Bronikowski.com - Emil Oppeln-Bronikowski: Kod & Słowa

Skip navigation

Bronikowski.com G+

Świetnie poinformowany kretyn

Posted in Pisanina, µGeek | Tagged | 31 Comments

Świat wybitnie zorganizowany

“Kiedy umażesz się majonezem sięgając do klawiatury, to znak, że czas już posprzątać na biurku”. To lub bardzo podobne zdanie wyszeptałem kiedyś komunikatorem do ucha czy też oka Shota. Zdanie to unaocznia czytelnikowi, że lubię majonez na tyle, aby przynieść kanapkę z nim do centrum dowodzenia, jakim jest biurko, i że czasem potrafię zrobić dookoła siebie burdel. W sensie czysto platonicznym: skarpetki-na-podłodze, nie kurewki-za-pieniądze.

I tak jak mogę bez problemu przejść nad kolekcją brudnych kubków, co do których dostaję już listy z Instytutu Geografii od profesorów, którzy chcieliby pobrać próbki warstw taniny i dowieść, że zeszły czwartek odbył się zgodnie z planem, mimo fatalnej pogody, to nigdy nie przepuszczę jednak plikowi na twardym dysku, który zawieruszył się w “złym” miejscu. Dostaję bolesnych skurczy widząc u kogoś katalog “różne”, w którym zbiera swoje wiersze.txt, swoje filmy.avi, wspomnienia z wakacji.jpg i mu to nie przeszkadza. Kiedy ty czy on ściągacie wszystko na Pulpit, bo tam się znajdzie, bo pod ręką jest, a potem to gnije jak mięso, które utkwiło w dziurawym zębie.

Komputery to prawdopodobnie jedyna dziedzina mojego życia, którą kontroluje w stopniu zadowalającym, pozwalam więc sobie na rozwijanie mojego kompulsywnego stosunku do porządku (a jest to porządek szyty na miarę starych zamordystycznych państewek, gdzie “strzelać, potem zadawać pytania” jest drugim punktem konstytucji) i nie zwracam uwagi na łzy bliskich mi osób, którym wykładam ze szczerością, że ich top-posting w e-mailu zepsuł mi wątek, przez co mam rozwalony dzień, i jak oni się czują z tym i czy chcą porozmawiać z moimi klientami, skoro już próbują niszczyć moją komunikację ze światem.

Nie jest to wielkie upośledzenie. To takie kuśtykanie na jedną półkulę mózgu. Większość ludzi wie, że nie idzie się tym zarazić kropelkowo czy też przez stosunek seksualny. Mój większy problem stanowi chęć sprawdzania nowych rzeczy. Ten stan przypomina kogoś, kto porażony arachnofobią rozwija w sobie talent do odwiedzania kilkudniowych paneli naukowych o pająkach, a pod wpływem wielu mądrych ludzi i ich opinii (a i własnej ciekawości) zakupuje pająka, by co wieczór podskakiwać z krzykiem “Kurwa, jaki wielki pająk!” i łapiąc się za serce przetrawiać fakt, że ma go na własne życzenie.

“Telepatia bez mózgu”

Tłumaczyłem mojej siostrze fenomen Internetu. Było to w czasach, kiedy kobiety były kobietami, mężczyźni mężczyznami, modem 14.4K był luksusem, a do snu gwizdałem sobie nośną 0202122. Jakieś czternaście lat temu. Tłumaczyłem jej, że tu, teraz, mogę wysłać wiadomość do kogoś mieszkającego w Afryce i on ją otrzyma nie za miesiąc, nie za tydzień, a za kilka sekund. Była to fantastyczna wizja. Świat skurczył się niczym tandetna podkoszulka po drugim praniu.

Wtedy nie zadałem sobie pytania, czy ja mam coś do powiedzenia temu komuś i czy ten ktoś ma mi do powiedzenia coś, co będzie interesujące. Dziennie otrzymywałem trzy e-maile, które czytałem z najwyższą uwagą i na które odpisywałem godzinami (rekord to prawie sześćdziesiąt kilobajtów relacji z osiemnastki znajomych, na którą Maciek nie odpisał do dziś w całości).

Przewijamy do 2010 roku. Dziś otrzymałem 62 e-maile, większość skasowałem bez czytania. Te, na które odpisałem, składały się z kilku linii. Kanały RSS wyprodukowały 174 nowe wiadomości, połączone siły Facebooka, Blipa i Twittera dorzuciły kolejny tysiąc postów. Przegadałem ponad godzinę przez Skype. Przeczytałem kilka wątków na tym i owym forum.

Napisałem czterdzieści linii kodu.

Po całym dniu wiem mniej, niż wiedziałem, gdy podnosiłem zwłoki. Rozwiązałem zero problemów, doszły dwa nowe. Nie uczę się już nowych rzeczy, spędzam czas na kasowaniu informacji, ignorowaniu informacji, zarządzaniu informacjami, przekazywaniu informacji. Mija dwudziesta godzina przed klawiaturą i nie czuję abym wyprodukował coś, co ma jakiś sens, tak z osobistego jak i zawodowego punktu widzenia.

Zbudujcie, a przyjdą. Przyjdą. Przyjdą. Przyjdą.

Google wydało dziś nową zabawkę, Google Buzz. Poczułem się pokonany. Totalnie pokonany, jak młody partyzant pochwycony przez wroga. Siedzę tu i patrzę jak moje miasto jest niszczone, matki i córki gwałcone na mojej ziemi, mężczyźni rozstrzeliwani. To był kiedyś mój komputer. Teraz jest to komputer społeczności i choćbym się wyrywał, kopał i szarpał, to mogę być z nimi, albo z nimi, ostatecznie z nimi.

Wszystkie znaczenia trafił szlag. Na Facebooku moim przyjacielem jest Piotr Petrus. Wymieniamy się czasem e-mailami. Na Facebooku moim przyjacielem jest Joel Watson. Dorzucam się na jego komiks i podcast. To fantastyczni ludzie, ale z pewnością nie przyjaciele. Tak to już jest, wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Doubleplus good w nowomowie. Ale to mniejszy problem.

Większy problem leży w tym, że Joel’a śledzę też na Twitterze. Automat puszcza te same informacje tu i tu, czytam więc dwa razy. Są osoby, które śledzę na Blipie. Dzięki wtyczkom dodają oni swoje informacje na Facebooka i Twittera. Wczorajszy tekst Czerskiego dostałem przez RSS, Facebooka i jeszcze e-mailem do kogoś. Patryk Zawadzki jest encyklopedią dziwacznych odnośników. Google automatycznie dodało go do “obserwowanych” w Google Readerze, bo wymieniamy się e-mailami. Większość rzeczy trafia do mnie dwa razy, od dziś będzie trafiać trzy razy, bo Google Buzz pożywia się informacjami z wcześniej wspomnianego czytnika RSS.

Wiem, że mogę nad tym zapanować. Przestać obserwować kogoś na Twitterze, ukryć statusy na Facebooku, obciąć listę kanałów, przestać w ogóle czytać. Hydra informacyjna wypuszcza dwie nowe głowy na miejsce tej ściętej. Mogę pokasować konta, tak jak gościu uzależniony od methu może przestać robić laskę za kolejną działkę.

Nowe oświecenie

Wiem co jecie, jakiej muzyki słuchacie, gdzie łazicie. Z większością z was nie miałem okazji napić się wina w ciepły letni dzień i wymienić opinii co do drużyn piłkarskich. Google wie o mnie więcej niż moja dziewczyna. Facebook kradnie moje komentarze, bo z próżności dodałem swoją stronę do odpowiedniego katalogu. Znam meme o penisie Lady Gaga. Nie wiem kto to jest Lady Gaga. Żyję w świecie, którego byłem adwokatem i promotorem. Połączonego świata w którym nieskrępowana informacja jest w zasięgu ręki. Jestem wybitnie poinformowanym kretynem.

Zdjęcie wykonane przez WSDOS na licencji Creative Common.

31 Responses to Świetnie poinformowany kretyn

  1. olgierd says:

    Co racja to racja. Zgłupieć można, zdurnieć — a i tak nikt tego nie zauważy.

  2. sodar says:

    Brothel? I want whiskey… and hookers.

  3. byte says:

    Więc tak: to, o czym napisał Opi zostało oczywiście przenicowane na tysiące sposobów w tysiącu różnych publikacji. Dobre blogi poznajemy po tym, że chce się czytać o tym samym po raz tysiąc pierwszy.

  4. RAFi says:

    Yeah baby!

  5. PiotrB says:

    Cała nadzieja w tym, że właśnie Buzz pozwoli (przez otwartość i API) zbudować stado filtrów do wyłapywania duplikatów.

  6. radxcell says:

    Ja katalog “różne” nazywam miska. Od miscellaneous.

    14 lat temu maile nie szły kilka sekund. U nas na OiZecie panie, to mail potrafił iść 2-3 dni. Zwłaszcza jeśli przekraczał 50 kilo.

  7. radxcell says:

    PiotrB – to już brzmi jak socjalizm. Narzędzie do rozwiązywania problemów, które nie zaistniałyby bez tego narzędzia :)

  8. miskidomleka says:

    Nie uczestniczę w facebooku, twitterze, blipie, naszejklasie, myspace. Dzięki temu jeszcze jakoś funkcjonuję. Ale burdel na desktopie mam.

  9. a ja powoli coraz bardziej pierdole ten syf i czytam coraz mniej. istotne rzeczy dotra do mnie i tak z conajmniej 3 stron, wszystko inne jest na tyle malo wazne ze nie warte uwagi. zaczynam doceniac czasy gdy newsy byly 3x dzinnie: w gazecie rano lub wieczorem, od coworkerow/przekupek/uslyszane w tramwaju, wieczorem w radiu. i bylo ich tyle ze mozna bylo sie nad nimi glebiej zastanowic czy z kims o nich pogadac. teraz mam 10x tyle newsow co 10 minut i przestaje mi sie to podobac. bo co mnie kurwa obchodzi festiwal mniejszosci polskich na bialorusi?

  10. Valwit says:

    ps: ciasteczka sa zle
    pps: kiedys 128k to byl wypas. 2 mbit to byl kosmos. teraz 2 mbit mam w komorce (haha, telefon w kieszeni! -> kurwa, mam i uzywam takie trzy. iz zeby to tylko telefon byl.) a zasieg jest nawet w bieszczadach. a znajomi marudza ze po 2 Mbitach wrzucenie mi DVD na ftp trwa 6 godzin, bo oni w kablowkach maja ## a nawet ### Mbit. i po co to wszytko? zeby fejsbuki dzialaly szybciej i softu uzywac z chmurki zamaist wlasnego. to wszytsko idzie w bardzo zlym kierunku.

  11. uziel says:

    The Educated Fools, jak się patrzy. Zgadzam się z przedmówcą, że wszystko idzie w złym kierunku i tylko czekam na jakąś katastrofę. Wyczekuję wręcz, w pozytywnym sensie znaczy.

  12. Pingback: Rózga Świętego Mikołaja...

  13. r. says:

    Drogi Kolego Opi. Mam Ci ja pomysł. Czas położyć laskę na blipy, tłity i facefucki. Nie lękaj się białych niedźwiedzi, daj tylko znak, a Lipcowe czy inne Noteckie się znajdzie. Niepasteryzowane.

  14. Zamknij twittera, czyść rssy częściej niż raz miesiąc bez litości usuwając feedy których nie czytasz. Blipa czytaj przez asystenta i skanuj a nie czytaj. Facebook? To już prawie druga nasza-klasa.

    Ja staram się tak do tego podchodzić. I dzięki temu jeszcze nie utonąłem.
    Pozdrawiam.

  15. Jakie prawdziwe! Dzień się skończył a drugi już zaczął a RSS 107 wiadomości, gdzieś w tle Blip coś bełkocze i nie wiadomo czy to wiadomości z wczoraj czy z dziś, a czytać trzeba … :(
    Ja ostatnio trochę sprzątałem w RSS na Blipie etc. trochę tego jakby mniej ale i tak za dużo bo cały dzień na czytanie schodzi …

  16. olgierd says:

    Ja mam na to jednak inny sposób:

    – korzystam tylko z RSS
    – nie mam konta na Fejsbóku
    – mam konto na Blipie (ale tylko po to, by chronić się przed ew. blipsquatterstwem)
    – mam konto na Twitterze, ale po krótkim okresie jakieś tam aktywności przestałem tam zaglądać.

    Jeśli chodzi o RSS to ostatnio raczej usuwam niż dodaję.

    Zdaje egzamin!

  17. CoSTa says:

    Że posłużę się cycatem z klasycznego już filmu: “you need to unplug, man”.

    Mam konta wszędzie, wpycham swoją karmę gdzie się tylko da a na wszelkie zaproszenia zazwyczaj klikam Tak/Yes/Si/Oui… Z tej całej zaakceptowanej przestrzeni płynie do mnie gazylion bajtów informacji, której za luja nie chce mi się obrobić, że o zwróceniu uwagi na nią nie wspomnę. Efekt jest cudny – komp co chwila mi blipa, growluje, fejsuje i robi bóg raczy wiedzieć co jeszcze a ja jestem cały zachwycony tym, że ma sukinsyn co robić, podczas gdy ja biegam po jedynych sensownych stronach internetowych, czyli tych z panienkami.

    To jest jak telewizor chodzący w tle godzinami, na który nie zwraca się większej uwagi. Biały szum tła za cały cel istnienia mający zajęcie czymś technologii, która powoli sama sobie wypełnia czas i cykle procesora. I OK, tak ma być, takie jest jej przeznaczenie.

    Technologia jest fajna, pozwala zapomnieć o technologii…

  18. ev11 says:

    Cholera, skąd ja to znam.
    Codziennie w mojej skrzynce czeka 400+ nieprzeczytanych RSSów z komiksami, ńjusami, notkami z blogów. I zanim przeczytam połowę z nich, dochodzi następne 300.
    Raz w tygodniu trzeba przysiąść na dwie godziny i mozolnie wszystko przeczytać.
    Tylko gdzie tu przyjemność z czytania?

  19. Marcin says:

    piekny, przenikliwy i straszny wpis.

  20. Ech… Widzę, że nie tylko mnie nachodzi czasem takie myślenie.

    Jestem z 1982. Pamiętam czasy, gdy chodziło się “na Internet”, a i tak większość nie wiedziała, z czym to się je. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłem czat. Ba, pamiętam nawet czasy, gdy w mojej klasie w liceum komórki miało tylko 3 osoby. Skype? Wtedy by nikt w to nie uwierzył.

    Kiedyś przeczytałem gdzieś w sieci (sic!), że wszystkie nowe wynalazki mają oszczędzać nam czas. Tylko jakoś, dziwnym trafem, czasu mamy coraz mniej …

  21. unnami says:

    Katalogi “różne” to samobójstwo. Ja mam już takich kilka. Nazywają się np. ściągane zwierzątka, jakieśtam, do posprzątania, sprzątnij to………

    i czasem mam tak, że sprzątam, ale po pięciu minutach znów tam włazi – nie wiedzieć skąd – coś.

    a tego Buzza to da radę wyłączyć? bo takim śledzikiem mi śmierdzi

  22. @ unnami:
    też miałem ten problem i mi objaśniono – na dole strony w Gmail, przedostatni rząd, masz opcję “turn off buzz” :)

    niestety Social Media spowodowały masakryczny wzrost informacji, jakie dostajemy choćby do przeskanowania
    ja już wyłączyłem Gbuzz, FBchat mam offline, a staram się opierać komunikację głównie na e-mailach, bo są najmniej intrusive – tak samo jak wolę wysłać SMSa zamiast fonić na komórkę
    ponoć XXI wiek miał być wiekiem informacji, tylko nie dodano, że “potopu” ;)

  23. KubaGajda says:

    @Bronikowska – It’s time for you to commit an internet suicide…(sorry za angielski ale jakoś mniej boli)

    p.s. zamiast wyłączać buzz może najpierw warto wyrzucić go ze skrzynki odbiorczej. Instrukcja jest tu http://lifehacker.com/5468067/banish-google-buzz-updates-from-your-gmail-inbox

    kolejne p.s. SELEKCJA, SELEKCJA, SELEKCJA.

    pozdrawiam

  24. PC says:

    Lubię to, chociaż nie lubię tego.

  25. Pingback: pawel-ryznar: Zainspirował mnie ten wpis bronikowski.com i komentarz "It’s time for you | flaker.pl

  26. Valwit says:

    @22 bo to nie jest potop. tego jest mnostwo i my sobie po prostu nie radzimy bo nikt nas tego nie uczył. czujemy sie mniej wiecej tak samo jak pokolenie przed nami z 5 lat temu. mlodsi od nas nie maja z tym najmniejszego problemu bo z defaulta olewaja 90% rzeczy na ktore my reagujemy. pytanie jest czy to jest dobre…

  27. Bee says:

    Nic dodać, nic ująć.

  28. mnie zawsze bawi jedna rzecz: wakacje. ludzie wracając z urlopu, z tygodniowego wypoczynku na łonie natury, z długiego weekendu spędzonego z rodziną, z podróży do obcego kraju nagle naładowani są offline-ową energią, która pozwala im działać bez ciągłego podładowywania się tym informacyjnym chłamem. kasują konta na różnych serwisach, bardzo ograniczają korzystanie z nich i jakoś sobie radzą. a potem dają się znowu wciągnąć, i tak aż do kolejnego urlopu.

    nie w narzędziach jest problem, a w podejściu.

  29. panikkk says:

    http://www.przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,6211.html

    a mi dobrze, kiedy nie ma mnie na żadnym forum, portalu społecznościowym czy innym unrealu. wymiksowałem się z tego i się wysypiam:)

  30. Pingback: Jak radzić sobie z doskonałym poinformowaniem | RadXcell

  31. Pingback: Interview with Paul Schwartz | RadXcell

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Hej, mamy 2012! ...a Twój Internet Explorer ma już ponad 10 lat!

Zaktualizuj natychmiast przeglądarkę lub zainstaluj którąś z alternatywnych:

...po czym wróć na naszą stronę :)