Wiem, że to robisz. Czasem, gdy już Twoje zawodowe życie uspokaja się, usadawiasz się w fotelu, odchylasz głowę i myślisz. Myśli płyną wolno i tworzy się obraz czegoś doskonałego, czegoś co zrobisz za chwilę. Nagle drzwi otwierają się i wchodzi Twoja partnerka1 życiowa.
“Pamiętasz, że za tydzień są urodziny Jana Żyto” — “Kogo?” — odpowiadam wyrwany z głębokiego zamyślania. “Pana Żyto, spotkałeś go kiedyś na imprezie i tak sobie pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć o jego urodzinach.”
Nie wiedziałem, czemu chciałbym wiedzieć, ale nie chciałem się upierać i mruknąłem coś pod nosem.
“Będziesz czytał tę gazetę?” — pokazała mi coś, co kupiłem w kiosku z nadzieją przeczytania jednego artykułu. Pokręciłem głową przecząco. Partnerka wzięła zamach i rzuciła mi gazetę na biurko. “Ten raport? Te zdjęcia z wakacji, które chciałeś przebrać?” Zanim odpowiedziałem kolejna porcja makulatury ze świstem wylądowała na moim biurku.
Zaczynałem się irytować. Nie dość, że muszę tego wysłuchiwać, to jeszcze moje biurko zaczyna przypominać scenę wypadku, w którym udział brały śmieciarka i ściana. Ściana cała w plakatach.
“Przyszła też do Ciebie poczta” — powiedziała, wieszając się mi na ramieniu.
“Niech zostanie tam, gdzie jest, później przejrze” — na wpół mówiąc to, na wpół wysapując poprawiłem się znów w fotelu licząc, że wena całkowicie mnie nie opuściła. Na chwilę zapadła cisza. “Trzy listy” — usłyszałem — jeden ze śmieszną kopertą. Obliczyłem stosunek weny do irytacji i stwierdziłem, że już i tak niczego nie zrobię. “Dawaj je!” — krzyknąłem.
Jeden okazał się listem, w którym znajomy pisze, że nie miał czasu napisać mi listu, więc zadzwoni. Drugi był drukiem bezadresowym więc podarłem go od razu nie oglądając. Ostatni okazał się zaproszeniem na spęd hodowców chomików “Hermetyczny Heniek”.
“Dzisiaj w telewizji mówi…”
“Zamknij się” — krzyknąłem — “zamknij się wreszcie!”
Scena domowej przemocy? Nie, nie. To Ty i Twój komputer. To Twój komputer, który co chwila zalewa Cię bezsensownymi informacjami: o poczcie, uderzającej właśnie INBOX, o RSS-ach, których nie masz czasu czytać. Dacie, wydarzeniach na miesiąc do przodu, o pojawieniu się znajomych na komunikatorze — znajomych ostatni raz widzianych 7 lat temu.
Obserwuję czasem komputery ludzi. Są ludzie — absolutni fani wszystkich wtyczek, widgetów i innych przeszkadzajek podających im stany procesora, baterii, pamięci, pamięci wymiany, dni do końca prezydentury Lecha Aleksandra Kaczyńskiego.
Nie zdajemy sobie (chyba) do końca sprawy, jak to wpływa na naszą pracę z pudłem. Co chwila nasza myszka dryfuję w stronę ikonki. Nasz okres skupienia zaczyna przypominać amfetaminową jazdę dziecka z ADHD. Klik, klik, klik. Czy ktoś zadaje sobie pytanie o ważność tych informacji? Bądźmy szczerzy, większość z nich to coś, co świetnie wchodzi z kawą i pączkiem — nie coś, co pasuje w pracy.2
A biurko? Przyglądaliście się kiedyś Waszym pulpitom? Jak wielu z Was przesiąkło nawykiem ściągania i zapisywania rzeczy na desktop (aka Pulpit) bo ‘szybciej znajdę’ i/lub ‘nie zapomnę o tym’. Jeżeli systemy chcą dostarczyć metafory biurka, na którym pracujecie, to pracujecie w śmietniku.
W czasach logiki “nie segreguj, wyszukuj” — gdzie oprogramowanie takie jak Spotlight, Beagle czy Tracker mogą znaleźć dowolny plik po parametrach takich jak wielkość, czas utworzenia i ilość kawy wypitych przed stworzeniem pliku, pedantyczne układanie kupek dokumentów nie musi mieć sensu. Ale dlaczego układać je na widoku, wprost na swoim biurku?

Zrzut ekranu dzięki uprzejmości thunga
O co mi w ogóle chodzi? Sprzątnijcie trochę Wasze cyfrowe życie. Będziecie szczęśliwsi, spokojniejsi i komputer przestanie być źródłem irytacji.
Nie jestem guru lajfhakingu, nie jestem kimś, kogo trzeba słuchać w sprawach zarządzania czasem. Jestem za to facetem, który z kłębka nerwów przepełnionych myślą ‘Muszę pracować, klienci mnie dopadną’ przez kilka miesięcy zamienił się w kogoś, kto znalazł czas tak na pracę, jak i na przyjemność. Kogoś, kto nie zatruwa się przed snem czytając pocztę z konta firmowego.
Dla wielu nerdów praca jest życiem, a komputer oknem na świat. Czasem trzeba użyć drzwi i wyjść.
Czego sobie i Wam — w tę piękną wiosnę — życzę.
« Dość walk na imprezie; równe szanse na dance | Bawi, uczy, wychowuje [technologia!] »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
May 8th, 2008 at 12:42
Ja mam inny sposób na te upierdliwe zawiadomienia. Na Macu możesz zrzucać właściwie wszystkie powiadomienia z programów do jednej aplikacji – zwie się Growl. W zależności od nastroju, mój Growl zawiadamia mnie o wszystkim (w tym o pierdołach na RSS, komunikatorach itp.), albo tylko o ważnych mailach. Mogę go ustawić w tryb DND i wtedy spokojnie sobie pracuję.
Konto mailowe tak naprawdę mam jedno. Wystarcza do wszystkiego. Znajomi wiedzą, że nie toleruję śmiesznych PPT-ków (niezfornych po prostu blokuję) i że jak mnie nie ma na komunikatorze, to mnie nie ma :)
Co do desktopu się zgadzam. Szlag mnie trafia, jak mam więcej niż trzy ikonki tam :)
May 8th, 2008 at 12:45
świnto prowda ;)
May 8th, 2008 at 13:05
każda rzecz ma Wady i Zalety (= lub odwrotnie).
i takie np. maile, które tak (i Te de)…
– uczyniły np. moją prace — głupsza, nudniejszą i mniej twórczą.
(= nie spotykam sie z Ludźmi; tylko ja im coś posyłam;
a Oni — mi odpowiadają.)
nie wymieniamy poglądów; co jest czasm Twórcze
– a OCENIAMY.
(oni — moje; a ja ich.)
bez interakcji; bez przekonywania.
i bez (ew.) kompromisu.
niestety.
ale jest: SZYBCIEJ.
……………..
komputer to wielki wynalazek.
(jak dynamit?;-)
May 8th, 2008 at 13:39
Mam na szczęście takie zasady we krwi. Lubię minimalizm (we wszystkim), więc nie mam niczego zbyt dużo i dzięki temu nie tłamsi to mojej ‘przestrzeni życiowej’. Wszystko jasne, klarowne i przejrzystej, a jak coś się okazuje zbędne, to się pozbywam. Pomaga w swobodnym myśleniu jak nic innego.
May 8th, 2008 at 13:40
Ja już dawno wywaliłem czytniki poczty – teraz pocztę sprawdzam raz dziennie rano i tyle (czasem jeszcze sprawdzam jak się gdzieś rejestruje (wtedy trzeba potwierdzić rejestracje).
Pulpit mam na szczęście czysty (nawet ikone kosza wywaliłem poprzez rejestr, wcześniej robiąc do niego skrót w SpeedLaunchu). A komunikator włączam na ok 1h dziennie.
Co do RSS to już inna sprawa (niebezpiecznie się powiększa), ale nie mam nawyku czytania wszystkiego – wybieram ok 20 newsów, których tytuł mnie interesuje a reszta ląduje w koszu, już podczas czytania nagłówków – IMHO potrzeba do tego trochę samodyscypliny, ale nie jest źle.
May 8th, 2008 at 13:43
Użytkownicy Windows celują w takich zaświnionych biurkach, po części dlatego, że każda niemal aplikacja stawia sobie za punkt honoru umieszczenie tam skrótu do swojego egzeka. Coś jak “tu byłem, Heniek”.
Poza tym: przej_rz_eć. Koniecznie :)
May 8th, 2008 at 14:09
@Paweł ciekawy tool, bardzo ciekawy. Jego bardziej radykalną wersją jest wyciąganie kable eth. :-) Polecę znajomym Makowcom.
@Makowski szybciej, dalej, więcej, konsumuj — klientów. Jesteś jak karabin maszynowy kreacji.
@Zx, Szarex — miło, że więcej ludzi nie daje się zwariować. Może moje obserwacje są skrzywione ze względu na środowisko, w którym przebywam (same nerdy)
@Byte to miałem napisać: o walce o tray i pulpit, ale mi wypadło z głowy. Dzięki za korektę. Pisać nie umiem, ale przynajmniej wspólnymi siłami zdebugujemy. ;-)
May 8th, 2008 at 14:13
brr raz dałem klientowi nr swojego telefonu… cóż to był za *straszny* błąd! Dla nich nie istnieje coś takiego jak “nagły” wypadek…
a idea “growl” jest niezła.
May 8th, 2008 at 14:17
Growl zzera od… ptaszka RAMu. U mnie odpada ale wiekszosc z rad opiego chyba wreszcie zastosuje, choc perspektywa 2-3 kont jabberowych i tylu samo mejli mnie przeraza…
May 8th, 2008 at 14:27
arti:
Growl bierze u mnie kilkanaście mega.
Maki mają też Hazel – taka fajna rzecz, która sama obserwuje zadane katalogi i jak tam się coś pojawi to robi z tymi plikami co sobie użyszkodnik zamarzy. Używałem przez chwilę, ale stwierdziłem, że nie potrzebuję. Jest jeszcze bezpłatny odpowiednik, nie tak wypasiony. Nazwy nie pomnę.
May 8th, 2008 at 14:50
@byte
Ja mam tylko 1GB, odpalonego PSa, Safari, FF, Adium, iTunes, VNC, Mail, Terminal i pare innych rzeczy na raz. Dla mnie kazde 10MB ma znaczenie ;) Nawet widgety czasami wylaczam.
May 8th, 2008 at 17:02
arti040:
Oj, mam podobnie i rżnąc brzytwą pana na “O” doszedłem do niesamowitego wniosku – czas dokupić ramu a nie łeb sobie zawracać oszczędnością kilku megabajtów. Z dwoma gigabajtami to po prostu działa lepiej :).
A sam problem przyrośnięcia do kompa mnie bardzo dotyczy ale u mnie odtrutką jest żona. Szybki płaski na twarz z adnotacją “z dzieckiem się pobaw, mnie dopieść” doskonale robi moim zmęczonym oczom. Polecam – naturalne metody zawsze najlepsze :)
May 8th, 2008 at 17:13
@CoSTa
Ale ja mam PowerBooka G4… tak, tego z wadliwa podstawka pod pamiec ;]
May 8th, 2008 at 22:29
e tam. ja od czasu workbencha 2 na desktopie mam tylko to co najczesciej mi potrzeba (w maku mozna wrzucic w docka ale nie lubie dockow), maile zalatwiaja regulki i automatyczne sortowanie po katalogach, rssy czytam jak mam ochote, co kilka dni ustawiam zalegle jako read – widac nie byly wazne. usenet i fora podobnie, a komunikator potrafie swietnie ignorowac w 99%. tylko ten 1% czasem mnie wkurwia, ale nie moze byc za fajnie, nie?
May 9th, 2008 at 00:57
Genialne!
May 10th, 2008 at 09:28
Jako linuksowego window managera używam Xmonad – zajmuje cały pulpit, okienka mają całą możliwą przestrzeń dla siebie, nie trzeba się męczyć z ich tasowaniem. Na górze jest prosty pasek z czasem i układem pulpitów.
Mam jedną skrzynkę mailową w domu i jedną w pracy, obydwie obsługiwane muttem. Wszystkie maile idą do jednego folderu INBOX, zwykle na początku dnia przeglądam co przyszło i wciskan d,d,d,d – kasując to co niepotrzebne, reszta na później.
RSSy już sobie trochę poczyściłem, zostało tylko kilka serwisów informacyjnych, reszta to blogi (które nie piszą tak często jak serwisy newsowe) i kilka usług.
May 13th, 2008 at 17:53
http://www.launchy.net/ fju i po ikonkach.. (alt+spacja) Polecam.
May 13th, 2008 at 21:14
Ja to jestem szczęśliwa kobieta. W większości nic mi wymienione nazwy nie mówią:) Mam fioła na punkcie porządku w komputerze, więc wszystko regularnie czyszczone;)
May 14th, 2008 at 18:45
(Ja tylko dodam, że odpowiednikiem Mac OS-owego Quicksilvera czy Windowsowego Launchy jest też GNOME Do.)
May 14th, 2008 at 20:31
A ja tak:
Desktop – 0 ikonek. Jak cokolwiek postanowi się na niego wrzucać, to wylatuje jeszcze zanim “kreator instalacji” skończy działać (tak, mam fioła na tym punkcie ;) ). Sidebarów i żadnych launchy niet. Wystarcza quickstart i Start z Vistowym standardowym wyszukiwaniem. Klawisz start, nazwa, enter i to co chcę mi się odpala – nie muszę się zastanawiać, gdzie jest, jakiego producenta itp. – odkąd mam Vistę nie segreguję Menu start bo nie widzę takiej potrzeby :).
Mail – ze 20 adresów. Poza jednym kontem używanym w miejscach publicznych i do rejestracji itp. – wszystko leci na konto GMailowe, a tam jest ładnie kategoryzowane na podstawie różnych kryteriów (między innymi na podstawie adresu, na jaki przyszło). SPAMu prawie nie widuję, GMail doskonale radzi sobie z filtrowaniem śmieci. Powiadamianie o nowej poczcie jest przez GMailNotifier w Fx, ale rzadko kiedy przychodzą maile, które nie lądują w SPAMie z automatu a żałuję, że otworzyłem dla nich skrzynkę (zdarza się, ale sporadycznie na prawdę). Zazwyczaj jak już ktoś do mnie coś pisze, to jest to coś, co mnie nie denerwuje ;).
Komunikatory – Miranda do wszystkich śmieciowych komercyjnych sieci (MSN, Tlen, GG) i Psi do Jabbera. Jak chcę, żeby mi nie przeszkadzać – leci DND na jabberze, a Mirandę wyłączam. Spokój, a co ważniejsze osoby mogą się do mnie odezwać, jak koniecznie potrzeba. OK, są ze dwie-trzy ważne (dla mnie) osoby, które nie korzystają z jabbera, ale cóż, life is brutal ;).
RSS – GReader. Włączam, kiedy mam wolny czas i ochotę poczytać, co tam ciekawego się pojawiło. Nic mi nie wyskakuje w trakcie pracy ani odpoczynku z jakimiś powiadomieniami, czy czymś. Z resztą i tak większość RSS to feedy rozrywkowe (bash, ICHC itp.), więc jeden grzyb :).
December 1st, 2008 at 16:38
Growl i Hazel na Maku i z grubsza po sprawie. Pod Windowsa też coś podobnego widziałem. Na linuksie wystarczy crontab ;)
December 1st, 2008 at 20:16
@arti @costa – ja przeskoczyłem ostatnio z 1gb do 4 i leopard ożył niemiłosiernie. zastanawiam się jak ja mogłem działać na 1gb…