Cierpię na technologiczne rozszczepienie jaźni. Z jednej strony uwielbiam klikać w te wszystkie wspaniałe zabawki, które noszę w plecaku, z drugiej strony najchętniej oblałbym je benzyną i podpalił, zdjął buty i pobiegł na pole zająć się plantacją rzodkiewki. Chyba każdy po jakimś czasie doznaje tego uczucia osaczenia przez technologię.
Przebudziłem się dziś w nocy. Chciałem iść do toalety, ale zamarłem w łóżku. W moim pokoju wylądowało UFO! Wyjrzałem delikatnie zza ściany.
Pieprzeni Marsjanie przylecieli by odebrać nam Wolność!
Nie, zaraz — chwileczkę. To monitor, access point, modem i odtwarzacz muzyki. Dobrze, na serio, czy ambicją każdego producenta jest dodanie do swojego produktu takiej ilości migającego draństwa żebym mógł po nocy czytać książkę bez włączania nocnej lampki? O ile diody na urządzeniach sieciowych jeszcze można jakoś zrozumieć to pulsujące fioletowe światło na panelu LCD? Łatwiej paluszkiem trafić w guziczek po ciemku?
No i odtwarzacz. Ponieważ ładuje się on przez USB, często zostawiam go na noc. Po podłączeniu go do prądu natychmiast rozjarza się jak świąteczna choinka. Ale to jeszcze nic! Zapala się, leci bannerek producenta (Sandisk), miga nazwa ostatnio słuchanego utworu, po czym całość gaśnie, by po sekundzie rozpocząć proces od początku. Ilekroć ładuję go w biurze, dostaję szału. Każde mignięcie niemal naturalnie przyciąga mój wzrok, więc co pietnaście sekund głowa odwraca mi się niemal automatycznie. Na szczęście mam też port USB z tyłu i mogę go ukryć za wyświetlaczem.
Nawet nie chcę pamiętać o producentach telefonów komórkowych. To Ci goście, którzy sygnalizują niski poziom naładowania baterii pulsującą diodą i głośnym dźwiękiem. Dorzućmy do tego pasek diódek znajdujący się na laptopie i mamy orgię światełek.
Czym więcej urządzeń chce nam powiedzieć o swoim stanie, tym lepiej uczymy się je ignorować. Kiedy ktoś krzyknął “pożar” w budynku, ruszałeś z miejsca. Dziś każdy kto przechodzi po korytarzu mruczy pod nosem różne rzeczy i jest duża szansa, że ważnemu komunikatowi nie uda się przecisnąć przez Twój mentalny filtr.
Może dożyję kiedyś czasów, gdy podczas nocnego spaceru do ubikacji odkryję, że muszę zapalić światło, bo wyłączone urządzenia nie robią za latarnie morskie.
Technologia ssie. Idę zapolować na wiewiórki w parku.
« Grzebiąc się w cudzych flakach, czyli przygody Emila z flaker.pl | To już jest koniec, nie ma już nic »
Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
Bronikowski.com © Emil Oppeln-Bronikowski <blog@bronikowski.com>
♥ (random bits of love) netto
July 7th, 2008 at 11:27
Mam to samo. Z jednej strony fajnie byłoby mieć takiego iPhone, ale z drugiej najchętniej wyniósłbym się gdzieś w środek Sahary, żeby się od tego wszystkiego uwolnić. I to z przewagą tego drugiego.
A diody zaklejam. Papier samoprzylepny, czarny marker, dziurkacz - i takie czarne koło na diodę. I estetyczne i urzyteczne.
July 7th, 2008 at 14:01
Niesamowite, ale przedwczoraj w nocy też pomyślałem o tym samym, że w zasadzie urządzenia na standby’u lub lekko sobie pracujące oświetlą bez problemu pokój :) Lecz nie zdążyłem się tym z nikim podzielić :)
July 7th, 2008 at 15:02
Zmień dostawcę zabawek :). Na moim biurku świeci (baaaardzo delikatnie) jedna dioda - sygnalizująca pracę komputera. Poza tym cisza, miło i przyjemnie. Ale też musiałem wpierw schować głęboko huba USB, jakiego sobie niedawno kupiłem. HUB działa ale po jaki członek każde gniazdo jest podświetlane i to tak, że przy tym świetle można czytać (sprawdzone)??? Nie mam pojęcia kto projektuje d-linkowi sprzęt ale robi to żałośnie.
Odrzucać elektronikę precz??? Opi, bój się boga…
July 7th, 2008 at 22:04
Jak by nie dawali - to byś narzekał, że oszczędzają i jednej głupiej diody nie mogą dołożyć. I teraz jak chcesz w nocy odpalić komputer żeby zamienić w czyn to co właśnie Ci się przyśniło, to musisz całą iluminację robić i wszystkich na osiedlu budzić.
Nie pozostawiaj na “stand by’u” tylko wyłącz monitor i nie będzie migał/świecił - ot co.
A jak świeci to masz przynajmniej jakiś punkt odniesienia.
July 12th, 2008 at 18:24
Po pijaku łatwiej w nocy trafić mając takie punkty odniesienia ;)
July 12th, 2008 at 22:30
No… i masz pewność ze nie nalejesz sobie na router.
July 15th, 2008 at 12:16
Z drugiej jednak strony zależnie w jakim stanie wraca się do domu, bo może Ci to pomóc albo rozzłościć, wtedy rano do zwykłego kaca dojdzie jeszcze moralny i pytanie “czemu ja mój router wisi na drzewie za oknem?”.
Polecam szarą taśmę, dwie warstwy zaklejają wszystko, choć dziś przyszedł mi z pomocą Święty… a dokładniej jego dwu płytowe wydanie załączone dawno temu do jednej z gazet. Kartonowe pudełeczko świetnie zakrywa diody z laptopa.