Za tydzień, w piątkowy wieczór, w łódzkim klubie Bagdad Cafe odbędzie się koncert grupy Krzyż:Kross. Demoscenowcom nie trzeba ich przedstawiać, dawali koncerty na parties.1 Osobom, które konsumowały swoją młodość w inny sposób, opiszę krótko o co chodzi z Krzyż:Kross: jest to sobie ekipa, grająca muzykę przy użyciu kilku C64. Psychodeliczna elektronika, disco punk, etc. Zabawa zwykle jest świetna.
Zapraszam więc wszystkich fanów C64, dziwnej muzyki i duchoty Bagdadu na dziwny koncert dziwnych ludzi. Przypominamy: piątek, 2008.02.08, 22:00, wjazd 10 PLN.

« Firefox w kontekście systemów operacyjnych | Spicebird czyli Thunderbird zderza się z Evolution, które podglądało Outlooka »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
February 2nd, 2008 at 12:32
“Disco punk”? Dzisiejsza scena muzyczna nie przestaje mnie zaskakiwać.
February 2nd, 2008 at 18:10
@byte: jeśli istnieje “pop(kinder) punk” to czemu nie miałby istnieć “disco punk” ? :>
February 2nd, 2008 at 18:32
Opi, byłeś na Symphony gdy grali Krosi? Być może to ja cię przypalałem. Wtedy jeszcze paliłem :). To “głupku” ci odpuszczę – palenie jest głupie.
February 2nd, 2008 at 22:14
@CoSTa: pewnie, że byłem. Na tamtym Syfonie prowadziłem wykład o Pegasosie. :-P Pewnie nie słuchałeś, bo piłeś z innymi fanami x86 czy Atari. I raczej to nie byłeś Ty, wiem jak mniej-więcej wyglądasz. ;-)
http://bronikowski.com/upload/veryOldJunk/thung_opi.jpg — a może mnie widziałeś nawet na party? ;-) To zdjęcie z postoju w kierunku do poznania. Niebieska flanela = moi.
February 3rd, 2008 at 22:07
Panie Emilu, radzę wrzucić jakiś indeks lub htaccess do tego katalogu – teraz każda niepowołana osoba może się przekonać, jak się pan za przeproszeniem zjapiszonił, albo jeszcze gorzej.
February 4th, 2008 at 09:47
Opi:
Nie słuchałem bo faktycznie piłem :). Tyle że z kolesiami z grupy gdzieś w okolicach baru. Japy darliśmy strasznie :).
Kurczę, w sumie jakiś wypad na party nie byłby zły. Najmilej chyba wspominam party w jakimś popalonym teatrze nawet nie wiem na jakim krańcu świata. Wódka szła jak woda – tak było zimno. Widok Bycika z flaszką przy uściech – bezcenny ;)
February 4th, 2008 at 11:19
“Hellstyler! Rock teh microphone! Szatan opętał mój dom!” ..ujoza… W Jazzdze nie bylo mi dane, teraz tez nie bedzie… zycie ssie ;)
February 4th, 2008 at 18:06
dancepunk to ja kojarzę, o discopunku pierwsze słyszę ;)