Nosiło mnie na zakup jakiegoś gadżetu. Wiecie, są takie chwile, że facet po prostu musi. Wymyśliłem sobie, że chcę mieć coś ultraprzenośnego co pozwoli mi się nudzić wygodniej w domu. Przeglądałem więc artykuły dotyczące Asusa EEE 901 i MSI Winda. Już prawie szykowałem przelew na Winda, gdy przypomniało mi się, że zawsze chciałem mieć tablet Nokii.
Standardowa przebieżka po YouTube, Wikipedii i kilku forach skłoniła mnie do zmiany planów.
Zamówiłem Nokię N800.
Jak można kupować grata Nokii jak już za chwilkę w salonach Orange i Ery dostępny będzie iPhone? Zadecydowało o tym kilka czynników:

Nokia N800 (góra), Blackberry 8700, Nokia E61, Samsung i780
Nokia jest cięższa i większa od iPhone, nie leży też tak dobrze w ręce. W przeciwieństwie do zabawki Apple nie posiada innego widoku niż poziomy — konstruktorzy założyli więc, że będzie trzymana zwykle w dwóch rękach. Sercem tabletu jest procesor TI OMAP taktowany zegarem 400Mhz (w starszej wersji systemu operacyjnego wartość tę obniżono do 330Mhz ze względu na problemy z jednostką DSP). Oczy marnujemy dzięki 4.1-calowemu wyświetlaczowi dotykowemu, na którym uzyskamy rozdzielczość 800×480 w 16 bitach.
Przejdźmy do dziurek i okrągłości. Po zdjęciu sukienki N800 ma dwie dziurki pozwalające na obsadzenie kart SD w standardzie SDHC1, po prawej stronie ukrywa się port USB umożliwiający dostęp do systemu pliku oby dwu kart, port ładowarki oraz port słuchawkowy — “standard” Nokii.
Po lewej stronie ukryto małe oczko kamery, które umożliwia nam robienie zdjęć, kręcenie filmów, oraz prowadzenie rozmów wideo via GTalk i Skype. Nigdy nie odważę się prowadzić rozmowy przy użyciu tej kamery — nie tylko dlatego, że unikam golarki od kilku tygodni — obraz z niej przypomina początkowe sceny horroru SF, gdzie przez interferencje, trzaski i odbarwienia przygląda się nam jakaś przerażona twarz, która z pewnością za chwile poprosi nas o udział w misji ratunkowej.
Zawiodłem się: N800 nie posiada gołębnika — powietrzny transfer pakietów przez gołębie jest raczej wykluczony. Musi mi wystarczyć wbudowane WiFi w standardzie B/G i Bluetooth (obsługuje udostępnianie plików, klawiaturę, podłączenie się do sieci udostępnionej przez telefon komórkowy) — osiągany transfer jest bardziej niż zadowalający i bez problemu udało mi się streamować film z komputera biurkowego.
Guziczków Nokia nie żałowała. Prócz Świętej Trójcy w postaci “ESC”, “Menu” i “Pokaż listę działających programów”2 , trochę wyżej znajduje się standardowy krzyżyk służący do nawigacji. Na samym górnym brzegu umiejscowiono “-”, “Pełen ekran”, “+” i “Power”. “Pełen ekran” się sam tłumaczy. Potrzebujesz pełen ekran w grze, czytając strony lub oglądając film? Klik. Plus i minus pozwala nam skalować zawartość strony. “Power” pozwala nam ugryźć radioaktywnego pająka (pająk zyskuje niesamowite możliwości: tyje i płaci podatki) albo włączyć urządzenie — jeszcze nie jestem zupełnie pewien.
Przyznaję, że mocno obawiałem się o Linuksa na przenośnym urządzeniu. Ostatni raz miałem kontakt z takim duetem w 2004 pod postacią SimPada z Qtopią — działało to, ale nie powalało na kolana. Rozpakowywałem więc pudełko zastanawiając się: czy wykryje WiFi, jak będzie wyglądał system plików, czy “postraszy mnie” gdzieś krzaczkami i komunikatami, których na urządzeniu konsumenckim nie powinno się widzieć? Mi byłoby to bez różnicy — ale chciałem skonfrontować to, o czym czytałem w kwestii mobilnych urządzeń z Linuksem z rzeczywistością3 — czy można pakować te śmieci z /usr/src/kernel na kawałek krzemu, który będzie macany przez Henryka Random i Joannę Null?
Na dziś stwierdzam, że sam system jest niczego sobie. Podczas ładowania widzimy splash i pasek postępu, WiFi ma łany i działający manager połączeń4, podobnie jak w przypadku Nautilusa czy Findera zawartość katalogu domowego jest “przekłamana”, do tego większość aplikacji posługuje się “metafolderami” grupujące typy danych (obrazki, filmy, muzyka). Instalowanie aplikacji odbywa się przez specjalny program (myślcie Adept, KPackages, etc) i nie sprawia większych problemu.
Jeśli chodzi jak kaczor i kwacze jak kaczor, to musi być Linux.
Pomówmy trochę o aplikacjach.
Bardzo spodobało mi się to, co zrobiono z przeglądarką. Mamy jedno UI, bookmarki, historię i dwa silniki: Operę i MicroB. Wybieramy co lubimy i używamy. Dlaczego na desktopie nie mamy takich cukierków? Fajnie byłoby móc wymieniać silniki i zachować całą resztę. Pomarzyć wolno. Strony renderują się w miarę szybko, wyglądają bardzo dobrze (no cóż, tak na serio mamy tutaj Gecko, więc nie ma się czemu dziwić) i bez problemu możemy używać GMaila, Blipa czy innego Flakera. Wszystkie AJAX-owe cudaki, które sprawdzałem ruszyły bez problemu. Jedyne co powoduje śmierć przeglądarki przez przeajaksowanie to Google Reader. To spowodowało, że rzuciłem okiem na dostarczony czytnik RSS…
…który okazał się kompletną klapą. Przepraszam, mam pół tysiąca feedów, a czytnik nie ma importu OPML-a? Na szczęście Google Reader for iPhone działa znakomicie.
Wbudowany player i doinstalowany MPlayer zapewniają nam, że zobaczymy większość formatów filmów wideo. Musimy się oczywiście liczyć z tym, że procesor mamy dość słaby. Odpowiednio dobrane parametry do ffmpeg pozwolą nam przygotować dobrze zachowujący się plik, z odpowiednią rozdzielczością i zdecydowanie mniejszy. Oglądałem już kilka odcinków Ranma½, Chobits i nie zgłaszam zastrzeżeń.
Jeżeli chodzi o umilanie dnia plikami multimedialnymi to nie możemy pominąć jednego programu: Canola2. Odtwarzacz radia internetowego, Last.Fm, filmów, YouTube i przeglądarka zdjęć w jednym, pięknie wykonanym, opakowaniu.
Czuć w tym programie mocną inspirację interface JesusPhone i muszę przyznać, że wyszło mu to na dobre. Mam nadzieję, że przyszłe wersje będą kopały jeszcze mocniej w nerki. ;-)
Gdy chcemy się podzielić ze światem naszymi wspaniałymi przemyśleniami na temat istoty sosu pomidorowego możemy obrać kilka kanałów komunikacji: e-mail, Jabber, GTalk, Skype. Klienta pocztowego i w ogóle obsługi poczty nie ma co opisywać, jest tak nudna i przewidywalna jak tylko się da. I działa. Prócz wbudowanego klienta Jabbera/GTalka, który integruje się z listą kontaktów, możemy użyć specjalnej wersji lubianego przez wszystkich Pidgina. GTalk pozwala na rozmowy głosowe, podobnie jak specjalna wersja Skype.
Gdybym miał przyjaciół to mógłbym przetestować to dokładniej. Teraz muszę zadowolić się faktem, że komunikatory wydają z siebie odgłos logowania się do sieci.
Czytałem, że jest Quake. I Doom. I jeszcze-coś-tam. Możliwe, że są piękne (ale w Quake grać na ekranie dotykowym? Zabijasz fiendy wsadzając im palec w oko?) — ale kogo to obchodzi, gdy istnieje port ScummVM? Mnie nie obchodzi, Guybrusha też nie obchodzi.
(Ale gra się świeeeeetnie!)
(Są też standardowe emulatory: MAME, SNES/NES, Gameboy)
No, mamy sobie SSH, VNCViewer, RDesktop, Sketch, Evince. No od cholery tego. Przez jeden dzień nie udało mi się jeszcze przeklikać do dna.
Miałem zrobić piękne i profesjonalne filmiki, niestety wszystko wymaga pewnej dawki talentu, której mi brakuje. Musicie się zadowolić dwoma plikami multimedialnymi robionymi aparatem trzymanym przez rękę deliryka.
Przeciętny człowiek obejdzie się zupełnie bez N800. To typowy gadżet, produkt kultury zachodu, gdzie kupowanie rzeczy, których nie potrzebujemy jest równie ważne jak oddychanie. Mimo to to najlepsza zabawka jaką kupiłem od dawna. Robi dokładnie to czego się po niej spodziewałem — nie ma rozczarowania, nie ma euforii.
Biorąc pod uwagę, że cena 16GiB iPoda Touch to ca. 1200 PLN, a za Nokię z kartą SD o tej samej pojemności zapłaciłem 850 PLN to mogę powiedzieć, że zrobiłem niezły interes.
Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytania, walcie śmiało w komentarzach.
« Google, reklamy, prywatność | Muzyka bzyczy i pyka, czyli komputerowe inspiracje muzyczne »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
August 14th, 2008 at 17:03
Nadal się będę upierał że przydałby się GSM, choćby pod kątem internetu bez wifi, ale ogólnie podoba mi się :)
August 14th, 2008 at 17:47
Dla mnie dopiero pod koniec miesiąca nastanie czas radości i zabawy FreeRunnerem. :-)
August 14th, 2008 at 18:58
ja tam nie lubię Pidgina ;]
August 14th, 2008 at 18:59
wrzuć filmy na youtube :)
August 14th, 2008 at 20:20
To że możesz zmieniać silniki w przeglądarce oznacza że masz starszą wersję firmware’u. W najświeższym oprogramowaniu (czyli OS2008 4.2008.30-1 – info z Menu->Settings->Control Panel->About product) został już tylko silnik Firefoxa 3
Poza tym gratuluję wyboru! :) N810 nie kusiła?
August 14th, 2008 at 20:23
@Kuba YT mnie nie lubi. ;(
@Imrahil wiem, że mam 2007. Chcę wpierw się pobawić a potem podbić wersję. N810 nie kusiła. Poczekam co zrobią następnego jak zepsuje ten model. ;-)
Ale frajda jest niesamowita. :-)
August 14th, 2008 at 20:25
@Imrahil A Twój blożek ląduje w GR. :-D
August 14th, 2008 at 20:40
@Emil: Blożek (boskie określenie, przy okazji) trochę podupadł – za dużo geeków takich jak Ty ma N8×0 i nic już nie trzeba im wyjaśniać ;)
Aktualnie najlepszy jest http://www.n810.pl
August 14th, 2008 at 20:52
Fajna zabawka (:
August 15th, 2008 at 13:30
Słodkie choć jak na mój gust za duże. Jeśli dobrze rozumiem to taki iPod touch w wersji Nokii, tak? No to całkiem sympatyczna cena i kompletnie beznadziejne wzornictwo :)
Co do pykania w Dooma – sam jestem ciekaw jak rozwiążą sterowanie w urządzeniach dotykowych. W iPodzie o tyle jest lepiej, że ma się akcelerometr i pewnie wychylając urządzenie można jakieś łażenie odstawić (o dziwo w grach całkiem się to ruszanie nieźle sprawdza). Tylko jak tu strafy robić, skakać i pizgać jednocześnie? No nic, mają chłopcy lekki problem do rozwiązania :)
August 25th, 2008 at 11:22
Opi: No to teraz dorzuć jeszcze elementy spolszczenia systemu (ustawienia regionalne chociażby) i jedziesz.
A OS2008 polecam – 400MHz zamiast 333MHz będziesz miał :D
August 26th, 2008 at 22:34
iPhone jest ładniejszy ;) Niestety nie jest taki świetny i cudowny jak o nim opowiadają