Był 2009, będzie 2010, a po nim i 2011. Nie ma powodu do paniki. Nie ma też powodu do upijania się tanim szampanem. Pewnie, stojąc dziś w oknie i podziwiając eksplozje, postanowicie sobie coś. Że schudniecie, że rzucicie palenie, że zaczniecie pracować jak porządni ludzie, o spłaceniu długów pomyślicie.
Do końca tygodnia zapał wyparuje razem z alkoholem, a poniedziałkowy dzień pracy rozpoczniecie od pożyczenia piątaka na słodką bułkę, którą zjecie, popijając kawą i zaciągając się kolejnym papierosem.
To nasza natura. Wierzymy, że w sumie jesteśmy całkiem dobrymi ludźmi, którzy potrafią się zmienić. Wymiana kalendarza pomaga nam okłamać się po raz kolejny. To nowy początek, myślimy. Początek może i nowy, ale Ty jesteś ten sam, stary. Ten sam, który miał postanowienia w 2005, 2004.
Moje noworoczne postanowienie będzie bardziej przyziemne. Realistyczne. Nie będzie stało w sprzeczności z ostatnimi dziesięcioma laty mojego życia. Nie wymaga modyfikacji diety i plastrów z nikotyną. Ernest powiedział:
Write drunk; edit sober.
Tak jest Panie H., dawać ten 2010.
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
January 4th, 2010 at 08:15
…a później będzie też 2012. Postanowienia postanowieniami, ale zawsze chociaż na moment poprawiają nastrój i dają chwilową nadzieję “tym razem na bank”.
A będzie jak zawsze ;)
January 5th, 2010 at 09:35
A ja tam jestem niepoprawnym optymistą i wierzę święcie, że nowy rok to ładna cezurka i idealny moment na wprowadzanie zmian :).
January 6th, 2010 at 13:18
a tam, reset sumienia zawsze się przyda, choćby raz do roku :)
January 6th, 2010 at 13:54
A ja tam bez postanowień, jak co roku. ;)