Moje wystąpienie na Democampie było fatalne, pełne zacinek i nie przekazało absoltunie nic. W zamyśle była to szybka pogadanka o komunikacji problemów w firmie. Poniżej jest notatka, którą mniej lub bardziej miałem się inspirować. Jak wyszło, wiadomo.
Chcę Wam dziś opowiedzieć o pewnej rzeczy, którą zauważyłem pracując przez te kilka lat z różnymi ludźmi. Jest kilka zwrotów, które są w branży związanej z IT uważane za wulgaryzmy. Wypowiedzenie ich powoduje omdlenia programistów, spojrzenia pełne niesmaku rzucane przez administratorów i płacz działu marketingu. Mleko kiśnie, pakiety zaczynają płynąć pod prąd, serwery rzucają kernel panic. Możecie sobie wyobrazić.
Zanim wymówię jeden z tych zwrotów chciałbym rzucić trochę światła na społeczność ludzi używających komputerów w celach twórczych. Wielu z postronnych obserwatorów uważa, że żyją oni tylko po to, by zarabiać, by kupować nowe gadżety i komputery i że są napędzani przez kofeinę. Po części mają oni racje, ale zapominają o największej sile stojącej za każdym z twórców. O ego. Ego każdego twórcy jest parokrotnie większe niż on sam, a gdyby terroryści mogli się o nie rozbijać samolotami, to prawdopodobnie nigdy nie zabrakłoby im celów. Kto napisze najbardziej łebski algorytm, zrobi design tak minimalistyczny, że obraz „Biały niedźwiedź jedzący krówki podczas zamieci śnieżnej” będzie się wydawał zatłoczony. Ja. Ja. Moje ego.
Więc jaki jest ten wulgarny zwrot? Proszę ludzi o słabym sercu o zakrycie uszu – to „nie wiem”. Pewnie – powiecie – co w tym strasznego? To zwrot powodujący drżenie kolan każdego egomaniaka. Scenka rodzajowa: pytacie nowo przyjętego pracownika o kwestie optymalizacji zapytań w kontekście operacji na łańcuchach. Jego oczy zaczynają swoją wędrówkę od pięciozłotówki po zakrętki od słoików. Powoli mówi „Uhm”. Pytasz go, czy może to zrobić. „Uhm”. No to wszystko jest super, ty możesz zająć się innymi superważnymi sprawami jak blagosferowa wojna o ogień podczas gdy on będzie kodował. Problem leży w tym, że on tak na serio to nie wie, ani co do niego powiedziałeś, ani jak się do tego zabrać. Ale pracując w środowisku gdzie miłość własna jest tak ważna, prędzej umrze niż powie „nie wiem”.
Co z tego wynika? „Nie wiem” powoduje wymierne straty dla firmy. Nieme „nie wiem” to zawalony termin, bo przecież nikt nie przyzna się, że nie wie jak mierzyć dostępność zasobów. „Nie wiem”, którego zabrakło, to późniejszy refactoring projektu, dużo kosztowniejszy i stresujący, niż pisanie czegoś, ze świadomością niewiedzy.
Dlaczego tak się dzieje? Sami budujemy takie środowisko. W zespole, czym więcej warstw biurokracji-działów-kierowników, tym więcej ludzi czuje brak zaufania do kolegi z pracy. Przyznać się do niewiedzy to jak narysować sobie tarczę strzelniczą w dowolnym regionie konfliktu. Przykład idzie też z góry. Samo kierownictwo nie potrafi się przyznać do żadnego złego kroku, czemu więc programiści mają czuć się zmuszeni do uczciwości?
W zespole, w którym panuje zaufanie, dużo łatwiej jest powiedzieć nie wiem. Płaska struktura i ogólna znajomość tematu przez większość ludzi pomaga. Gdy u mnie w biurze pada słowo „nie wiem”, to zbieramy się i wymieniamy rozwiązaniami, albo ktoś obeznany podsunie gotowe rozwiązanie. Gdy ktoś mówi, że czegoś nie wie, to można go zapytać, czy spróbuje zerknąć w problem i powiedzieć, czy da radę go rozwiązać.
Oduczymy się mówienia białych kłamstw w stylu „nie widzę problemu w tym podejściu” — co czytamy jako — „nie wiem jaki problem to rozwiązuje, ale wygląda OK”. Trochę uczciwości w stosunku do innych i do siebie. Czy to, co powiedziałem ma w ogóle sens. Ja nie wiem.
Umm. Ee. <spalony dowcip>. Dziękuję.
Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
Bronikowski.com © Emil Oppeln-Bronikowski <blog@bronikowski.com>
♥ (random bits of love) Bytowisko
June 26th, 2008 at 9:30 pm
Pamiętam z wykładów stwierdzenie, że najgorsze, co może zrobić projektant/programista, to powiedzieć “nie da się”, kiedy nie umie czegoś zrobić. “Nie wiem” nie jest wcale takie straszne.
June 26th, 2008 at 10:06 pm
Rzecz dotyczy absolutnie każdej dziedziny, absolutnie każdego zawodu i znakomitej większości ludzi. Tak gatunkowo działamy. Najwidoczniej mimo wszystko chyba nie az tak źle w ogólnym rozrachunku - wylądowaliśmy na Księżycu a niebawem zaliczymy Marsa. Wiesz, ktoś musi robić za tło :)
June 26th, 2008 at 10:25 pm
W IT są tylko dwa ograniczenia.
Czas i pieniądze (co zgrabnie łączy się w jedno).
I to jest piękne. :-)
June 26th, 2008 at 11:17 pm
Ej, nieprawda! Jak ja mowie “nie wiem”, to Emil odpowiada “KURWA!” a pozniej siadamy i Emil mi tlumaczy co i jak.
June 27th, 2008 at 12:07 am
A wiesz,że ja się zawsze przyznaję? I wychodzi na to,że szef przestaje mnie lubić bo wychodzi na to ,że on/ona też nie :) “Nie wiem” jest bardzo niebezpieczne :)
June 27th, 2008 at 12:15 am
[...] być komentarz do wpisu opiego, ale wyszedł post. Trudno, jakoś trzeba będzie z tym [...]
June 27th, 2008 at 10:05 am
A moim zdaniem, mówienie “nie wiem” i umiejętność zadawania odpowiednich pytań to właśnie oznaki profesjonalizmu.
June 27th, 2008 at 12:18 pm
Jako świadek szkalowanego wystąpienia stwierdzam że opi trochę hiperbolizuje :)
June 27th, 2008 at 1:43 pm
braNży.;-))
ps.
sa mody. kiedyś — było „niemodne” mówić „nie wiem”. no, wstyd nawet.
a teraz — modne jest tak mówić.
(= nawet, gdy się „wie” ;-))
June 28th, 2008 at 1:25 pm
@kml “Nie da się” też lubię. ;)
@Filip “Tanio, szybko, dobrze” — wybierz dwa? ;)
@GDR! I o to właśnie mi chodziło, ukrywanie niewiedzy to robienie problemów.
@Eri Jasne.
@makowski ja tam widzę, że nadal jest wstyd mówić. Może branża artystów ma inaczej, mmm?