Idea jakoby ludzie uczyli się na cudzych błędach jest bzdurą. Jak inaczej możemy wytłumaczyć kulturę popularną, muzykę biesiadną i karmienie się kiełbasą wprost z przyczepy kempingowej zamienionej na restaurację?
Kiedy widzimy projekt rozpadający się na kawałki nie myślimy o błędach popełnionych przez autorów. Jako istoty uprawiające nieustanną projekcję własnych wad na osoby trzecie zgadujemy, że całość skończyła się fiaskiem tylko i wyłącznie z powodów głupoty i niedostatków wykonawców.
Gdybyśmy my to robili, to byśmy! Oj, takie projekty to my z kuzynem, po pijaku, maluchem 4 km do najbliższego nocnego, a jak koleżanka wtedy rzygała.
Ta niesamowita zdolność do ignorowania cudzych porażek jest darem dla niewielkiego promila ludzi, który odnieśli sukcesy wbrew przewidywaniom, oraz przekleństwem setek ludzi, którzy przywitali się z gąską tylko po to, aby spłacać raty za ogródek do końca swoich dni.
Siedem lat i trzy miesiące temu rozmawiałem z Pawłem Tkaczykiem o sensie zakładania firmy. Wyłożył mi szczegóły, procedury. Byłem tak bezczelny, że napisałem nawet do niejakiego Grahama i wyżaliłem się na system ubezpieczeń społecznych w krajach byłego bloku sowieckiego. Odpisał coś, ale nie pamiętam już detali. Ostatecznie przekonała mnie była dziewczyna, której nie podobało się, że „tyle pracuję za takie grosze” i że z pewnością uzbrojony w talent mogę zrobić więcej spędzając przy okazji więcej czasu z nią.
Ponieważ jestem w trakcie budowania nowej firmy (o radości) pomyślałem, że dobrze byłoby napisać tekst o tym, że firmy zakładać nie warto. Wbrew temu, co mówią ci na tych konferencjach ludzie piszący wtyczki do Twittera. Częściej niż rzadziej jest to droga przez mękę, która skończy się załamaniem nerwowym i bilansem, którego nie chciałaby Grecja (normalizując do długu na obywatela).
Nie zakładaj firmy.
Założyłem firmę żeby być częściej w domu z eks. To był świetny pomysł. Rozstaliśmy się trzy miesiące później. Ponieważ planowaliśmy poważne, dorosłe życie zostałem z serwerem, laptopem, bielizną, torbą w którą mogę zmieścić wszystko prócz serwera oraz budżetem w wysokości dwóch tysięcy nowych polskich złotych. Spędziłem tydzień uszczuplając ten budżet śpiąc na podłodze u offtzy, pijąc wina Sofia i oglądając Gwiezdne Wojny.
Nigdy nie zakładaj firmy tylko dlatego, że ktoś ci radzi. Nie czujesz, że masz plan – nie realizuj cudzego. Ci sami ludzie, którzy dają ci rady o firmie, mówią, że dobrze wyglądasz w golfie albo jesteś wytrawnym kochankiem. Ludzie robią cię w balona dla własnej wygody. Pieprz ludzi.
Nie ma nic gorszego niż opinia Emila o Emilu. Popadasz w przesadną krytykę tylko po to, aby rozpłynąć się nad swoimi zdolnościami chwilę później. No, może masz krzywy ryj, ale na tych komputerach to się znasz. Jeden, dwa projekciki i będziesz pływał jak pączek w maśle. Piszesz kod z szybkością błyskawicy. Jesteś bystry i w ogóle.
Jeżeli chodzi o doświadczenie w sprzedawaniu, no, w piątej klasie popchnąłeś jeden numer gazetki szkolnej „Kulfon”.
Arogancja. Myślisz, że będąc dobrym wyciskaczem bitów możesz od ręki zostać równie genialnym biznesmenem. Rzeczywistość szybko zdejmuje rękawiczki, aby pokazać ci twoje prawdziwe miejsce w kolejce do koryta. Twoje umowy są gówno warte, twoje spotkania z klientami są żenujące, bo jako introwertyk i nerd z nadania nie lubisz spotykać się z obcymi ludźmi. Nagle staje się to twoim obowiązkiem. Nie tylko musisz rozmawiać z obcymi, musisz ich przekonać i nie dać się wycisnąć. Ktoś z doświadczeniem pyta cię o metodę wyceny. Jak to: metodę wyceny? Myślę, że jest tyle warte. Facet w krawacie, który miał być przecież tylko przecinkiem na umowie, patrzy na ciebie z litością.
Bierzesz więc na siebie za dużo pracy za za mało pieniędzy, bo jesteś aroganckim sukinsynem.
Nie zakładaj firmy, jeśli myślisz, że pobijesz wszystkich bo formatujesz dobrze dokumenty. Gość sprzedający ubezpieczenia od drzwi do drzwi jest pewnie lepszym sprzedawcą niż ty. Nie zakładaj firmy jeśli myślisz, że talent w branży to wszystko, co wystarczy.
Ręka do góry: kto ma uzdolnionych przyjaciół? Opuście ręce, wiem, że jesteście moimi przyjaciółmi. Pierwsza myśl, która rodzi się w głowie przyszłego milionera to zebranie wesołej gromady bliskich osób i zaproszenie ich do współpracy. Znacie się jak nikt, trzymaliście im głowy nad kiblem, jecie bez obrzydzenia jednym widelcem. Kto, jak nie oni?
Do pierwszego niezapłaconego rachunku. Do pierwszego zajebanego terminu. Do pierwszej kłótni o to, kto zawinił.
Wiecie, jak ciężko jest iść do przyjaciela i powiedzieć mu, żeby spierdalał? Że kosztował miesiąc, trzy miesiące pracy i kupę pieniędzy? Prędzej czy później będziesz musiał, nie dlatego, że zadajesz się z leserami. Taka jest natura pracy zawodowej. Pewnie można nakreślić warunki współpracy, zawrzeć umowy, ale mówimy o ludziach, którzy są twoją rodziną z wyboru. Ci, którzy nie wpadają na imprezę, bo mają zjazd nie oddadzą też projektu. I zamiast współczucia będziesz odczuwał nienawiść i żal.
Nie zakładaj firmy, jeśli masz zamiar położyć jej ciężar na barkach przyjaciół.
Nie zakładaj firmy bez pieniędzy. Historia pucybuta jest tym właśnie, historią. Nie jesteś pucybutem w Nowym Jorku. Jesteś płatnikiem składki zdrowotnej, ubezpieczenia, kosztów infrastruktury, podatku dochodowego i VAT. To pole na fakturze określające termin płatności będzie na początku wyznaczało datę od której możesz skomleć o pieniądze. Policz ile będzie cię kosztowało życie i opłaty, pomnóż przez trzy i dodaj przynajmniej dwadzieścia procent. Nie oszukuj się, że możesz przeżyć na ryżu i jajkach póki ktoś nie zdecyduje ci się zapłacić.
Rozkręcanie firmy wiąże się z ciężką pracą i stresem. Nie ma niczego bardziej demobilizującego jak praca po 16 h dziennie i wizja kolejnego woreczka ryżu z TESCO na kolację. Wiem, że mitologia o tym jak ciężko nam było jest potrzebna jako mit założycielski. Musisz się zastanowić, co wolisz: bardzo dobrą historię o bohaterskim programiście, który wbrew przeciwnościom losu, nago w śniegu, czy też chcesz zbudować firmę, której katastrofa nie jest wpisana w twoją rację żywnościową. „Wciąż o Ikarach głoszą, choć doleciał tylko Dedal” – że tak pojadę podstawówką.
Nie zakładaj firmy oglądając Gwiezdne Wojny na podłodze u offtzy.
Jak dobrze jest mieć produkt. Coś, co możesz zapakować i zepchnąć. Wszyscy chcemy być Artystami, wszyscy chcemy wkładać cząstkę siebie w to, co robimy, ale to luksus na jaki mogą sobie pozwolić nieliczni. Dowolna rzecz, która podlega łatwej replikacji i daje się sprzedać za niewielką cenę przyniesie ci więcej pieniędzy niż zaczynanie od zera dla sztuki. Możesz się nienawidzić, że robisz ten szablon dziesiąty raz, że ten system jest stary i potrzebuje aktualizacji. Zapominasz jednak o tym, że jesteś dobry dlatego, że jesteś pragmatykiem. Widzisz mniejsze części, które składają się na większe części.
Klienci mało kiedy docenią twój wkład. To układ binarny: zgadza się z zamówieniem lub nie. Kiedy już oni, a nie ty, będą przesiadywać w poczekalni na spotkanie zostanie ci dana możliwość robienia wszystkiego po swojemu. Wtedy użyjesz szablonu po raz jedenasty, bo jesteś pragmatykiem. W domu napiszesz jednoaktówkę i odegracie ją z przyjaciółmi, którzy nie mają ci niczego za złe, bo nie pokłóciliście się o pieniądze.
Nie otwieraj firmy, jeśli myślisz, że to będzie ujście dla twojej kreatywności.
Klienci nie są twoimi przyjaciółmi tak jak przyjaciele nie są twoimi pracownikami. Facet z budynku ze szkła nakarmi cię i napoi, a ty powiesz, że to łatwe, że nie ma problemu, że będzie jutro choć jutro jest sobota. Właśnie oddałeś pół umowy i wolny dzień, który pozwoli ci nie oszaleć ze zmęczenia za sułtańskie danie i kufel rozcieńczonego piwa. Wychodzi gdzieś 29 PLN. Jesteś najtańszą dziwką w okolicy.
Nie zakładaj firmy jeżeli jesteś najtańszą dziwką w okolicy.
Wiesz dlaczego Apollo Creed zginął w czwartej części bokserskiej epopei? Nie wiedział kiedy się poddać. Czasem nadchodzi moment, w którym sens dalszej walki rozumieją tylko ludzie ubrani w patriotyczne krótkie spodenki. Kiedy kolejny miesiąc wita cię tylko złymi wiadomościami potrzeba czegoś więcej niż montażu z „Eye of the Tiger”. Podczas prowadzenia firmy bardzo łatwo zapędzić się w róg, z którego ciężko wyjść. Zawieszenie lub zamknięcie firmy nie jest znakiem słabości. Jeżeli twój projekt ma sens, a ty masz dalej siłę – próbuj. Pamiętaj jednak, że urzędy i usługodawcy nie rozumieją twojej wizji, a nawet im to zwisa.
Uważam, że każdy powinien spróbować prowadzenia własnej firmy. Nie dlatego, że to najlepsza droga do sukcesu. Dlatego, że to jeden z papierków lakmusowych dający lepszy obraz własnych umiejętności niż jednoosobowa komisja złożona z ciebie. Nie wierz jednak propagatorom Jedynej Słusznej Ścieżki. Wiele z tego, co czytałem o prowadzeniu firmy to szarlataneria i magiczne myślenie. Całą branża pompująca ideę jakoby własna firma była jedyną drogą do prawdziwego szczęścia w kapitalizmie dzielę na trzy grupy: grupę ludzi, którzy odnieśli sukces i nie potrzebują konkurencji, grupę ludzi, którzy sukcesu nie odnieśli, natomiast głoszą sukces grupy pierwszej do grupy trzeciej, która chce być jak grupa pierwsza.
Nie zakładaj firmy lub zakładaj. Jestem facetem, który ma zainstalowanego WordPressa, nie znakiem nakazu.
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
June 19th, 2011 at 05:43
Prawda, tylko prawda i sama prawda.
A najśmieszniejsze, że po kilku latach na pracy na etacie, znów żyję z pracy we własnej firmie.
June 19th, 2011 at 11:03
WordPressa, bez apostrofu ;)
Całość to święta prawda. Dorzuciłbym jeszcze, że nie jesteśmy artystami, tylko rzemieślnikami. Coś w okolicy szewca, stolarza czy szklarza. Zaprojektowanie X czy zakodowanie Y to tak naprawdę dokładnie to samo, co zelowanie butów, zrobienie półek czy wstawienie szyby. Jeśli uważasz się za artystę, a twoje ego brudzi sufit u sąsiada dwa piętra wyżej, to idź do kliniki zdrowia psychicznego.
Do mitów dorzucę jeszcze nasz branżowy: startap.
1. Nie każdy nadaje się do tworzenia startapa — z różnych względów.
2. Circa about 99,99% pomysłów na startapy jest do dupy.
3. Z tego 0,01% ciekawych pomysłów jedynie niewielkiej części autorów startap da strumienie kasy, wina, sławę, panienki i koks.
June 19th, 2011 at 11:26
Pociesza-kurwa-jące.
June 19th, 2011 at 11:46
muszę pokazać ten tekst mojej dziewczynie
@Piotr
dodałbym jeszcze
4. Nawet jeżeli masz super zajebisty pomysł na startap… to czy on będzie zarabiał? (patrz: twitter)
June 19th, 2011 at 12:08
Ślicznie.
Jak zwykle 5by5 ma odpowiedni plik audio rozszerzający temat. W tym przypadku – startupy.
June 19th, 2011 at 13:21
To ja dorzucę jeszcze “Why Not To Do a Startup – Dave McClure” http://vimeo.com/15799330
June 19th, 2011 at 13:27
Bardzo, bardzo trafne – ale tez zapomniałeś dopisać ze to dotyczy tej naszej konkretnej sytuacji krajowej, gdyby odjąć te comiesieczne koszta państwowe zabawy w firme to zapewne nie byłoby tak drastycznie ;)
June 19th, 2011 at 15:41
@Biter
Zasadniczo innej sytuacji ten wpis nie może dotyczyć, bo i jakim cudem?
Poza tym te “koszta państwowe” to rzecz, którą płaci się wszędzie mniej bądź bardziej dobrowolnie. Owszem, można się nie ubezpieczać, można też nie odkładać na emeryturę. Problem się pojawia, gdy musisz iść do lekarza — bo wzrok, bo kręgosłup, bo cieśnia nadgarstka, bo przewód pokarmowy, bo whatever.
June 19th, 2011 at 16:04
Biter: byłoby. wszędzie na świecie klient będzie próbował cię dymać. czyli swoje comiesięczne dochody z których opłacisz co miesięczne koszta dostaniesz jak dobrze pójdzie po 3 miesiącach. o nalewanie z pustego zapytaj Salomona.
June 19th, 2011 at 16:43
Pamietajcie miski o paru sprawach
1. jesli pracujesz poza wawa to pewnie zarabiasz max 3k brutto a najpewieniej 2brutto , zapomniej o czyms wiecej niz 50m^2 z wlasnej pracy
2. pamietaj ze w firmie szef bedzie ci kazal robic nie raz po 10-12h i to za ta sama stawke, bedziesz naiwnie czul sie czescia firmy ale jak przyjdzie co do czego to polecisz z hukiem
3. bedziesz zawsze mial troche urlopu i to tylko wtedy gdy szef sie zgodzi ale na nic ci to bo bedzie cie stac najwyzej na wakacje z remontem wlasnych 30metrow ;) albo piwo z tesco nie licz na cos wiecej niz turcja czy egipt
tak wiec jebcie stala pracew poza wawa
nie zakladajcie firmy jak nie macie klientow
pamietaj ze firma to znajomosci i zbyt albo tanie kupowanie
przekrety i uniki
aha najlepiej to zalozyc firme w innym kraju :)
i tyle.
June 19th, 2011 at 20:04
@sdfvsd
Szef będzie kazał czasem robić po 10-12h, we własnej firmie będziesz codziennie robił 12-16h. Za tę samą stawkę.
Przy pracy na etacie urlop należy się jak psu buda i za ten miesiąc nicnierobienia ktoś i tak płaci. We własnej firmie urlop można sobie zrobić kiedykolwiek, tylko że nikt za to nie zapłaci.
“Jebanie stałej pracy poza Warszawą” jest tak bardzo pustym sloganem, że aż żal d… ściska. Podobnie jak kawałek o znajomościach oraz przekrętach czy o zakładaniu firmy w innym kraju.
June 19th, 2011 at 20:34
(Kudos dla korektora.)
June 19th, 2011 at 20:57
@sdfvsd
Jakoś tak się składa, że pracuję poza Warszawą, a mimo to zarabiam trochę więcej niż 2-3k brutto. Co więcej, wróble ćwierkają, że w tej chwili, w naszej okolicy, pieniądze, które zarabiam, są do dostania w więcej niż dwóch firmach, które znam i wiem, że są w stanie tyle zapłacić.
June 19th, 2011 at 22:12
@opi
Ja ci już dawno chciałem napisać (po obserwacji Twojego blipa, skrzywionej oczywiście), że to co robisz IRL to jest jakiś very scary shit.
Jest jeszcze czwarta grupa zachwalająca uroki startupów – ci którzy z nich żyją, czyli szeroko pojęci VC. Na StartupFeście widziałem kiedyś śliczny obrazek, jak jeden prominentny gracz z tej branży siedział otoczony wianuszkiem wpatrzonych w niego młodych zdolnych, którzy chcieli Odnieść Sukces. Oni oczywiście chcą mieć jak największą pulę klientów, od ktorych zgarną udziały.
@sdfvsd
Po jednym startupie stać mnie było na 36 metrów w wielkiej płycie w interiorze (znaczy, poza Warszawą). Po dwóch startupach i jednym projekcie startup-like stać mnie było na 50 metrów w Warszawie, na które dostałem kredyt tylko dlatego, że akurat robiłem na państwowym etacie (po nocach robiąc ten projekt startup-like, za który urządziłem łazienkę, na kuchnię już nie starczyło).
June 19th, 2011 at 23:13
Panowie i panie
ja tylko mowie ze jesli jest okazja to zakladac firme
w polsce B nie ma co byc pracownikiem bo nikt tego nie doceni emocjonalnie i finansowo i lepiej 16h robic na siebie niz 12 na kogos.
June 20th, 2011 at 16:53
@sdfvsd
Okazja nie. Kiedyś usłyszałem hasło, które to nieźle ujmuje: firmę zakładasz, jak masz potrzebę wystawić pierwszą fakturę.
June 20th, 2011 at 20:21
Jakoś niedawno miałem ten dylemat: swoje czy u kogoś. Wyszło, że u kogoś. Na razie nie narzekam, robota fajna a zmieniło się tyle, że zamiast w korpo, pociskam w niewielkiej firmie. Kasa inna ale i doznania z niej inne. Małe firmy są fajne, bo są małe i ma się tę cząstkę samoegozajebistości z pewnością comiesięcznego przelewu. Na razie to wystarczy dla chłopca po korpoprzejściach. A co dalej – to się zobaczy.
June 21st, 2011 at 12:46
@sdvfsd:
Podoba mi się Twoja wizja Polski B (i.e. nie-Warszawa); szkoda, że ta wizja taka troszkę nieprawdziwa; nawet w czasie kiedy wyjeżdżałem z Polski (tj. w 2008) spokojnie można było dostać wyższą stawkę brutto poza Warszawą.
„Nie ma co być pracownikiem, lepiej 16h robić na siebie” – jeśli masz taką potrzebę, żeby praca cię definiowała i lubisz się wykańczać, czemu nie; ja tam wolę pójść na koncert. [Nie, żebym nie potrafił się pokazowo wypalić, ale przynajmniej mam gdzie się od tego odwrócić ;-)]
June 21st, 2011 at 13:13
“Nie czujesz, że masz plan – nie realizuj cudzego.”
O ile licencja zezwoli, to będzie moje motto.
@Mikołaj: szewc też może być artystą, tak samo jak malarz może być wyrobnikiem, strzelającym jelenie na rykowisku :-)
June 21st, 2011 at 20:16
@Cosi bierz, bierz.
Przepraszam, że nie biorę udziału w debacie – praca mnie zeżarła. :(
June 22nd, 2011 at 08:08
@Cosi: przede wszystkim jest rzemieślnikiem, a dopiero dużo dużo później może być artystą. Przy czym wcale nie musi nim być, jeśli jest dobrym rzemieślnikiem. Tymczasem w szeroko pojętym IT artystów jak piachu na Saharze, a dobrych rzemieślników tyle co oaz.
June 22nd, 2011 at 10:07
@Mikołaj: pewnie masz rację, chyba właśnie dlatego odszedłem z tej branży – zawsze traktowałem programowanie jako swego rodzaju sztukę, a potem przyszły wzorce projektowe, PM’s, zarządzanie wdrożeniami i nagle poczułem się jak pracownik Baty (skoro już jesteśmy przy obuwniczych skojarzeniach).
Ja również przepraszam, że nie będę dalej brał udziału w ciekawie zapowiadającej się dyskusji. Jadę w Bieszczady, gdzie nie ma programistów. Są za to szewcy :)
June 22nd, 2011 at 11:01
@Cosi
Ja miałem raczej skojarzenia kolesia przy obrabiarce albo well, szambiarza.
June 22nd, 2011 at 14:18
A ja chyba wolę, jak soft kodują wyrobnicy niż artyści. Ci drudzy zbyt chętnie popadają w manię wprowadzania unikalnych rozwiązań, przerabiania, poprawiania, optymalizowania na siłę, nauki nowych języków/frameworków, etc. ,,zapominając” o takich prozaicznych sprawach jak np. pisanie dokumentacji.
June 24th, 2011 at 19:31
Dobry tekst, opi.
June 28th, 2011 at 16:37
delicious :)
July 1st, 2011 at 05:28
Niezły tekst. Brakuje jednej, nieuniwersalnej, prawdy.
W PL należy zakładać firmę, aby zminimalizować podatki (do podatków wliczam pieniądze wysyłane do ZUS).
July 20th, 2011 at 18:25
Firmę zakłada się z konieczności zalegalizowania jakiejś działalności a nie po to by tą działalność dopiero wymyślać. Właściciel firmy w dzisiejszych czasach musi być managerem a nie rzemieślnikiem czy artystom.
February 16th, 2012 at 14:53
Jest bardzo dużo “za” i “przeciw”, szczególnie w branży IT. Swoją drogą, ciekawe czy WordPress przysparza zysku autorom kodu.
February 18th, 2012 at 01:51
Ja Cie k… skądś znam! A tak! Widziałem Cię w lustrze…
Prawie, że tak samo wyglądamy, jeno ja bitów nie wyciskam. Ale też zaliczyłem bankructwo i rozstanie z dziewczyną. Wstęp, prawie jak z mego CV. Hm. Pozdrawiam.