością tylko zamyka je, potwierdzając stereotypy. Jeżeli ktoś chce być członkiem jakiejś społeczności, to powinien brać pod uwagę z jakich osób się ona składa. Zapisując się dziś na listę makeup-i-rajtuzy mogę oczekiwać, że któraś z uczestniczek zakwestionuje moje preferencje seksualne, ktoś się zaśmieje, ale przecież mam głos i mogę powiedzieć, że zapisałem się bo chcę dyskutować o makijażu i rajtuzach, a nie prowadzić gierki słowne. Dialog z ludźmi i ignorowanie trolli to droga do sukcesu. Drogą do sukcesu nie jest zakładanie makeup-i-rajtuzy-men celem dalszej dyskusji, ale w gronie, które się ze mnie “nie będzie śmiało”.
Dlaczego w ogóle o tym piszę? Otóż warszawskie “giczynki” postanowiły importować zwyczaj obiadków dla pracowniczek IT. Z tego co słyszałem Warszawa ma całkiem fajne spotkania branży. Nie można tego jakoś połączyć? Chyba nigdy nie zrozumiem tego płciowego elitaryzmu.
Takie forkowanie przypomina mi wizję Polski roztaczaną przez niektórych, gdzie nasz kraj jest jedyną wysepką rozsądku na morzu moralnej zgnilizny. Może czas dojść do wniosku, że inne kraje, choć nie idealne, mają swoje zalety.
Hasłem na dziś — luźno związanym z notką — jest: “Faceci do rodzenia, kobiety do stolarni, kołki w serce, administratorzy apt-get dist-upgrade”1
« Bardzo ładnieście tu napisali — a to jest mój środkowy palec | Styl (jedni go mają, inni kupują) »
Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
Bronikowski.com © Emil Oppeln-Bronikowski <blog@bronikowski.com>
♥ (random bits of love) 2mind
April 18th, 2008 at 8:22 am
opi masz słuszność lepiej nad czymś dyskutować w większej “kupie” zróżnicowanej płciowo. Sporadycznie bywałem na wszelkiego rodzaju konferencjach typu Open …. , Linux …. etc i zawsze brakowało mi tam akcentu kobiecego ;-)
April 18th, 2008 at 8:40 am
@Piotr: ale już jest trochę lepiej. Chcę widzieć ten trend jako zwyżkujący, a nie pogrzebany przez ‘kluby dla kobiet’.
April 18th, 2008 at 9:50 am
A mnie niszczy instytucja parytetów. Równouprawnienie z nadania… Chryste, dlaczego kobiety same sobie robią tak, że później normalny człowiek patrzy na nie dziwnie? Nigdy tego nie skleję.
April 18th, 2008 at 11:56 am
Wiesz, dla części dziewczyn z branży istnieje dość konkretny problem: nie ma z kim się kumplować po babsku. Większość kumpli to faceci. Większość kobiet z ich trajlaniem tolerujesz przez pierwsze 5 minut. Wśród fellow geeczek łatwiej znaleźć dobrą kumpelę niż wśród, dajmy na to, specjalistek od marketingu. Gdyby w Łodzi robili tego typu imprezę, pewnie bym się wybrała, choćby z ciekawości, kogo tam zastanę.
April 18th, 2008 at 12:09 pm
A ja żadnych podziałów nie propaguję, sama się w takie nie bawię, aczkolwiek Girl Geek Dinners reklamuję… ponieważ lubię spotkania branżowe wszelkiego rodzaju, lubię poznawać nowych ludzi i dobrze się czuję na takich spotkaniach, czy to jako rodzynka, czy to jako jedna z wielu kobiet.
Czasem się zastanawiam, o co chodzi feministkom i o co one aktualnie walczą. Przecież np. kobiety w IT mają łatwiej niż mężczyźni bo są “materiałem deficytowym”. Wszędzie są chętnie widziane jeśli cokolwiek sobą reprezentują.
Nawet mój kolega z pracy jak mnie nie ma mówi, że brak mu kobiecego pierwiastka przy biurku obok :)
April 18th, 2008 at 3:52 pm
“Otóż warszawskie “giczynki” postanowiły importować zwyczaj obiadków dla pracowniczek IT.”
Oh. Proszę nie nie uogólniać. Z tego co na razie widać, to tylko jedna geeczynka ma zamiar (dopiero) zbierać inne.
A w rzeczywistości to pewnie za tym projektem (by Aula) stoją głównie mężczyźni.
Oczywiście pewności nie mamy.
W każdym razie, niechętnie się do tego odnoszę w tej chwili.
Bo…co nowego może wnieść taki meeting? Nie widzę rozwiązań i sensu.
Z drugiej jednak strony polowicznie rozumiem. Warszawska Polibuda ostatnio zoganizowała kampanie reklamową dla dziewczyn. Bo dziewczyny raczej niechetnie tam ida, w obawie przed ‘meskimi wymaganiami’, ktore w rzeczywistosci sa fake’em.
Podobne moga byc motywy Girls Geek Dinner, kiedy to po prostu ma sluzyc jako zachecenia dziewczyn do udzielania sie w wirtualnym swiatku w sposob realny.
Zaczynajac uczeszczac na ten feministyczny meeting, prawdopodobnie dziewczyny zaczna i stawiac sie na zwyklych spotkaniach.
April 18th, 2008 at 4:07 pm
@Ania, Asia, Lanooz: Dziękuję za opinię od zainteresowanych.
Sam fakt przyszłych spotkań stał się tylko wymówką do napisania o manii rozłączania Rzeczy A na Rzecz A i Rzecz A-women.
To, że kobiety chcą się spotkać i pogadać, jest oczywiste jak dwa plus dwa. Nikt nie chce i nie może odbierać Wam takiej możliwości.
Jednak wolę po stokroć mieć możliwość spotkania Was na normalnych spędach (na których jest przecież czas wolny, gdzie można się zebrać i pogadać we własnym gronie) niż próbować włamywać się na kobiece herbatki.
IT potrzebuje więcej kobiet, bo kobiety mają inne spojrzenie na niektóre sprawy. :-) (pomijam zdolność pisania notatek, które da się przeczytać)