Kraj Wolności znów podkreślił swoją wyjątkową pozycję i odrębność. Sąd odrzucił apelację Michaela Arnolda, którego w 2005 zatrzymano na granicy i którego laptopa przeszukano, co skończyło się ujawnieniem pedofilskich fotek. Przeszukiwanie urządzeń takich jak laptop zostało uznane za tak samo legalne, jak przeszukanie walizki, oglądanie zdjęć, materiałów wideo i papierów, które możesz mieć w kieszeni podczas kontroli.
Kontrolujący Cię pracownik nie musi mieć powodu1 do rozpoczęcia procedury przeszukiwania laptopa. Dlaczego mam problemy z taką procedurą?
Laptopy zawierają wiele danych. Tak wiele, że nawet ja — dość dobrze znający swój system — muszę chwile pomyśleć nad tym ile ciekawych rzeczy można na mnie zdobyć mając dostęp do mojego laptopa.
Ja wiem jak świetnym straszakiem są hasła ‘pomyślcie o dzieciach’ i ‘terroryzm!’, ale nie mogę zrozumieć jakim prawem — za jednym zamachem — szeregowy pracownik może zyskać legalnie dostęp do takiej ilości informacji.
O ile w przypadku zdjęć czy notatek w ‘analogowej’ formie przeszukujący ma małe szanse na spożytkowanie wszystkich informacji, to w przypadku danych cyfrowych — i możliwością kopiowania ich na granicy — dane można analizować na długo po tym, jak postawisz stopę w Stanach. Nawet jeśli nic na Ciebie nie znaleziono.
Zdarzały się też przypadki w których odprawianym osobom zatrzymywano laptopa do kontroli i obiecywano odesłać później. Kopiowano też zawartość iPodów.2
Takie przepisy powoduj, że już nie tylko moja prywatność jest mocno zagrożona, zagrożone są także informacje mojej firmy i moich klientów. Ja nie będę miał problemu z zostawieniem danych w Polsce, użyciem SSL, mocnej kryptografii i zabezpieczeniem się na różne sposoby. Wiele technologicznie nieświadomych osób, podróżujących z danymi ważnymi dla mnie, może paść ofiarą “bezpieczeństwa narodowego”.
Decyzja sądu jest dostępna w tym dokumencie.
Piotr ‘VaGla’ Waglowski napisał notatkę o wzmożonej kontroli na granicach USA i protestach organizacji zajmujących się prawami człowieka.
« Apple kupuje P.A. Semi | Idąc nocą (lubię dysonans, bardzo, zwłaszcza) »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
April 23rd, 2008 at 14:27
Mój plan to zaszyfrowana LUKS-em partycja z Ubuntu z pustym opisem w GRUB-ie (więc słabo widoczna) i domyślne bootowanie do czystej instalacji Windows.
Wada: Jak zatrzymają laptopa albo skopiują dysk i się mu przyjrzą na tyle, żeby zobaczyć drugą partycję, to każą przyjść z hasłem do LUKS-a.
Zaleta: Jak zobaczą laptopa bootującego się do Windows i poklikają po w-miarę-pustej instalacji to może puszczą bez zatrzymywania/kopiowania dysku.
April 23rd, 2008 at 15:10
Co kraj, to obyczaj. W Polszcze jako chyba jedynym kraju UE mój bidny (acz obfity w pasie) staruszek musiał rozbierać się prawie do rosołu bo jakiś debil uwidział sobie w jego brzuchu potencjalne zagrożenie terrorystyczne. Zdaje się, że mógł tam bombę trzymać czy inny wąglik. Dokładnie nigdzie indziej (a fruwa staruszek czasem tu i tam), na żadnym niepolskim lotnisku nikt go tak nie męczył. Ot i folklor. Jako ten w Stanach. Tyle że ten w Stanach jest po prostu łamaniem wszelkich cywilizowanych standardów. No ale to faszystowski kraj był, jest i będzie. Ile by poprawek nie uchwalili.
“Land of the free” my ass…
April 23rd, 2008 at 22:26
jedo slowo: TrueCrypt