4 Responses to “Skrzypek przy gmachu”

  1. LeszekT Says:

    Pozwolę się zgodzić i nie zgodzić jednocześnie. Zgoda – w tym że utwory skrzypcowe nie są łatwe w odbiorze i w pośpiechu dnia codziennego mogą być nieodbieralne. Ale ja zwróciłem uwagę na coś innego – piszesz to nawet ty:

    “Przemieszczam się z punktu A do punktu B, omijając psie gówna, ulotki szkół języków i skrzypków.”

    I to jest pewien problem. Bo nie zwracamy uwagi nie tylko na muzyków ale i na przemoc, szczającego pijaka, brudne mury itp. Miasto przestało być przestrzenią wspólną, która nas interesuje. Stało się przeszkodą w dotarciu z A do B…

    Ale może to tylko jesienno-zimowo-wiosenno-letnia moja mała depresja :)

  2. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @LeszekT

    No, jest delikatna różnica między przemocą a muzykami grającymi tu i tam. Na przemoc to jednak reaguję. Zwykle, też nie jestem superbohaterem. Ale to na inne opowiadanie. Natomiast nie można oczekiwać żeby reagował na wszystkie bodźce przychodzące z otoczenia.

    Dużo łażę i zwykle odbywa się to w stanie półsnu. Marzę i knuję sobie w głowie, muzyka gra, nogi zapewniają transport.

    A swoje miasto kocham, mimo że jest to miłość trudna. I też bym chciał żeby było wspólną przestrzenią. Problem w tym, że przeszkadzają Oni, czyli wszyscy inni. A oni myślą tak samo o mnie. Czasem nie mogę się dogadać z przyjacielem w mieszkaniu. Wizja wspólnej idei siedmiuset tysięcy ludzi na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych to utopia.

    Albo to moja jesienno-zimowo-wiosenno-letnia cyniczna postawa. :-)

  3. ev11 Says:

    Czytałem ten artykuł przez jakąś tam zupke.
    Faktycznie napisany był dość sugestywnym językiem – “o kurcze jaka nasza cywilizacja jest biedna bo nikt nie poznaje się na geniuszu skrzypka ze Stradivariusem”
    (swoją drogą ciekawe jak dobrze było go słychać przy wejściu do metra gdzie zazwyczaj stoją przekupki, ludzie śpieszą się żeby zdążyć na czas i głośno rozmawiają. W ogóle w mnóstwo sposób można było sobie przyjemnie przy tym ‘eksperymencie’ pomanipulować).
    Wydaje mi się to troche podobne do tego ‘eksperymentu’ wg. którego statystycznie średni Polak w ciągu roku nie czyta ani jednej książki – coś mi od zawsze w nim śmierdzi.

  4. Bee Says:

    Był wczoraj w Warszawie, bilety po ca. 200 złotych.

    O ironio.

Leave a Reply