Czy w Internecie jest treść? Czy jest dobra i powinna być lepsza? A może jest fatalna i powinna być dobra? Kto komu ma ją produkować? Popularne tematy, czy może dogłębne analizy? To wyjściowe tematy do dyskusji o „stanie treści we współczesnej sieci”, którą wielu z nas prowadzi z poczucia misji lub dla zabicia czasu.
Nie można nazwać tego debatą, bo większość z nas okopała się dawno temu na swoich pozycjach i ostrzeliwuje się argumentami z terminami przydatności do spożycia przypadającymi na rok 2003.
We wszystkich tych pyskówkach, w których brałem udział, zawsze stawałem po stronie treści wysokiej jakości, trudnej i niszowej, produkowanej z miłości do czytelnika, a nie do SEO.1 Przyłapałem się ostatnio na tym, że często strzelam ślepakami i nigdy nie daję recept na to, co zrobić żeby dobrych rzeczy było więcej.
Oczywistą oczywistością są pieniądze. Zostawmy jednak na chwilę czynnik ekonomiczny. Zadajmy sobie pytanie – co pcha ludzi do pisania artykułów, poradników, nagrywania podcastów i wydawania otwartego oprogramowania? Nie będę nawet próbował na nie odpowiadać, zostawię Was po prostu z dziesięciominutową animacją RSAnimate: “Drive: The surprising truth about what motivates us”. Kliknijcie. Nie spędzicie lepiej dziesięciu minut dzisiejszego dnia.
Wszyscy chcemy być twórcami. To ciągnie autorów do autorzenia. Więc mamy ludzi generujących treść, nie mówimy o pieniądzach — co nam zostaje?
Czas na anegdotę! Kiedy zaczynałem pisać „poważne” programy, światem amigowego oprogramowania rządził Aminet, serwer FTP na którym znajdowało się prawie całe dostępne oprogramowanie dla naszych komputerów. Każdy autor zaraz po skończeniu pracy wrzucał archiwum do Incoming/ i czekał na akceptację. Mój pierwszy program dodałem około 1998. To była pewnie jakaś pchełka, nie robiąca nic wybitnie zajmującego2. Dwa dni później, kiedy odbierałem pocztę po powrocie z pracy, w mojej skrzynce pojawił się e-mail od nieznanej mi osoby. Otworzyłem go i przesuwając palcem po ekranie odcyfrowałem, że osoba z Wielkiej Brytanii pobrała mój program, że bardzo mu się podoba i mi dziękuje, a jak napiszę coś jeszcze to mam jej podesłać.
Siedziałem oniemiały, niezdolny do poruszenia choćby palcem. Mój mózg był zajęty odbijaniem szampana. Próbowałem sobie wyimaginować jakiegoś człowieka, gdzieś w obcym kraju, pobierającego program, który napisałem. Jak go odpakowywał i widział te same pliki, które ja tam umieściłem przedwczoraj. I mu się podobał. I mi wysłał e-maila.
Resztę wieczoru spędziłem chodząc dookoła dzielnic z walkmanem grającym kasetę “Master of Puppets”, kompletnie pijany euforią. Pamiętam, że dopadłem do jakiejś budki telefonicznej i zadzwoniłem pod jedyny numer, który akurat znałem na pamięć. Powiedziałem: „Iwo, dostałem e-maila z zagranicy. Ludzie używają mojego programu!”
W tym momencie zrozumiałem jak ważne jest dla każdego, choćby najmniejszego twórcy, słowo „dziękuję” i świadomość, że nie krzyczy w pustym pokoju jak wariat. Postanowiłem pisać do każdego blogera, komiksiarza, podcastera, który „zrobi mi dzień”. Nie kosztuje to nawet eurocenta, a jeżeli na serio Ci się podobało, to nie ma problemu ze znalezieniem słów. Cała operacja trwa minutę lub dwie (choć czasem spędziłem nawet dwie godziny szukając e-maila do autora, który chciał widocznie pozostać anonimowy).
Jeżeli masz autora, który jest dla Ciebie ważny, przestań natychmiast czytać tę notkę i idź, napisz mu kilka słów. Nie zostawiaj komentarza, nie pisz @fantastycznygość, napisz e-maila.
To jest moja recepta na więcej dobrych treści. Wspomagajmy twórców, którzy uprawiają te nasze internetowe poletko kultury.
Dziękuję też Wam za wszystkie „dziękuję”.
PS. mała galeria odpowiedzi na moje „dzięki”. Żeby nie było, że to wszystko jest mowa-trawa.




« Hail Sagan | ifttt »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
August 28th, 2011 at 21:39
Kiedyś się nauczę, że wskaźnik myszki zostaje na zrzutach z ekranu.
August 28th, 2011 at 21:42
Thanks Emil! :)
August 28th, 2011 at 22:04
Hehehe, nie licz na to ;)
August 28th, 2011 at 22:11
Dzięki za niezłe teksty!
August 28th, 2011 at 22:15
@Chłopaki
Innym, innym. :-)
August 28th, 2011 at 23:42
A Ty to co? Pies? ;)
August 29th, 2011 at 06:06
Przeczytałem tekst drugi raz i “spędziłem nawet dwie godziny szukając e-maila do autora, który chciał widocznie pozostać anonimowy” stanowczo zrobiło mi dzień ty podły stalkerze! ;)
August 29th, 2011 at 06:37
#LudzieKtórzyRobiąScreenshotyIZostawiająKursor
Wrr
Idę dalej przekazywać tę notkę. Bo to akurat w materii, która mnie trapiła długo.
A do innych czytających – chwalcie edytorów wiki – kto stworzył daną stronę widać w zakładce historia. Jak człowiek spędził 10 godzin na zrobienie hasła to czasem chciałby żeby ktoś go docenił.
August 29th, 2011 at 08:41
Próbujesz napisać podziekowalnego maila, a tutaj mail.bronikowski.com mówi Ci adieu! ;)
August 29th, 2011 at 08:58
Kręcisz na samego siebie bata (skrzynka SPAM pęknie).
August 29th, 2011 at 09:22
@Tomasz
Heh, ale jak to? W ogóle dostałeś zwrotkę z e-maila w /kontakt, czy po prostu opóźnia Cię z powodu greylisty?
@yanoo
To nie był mój cel. Zrobić sobie dobrze e-mailami od czytelników. Chciałem żeby ludzie napisali do innych autorów. Z perspektywy to może rzeczywiście wyglądać jak „A co Wy o tym myślicie” na końcu tekstu.
August 29th, 2011 at 09:29
“Jak go odpakowywał i widział te same pliki, które ja tam umieściłem przedwczoraj. I mu się podobał. I mi wysłał e-maila.”
Potwierdzam, niesamowite uczucie :-)
August 30th, 2011 at 07:45
Wydaje mi się, że blogerowi to chyba jednak lepiej komentarz pod notką. Najlepiej na temat, nie gołe “dzięki”.
August 30th, 2011 at 10:49
[...] z miłości do czytelnika, a nie do SEO. Przyłapałem się ostatnio na tym, że często strzelam ślepakami i nigdy nie daję recept na to, co zrobić żeby dobrych rzeczy było więcej. [...]
August 31st, 2011 at 21:12
„[...] w mojej skrzynce pojawił się e-mail od nieznanej mi osoby. Otworzyłem go i przesuwając palcem po ekranie odcyfrowałem, że osoba z Wielkiej Brytanii pobrała mój program, że bardzo mu się podoba i mi dziękuje[...]”
Ech, wspomnień czar. Nie tak dawno, a już ładnych kilka lat minęło od momentu, gdy byłem w podobnej sytuacji.
September 1st, 2011 at 12:44
swego czasu pisałem do moich ulubionych ‘komiksiarzy’ a raz czy dwa nawet do twórców gier (IceFroga od Doty).
Emil nie będę Ci pisał teraz ‘dzięki’, bo już nie raz pisałem :)
i za takie wpisy lubię tu wchodzić.
September 1st, 2011 at 16:23
Emil, już dawno nie trafiłem w sieci na tak przyjemne miejsce jak Twój blog :) Bardzo tu prawdziwie. Zostaje na dłużej. Dzięki.
September 3rd, 2011 at 07:59
Eh, dziękuję Wam znów za dziękuję — mam nadzieję, że wysłaliście też swoje e-maile innym? :-)
September 4th, 2011 at 13:42
Emil, czytam od dłuższego czasu twój blog. Nie będę słał maila, bo pewnie masz już skrzynkę zapchaną, ale podziękuje tutaj za treści, które nam serwujesz. Nie raz, czy dwa się uśmiałem a i przyokazji czegoś nowego dowiedziałem przy twoich wpisach :) Szkoda, że nie ma wielu takich dobrych bloggerów. Pozdrawiam
September 6th, 2011 at 09:33
A czasem jest Ci aż głupio, gdy ktoś dziękuje Ci za program, którego od kilku lat nie masz czasu rozwijać…
- ikari? Ten od klienta polchatu?
- No… tak
- To zawsze pierwszy program jaki instaluję po formacie!
:-) Jednakowo miłe, co kłopoczące.
December 19th, 2011 at 11:17
Emil, dzięki za świetne teksty, czytam je z apetytem:)
December 24th, 2011 at 09:13
[...] pociągiem. Chciałem wrócić do tematu dobrych treści w Internecie. Ostatnio mówiłem Wam, jaką wartością jest miłość okazana autorom. Niewymuszona, spontaniczna miłość e-mailowa. To jednak połowa (OK, trzy czwarte) naszej misji [...]