Wracam z biura. Jest środa. Może czwartek. Ale bliżej dziewiątej wieczór niż maja. Moja droga wiedzie przez przekładaniec z warstw społeczeństwa. Bogato, biedno i white anglo-saxon protestants.
Na granicy wyznaczonej przez skrzyżowanie ulic znajduje się sklep. Można płacić kartą do 22:00. Rzuciłem szybkie spojrzenie w kierunku grupki bywalców ściśniętych przy schodach. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś zapyta, czy mam problem, a ja mam problem w postaci zmęczenia życiem i dwa laptopy. Szarpać mi się nie chce, a do biegania nie jestem odpowiednio ubrany.
Kiedy tak lustrowałem sytuację, zauważyłem że schody pokonuje jakaś niewielka istota. Trzyma w rękach wielką butelkę napoju gazowanego. Człowiek, płci żeńskiej, znaczy dziewczynka. Pięć czy sześć lat. Patrzę z zaciekawieniem, jak walczy z ciężarem dwóch litrów o smaku zgodnym z naturalnym i wypatruję, kiedy pojawi się za nią ktoś dorosły. Dziewczynka mija mnie i skręca za róg. Opiekun nie pojawia się i po chwili podejmuję drogę do domu. Idę więc, a dziewczynka drepcze przede mną, chwiejąc się co jakiś czas pod ciężarem.
Myślę do siebie, że wypadałoby przypilnować dziecka, które spaceruje nocą. Czuję radość, że ktoś zaufał dziecku i puścił je po zakupy bez opieki. Pozostaję więc kilka kroków z tyłu i na chwilę pogrążam się w myślach. Nie wiem czy ja przyśpieszyłem, czy ona zwolniła, ale po jakimś czasie zrównaliśmy się w marszu i gdy odwróciłem się w jej stronę zauważyłem, że coś mówi. Zsunąłem słuchawki.
– Dobry wieczór – powiedziała dziewczynka.
– Dobry wieczór – odpowiedziałem lekko zbity z tropu.
– Nie boi się pan tak iść samemu w nocy? – zapytała zmieniając pozycję butelki tak, żeby było ją trochę zza niej widać.
– Trochę się boję – przyznałem – ale skoro idziemy razem, to z pewnością nic mi się nie stanie.
Przytaknęła i szliśmy tak przez jakiś czas w ciszy. Najdziwniejsza para na ulicy. Dziewczynka walcząca z ciężarem butelki, sięgająca mi może do kolana i ja, brodaty dziad w kapeluszu, z postawionym kołnierzem.
Tu oblewa mnie zimny pot, a głowa wypełnia się scenariuszami nadchodzącej tragedii. Jak ja wyglądam idąc tak z jakimś dzieckiem? Czy któryś z sąsiadów zauważył nas przez okno i dzwoni właśnie do ojca dziewczynki, który niechybnie wypadnie na mnie z następnej bramy? Czy uda mi się wytłumaczyć, że jestem przyjaznym gentlemanem, który docenia zaufanie, jakie pokłada w córce i robi to, co powinien zrobić każdy dobrze wychowany człowiek, to znaczy zerknąć czy dziecku w tej okolicy nie przytrafi się nic złego?
– Myśli pan, że są tacy ludzie, co porywają dzieci z ulicy? – przeczytała moje myśli dziewczynka.
– Nie. Nie, takie rzeczy się nie zdarzają – odpowiedziałem, czując się tak nieswojo jak wtedy, kiedy matka przyłapała mnie podczas masturbacji. Cokolwiek zrobisz, będzie źle.
– Tu mieszkam – doszedł mnie jeszcze głos z korytarza. – Dobranoc!
Dobranoc, burknąłem do siebie. Czułem się źle, źle. Wyciągnąłem papierosa. Bo tak, jeżeli ta dziewczynka powie rodzicom, że spotkała pana, który ją odprowadził do domu. Dlaczego czuję się podle mimo tego, że zrobiłem coś dobrego? W jakim spierdolonym, bez szans na naprawę społeczeństwie żyję, że czuję się jak gwałciciel.
Jak daleko sięga kontrola świadomości? Uważam się za kogoś, kto nie daje latających faków za opinię społeczeństwa i jednocześnie chcę się wrócić, odszukać klatki, drzwi i wytłumaczyć się z tego, co zrobiłem.
« Dziad lub pedofil: wybór należy do Ciebie | Prawda dostępu wymagają podstępu »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
September 2nd, 2010 at 00:48
Zbiorowa świadomość kreowana w dzisiejszym świecie przez media każe Ci się bać. Czy to o dziecko, gdy jesteś jego ojcem, czy o siebie, gdy stajesz w takiej sytuacji. Kryzys zaufania, żekby profesor.
September 2nd, 2010 at 00:59
taak. pomijajac juz kwestie pedo, ale moje ostatnie zamartwienie sie losem obcych dzieci skonczylo sie piecioma szwami na ryju. chyba mi przeszlo.
September 2nd, 2010 at 01:10
Powinienem podzielić się jakąś głębszą myślą jak przedmówcy, niestey nic mi nie przychodzi o tej porze do głowy. Zamiast tego zapytam z głupia frant: jak wygląda kapelusz z postawionym kołnierzem?
September 2nd, 2010 at 01:18
@sebcik musisz wyobrazić sobie niepiśmiennego faceta z blogiem, który edytuje notkę z łóżka przy pomocy urządzenia przenośnego. I się wkruwia. O 2:26.
@Valwit WTF? Opowiedz.
September 2nd, 2010 at 01:29
Ale jedno jest pewne – tytuł poprzedniego postu pod tym wygląda dwuznacznie.
September 2nd, 2010 at 08:00
@Bee: nie wierz w przypadki ;)
September 2nd, 2010 at 08:15
pedofil!
September 2nd, 2010 at 09:51
Najbardziej przerażającym jest fakt, że zdajemy sobie z tego sprawę. Akceptujemy normy, które doganiają nas w codziennym życiu. Powinniśmy z uśmiechem na ustach przyjąć fakt, że pomogliśmy drugiemu człowiekowi. Zamiast tego, zastanawiamy się, czy to iż nikt nie wyskoczył i nam nie wpierdolił, jest tylko odroczeniem egzekucji, czy informacją, że cała wściekłość rodziców została wyładowana na dwu litrowym napoju.
Żal patrzeć na dzisiejsze społeczeństwo. Boli mnie oglądanie jak społeczeństwo usilnie i ze świadomością swoich czynów, zamyka się w ramach, z których nie ma wyjścia. Samo życie, jak również procesy w nim zachodzące nie jest skomplikowane. Skomplikowane staje się nazewnictwo. I to wszystko nasycone kulturą przerażania.
W wolnej chwili lubię czytać pierdoły. Totalne bzdety nie mające nic wspólnego z realnym światem. Od pudelka do e-maili o treści “Ma Pan wspaniałe predyspozycje, niestety musimy odmówić, ponieważ inny człowiek lepiej pasował do naszego profilu”.
September 3rd, 2010 at 00:34
Opi:
tak w skrócie: sylwester, pojawiła się znikąd śnieżyca, taka że o 22 nie było chmur a o północy dobre 5 cm śniegu, jedziemy samochodem, tempo żółwie bo widoczność na kilka metrów, ślisko i względnie spory ruch. Nagle centralnie w szybe uderzają 3 śnieżki i o cenymetry mijamy dzieciaka (na oko 10 lat). Zatrzymujemy się i widzę 3 dzieci cieszących się śniegiem, sęk w tym że robią to na jezdni, między samochodami i najwyraźniej samopas. Jest chwila po północy, więc rodzice pewnie świętują i przed chwila weszli do domu. Dzieciaki maja wszytsko w dupie więc ide do domu żeby zabrali gnojków z ulicy zanim komuś się nie uda ominąć. W ogródku stoi babcia, najebana tak że wali alkoholem na 3 metry pod wiatr i śnieg. Próbuje z nią gadac a ona tylko krzyczy żebym nie bił dzieci, więc zlewam. Puknąłem w okno ludzie wyszli, zaczynam tłumaczyć o co kaman, matki wykazują zrozumienie, tatusiowie i reszta nieżeńska patrzy troche jak na kosmitę. Nagle pojawia się babcia i znowu się drze żebym nie bił dzieci. Na co obrywam butelką (nie tulipanem) albo butem i nurkuję pod murek. Kilka sekund kopaniny i matki uspokajaja towarzycho. A ja 2 godziny później mam piękne pięć szwów między okiem a nosem, ciut poniżej dolnej powieki (fartowo, bo nos i oko całe) i bogatszy o bezcenną rade policjanta wracam do domu. A rada była taka: rozjechać gówniarza w chuj, zatrzymać się koło komisariatu, reszte się załatwi. Ponoć okolica na tyle nieciekawa że tak jest bezpieczniej.
Biorąc teraz pod uwagę strach przed czarnymi wołgami i pedofilami, myślę że gliniarz miał absolutną rację, nie ma sensu ryzykować.
September 7th, 2010 at 09:38
Dobrze, że piątek nie przybiliście. Załapałbyś się na paragraf za klapsy. A może i coś jeszcze by się dorzuciło w stylu molestowania…
Tja, poprawność polityczna zaczyna dusić coraz bardziej.
October 21st, 2010 at 09:26
Kiedyś próbowałam ściągnąc małego Cygana z dachu śmietnika, bez sukcesu. Rozwrzeszczał się w jakimś niezrozumiałym języku, ewidentnie źle zinterpretował moje zamiary. Ostatecznie musiałam sie szybko ewakuować przed nadciągajacą grupą (mogła to być jego rodzina).
Czasami trudno wyczuć. Można chcieć dobrze, a i tak wyjdzie jak zawsze…