Old and youngW Internecie istnieją dwa rodzaje użytkowników — mamy użytkowników pełnoletnich i podających się za pełnoletnich. Wszystkie systemy, które dostarczają jakiejś sensowniejszej formy weryfikacji niż pole “Data urodzenia” będą grubą przesadą dla kogoś, kto chce zobaczyć trailer z wulgarnymi tekstami, założyć profil na serwisie aukcyjnym czy zobaczyć Wiecie Jakie Strony.

Może w przyszłości będą serwisy potwierdzające nasze dane. Coś co połączy OpenID z kontem w systemie, który inny system darzy zaufaniem.

Przechodząc do meritum: systemy zbierają dane o wieku użytkownika. Teraz mamy to, co nam poda — w przyszłości może coś bardziej wartościowego. Wczoraj zastanowiłem się czy ktokolwiek używa takiej danej do czegokolwiek innego niż zero-jedynkowe przyzwolenie na prezentację sutków. Ja się jeszcze z czymś takim nie spotkałem.

Wyobraźmy sobie Projekt. Projekt, który dzięki wiedzy na temat wieku użytkownik zmienia się.

Mój pomysł (pewnie już ktoś wdrożył go w życie, albo o czymś takim napisał) ma wiele wad, ale to znaczy, że jest przynajmniej trochę realny. Pierwszym problemem byłaby generalizacja. Będą niedowidzące nastolatki i seniorzy — królowie strzelnicy. Trzydziestokilkuletni faceci czytający o Dodzie i jej nowych zębach oraz fani przestawiania wszystkiego nawet W Pewnym Wieku, czyli zwykłe nerdy.

Do tego potrzeba będzie speców od użyteczności. Takich, którym wiedza pozwala na przeprowadzenie prawdziwych badań nad potencjalnymi ścieżkami użytkowników w różnym wieku.

Po trzecie, ludzie na helldesku będą mieli jeszcze więcej problemów z dzwoniącymi. Ciężko to sobie wyobrazić, wiem, ale co zrobić gdy na pytanie “co Pan widzi na ekranie” uzyskuje się za każdym razem inną odpowiedź ze względu na wiek?

Można zapytać — “po co się w ogóle tak męczyć?”. Ja zmieniłem zdanie na temat tego, jak powinien się zachowywać system informatyczny1 po krótkim klipie, który widziałem gdzieś, lata temu. Był to projekt studentów jakiejś uczelni: bieżnia do fitnessu, która dostosowywała warunki biegu do użytkownika na podstawie badania tętna. Ten prosty hack dał mi do myślenia. Czy nie byłoby cholernie fajnie biec i po jakimś czasie nie dyszeć, bo przeceniliśmy swoje możliwości?

Wiemy, albo możemy wiedzieć, dość dużo o swoim użytkowniku. Może kiedyś zaczniemy (lepiej) korzystać z tych danych. Czego sobie i Wam życzę.

Zdjęcie CC Brian Auer.

  1. tu mała uwaga, piszę ciągle o systemach, które nie są przeznaczone dla specjalistów. Systemy specjalistyczne powinny dostarczać narzędzi dla specjalistów, a nie specjalistów w Wieku X []
Tags Pisanina

Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.

3 Responses to “Lata płyną, a Ty nic się nie zmieniasz”

  1. Valwit Says:

    Przegięcie. Takie coś o wiele lepiej załatwiaja ciasteczka i ustawinia osobiste w serwisie.

    Chcesz wieksza/mniejszą czcionkę? - zmień sobie w przglądarce -> tutaj powinien być łatwiejszy dostęp.

    Filtrujesz mi treść? = żegnaj serwisie. Tu też lepsszą opcją jest coś w rodzaju igoogle czy ustawień w slashdocie czy innym PPA gdzie wybieram sobie co mnie interesuje. Ale ja, nie coś za mnie. W Połączeniu z loginem mam moje opcje wszędzie (praca, kafejka, u znajmych) a nie tylko na konkretnie skonfigurowanym kompie.

    “Działanie” załatwia sensowny defaultowy konfig. Tutaj nic się nie zmienia.

    Ale ogólnie na dłuższą metę system identyfikacji i weryfikacji usera sie pojawi. obawiam się tylko że nie jeden.

  2. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @Valwit: pewnie, że przegięcie. To tylko pomysł. Problem z ‘rozsądnymi defaultami’ jest taki, że nie zawsze są całkiem rozsądne. Automatyczne filtrowanie danych z opcją wyłączenia jest jedną z tych rzeczy, która byłaby mi miła.

    Teraz to manualna praca. ;-)

  3. CoSTa Says:

    Ależ to się właśnie dzieje Opi. W większości przypadków te wszystkie dane służą właśnie do wyznaczania uśrednionego użytkownika serwisu. Różnica taka, że dostosowuje się cały serwis a ustawienia indywidualne to wciąż jak to nazwałeś manualna robota :). Z drugiej strony Google nie po to te moje maile skanuje, żeby tylko mi adsensa przed oczy rzucić interesującego. Wiedzą już pewnie na podstawie moich maili, że często na ten przykład pojawiają się wśród nich słówka “star wars” (subskrybuję jakąś listę mailingową). CZekam aż Google uczyni ten jeden krok dalej i na podstawie tego wszystkiego, co zebrało o użytkowniku zacznie serwować mu treści w czytniku RSS itd. Po prostu level wyżej w temacie archiwizowania i przetwarzania danych, na który obecnie przyzwolenia nie ma ale które z czasem się pojawi, o czym jestem święcie przekonany.

    Trochę takie sprzężenie zwrotne z siecią mnie stresuje :)

Leave a Reply