Choroba powoduje, że nie mogę się skoncentrować. Skaczę między jedną myślą, a drugą podczas gdy trzecia już dawno podstawiła nogę pierwszej i prowadzi w peletonie bezmyślności. Po napisaniu tak skomplikowanego zdania patrzyłem się na ekran z rozdziawioną gębą i trzymałem przycisk shift, co mi się czasem zdarza. Na szczęście już mi przeszło.
Porządkowałem dziś pocztę1 i przeczytałem kilka e-maili, które leżały sobie otagowane jako ważne und inspirujące. Chodziło głównie o postacie z komiksów. Jak powstają, dokąd idą, co lubią, czemu się zadają z innymi postaciami? Tworzenie charakterów dla papierowych ludków to nie jest łatwe zajęcie. Uśmiercanie jest trochę prostsze, dlatego też ostatnimi czasy — kulturalnie — skłaniam się ku filmom takim jak “Machine Girl“, gdzie nie oczekujesz już niczego poza prostym językiem buta, pięści i zaostrzonego kawałka stali. Czy potrafiłbym stworzyć postać, w którą czytelnik mógłby uwierzyć? Biorę więc do ręki kilka książek, tych, co mówimy o nich “ulubione” i kartkuje.
Ach, wiem, że ten gość pali cygara. Ten się boi tego, ona jest zwykłą dziwką o złotym kolczyku w brodawce. Są dla mnie jak znajomi z NK — wiem jak wyglądają, może nawet z kim dzielą łóżko. Postanowiłem, że też spróbuję. Mam już wszystkie składniki, tylko za cholerę nie znam proporcji — ile ukraść ze znanych mi osób, tak żeby nie wiedzieli co na serio o nich myślę? Czy ujawnić mój — wyssany z mlekiem matki – antysemityzm i ogólną niechęć do pedalstwa tworząc pejsatego miłośnika analu, który będzie postacią jakiej nie można polubić?
Wpuścić ich w środowisko, które znam, czy może kłamać o gromadzie ludzi, których środowisko i obrządki? I jak w ogóle nie zrobić z tego satyry. No bo jesteście bogiem tych postaci. Nie chcecie zrobić z nich krańcowych idiotów i pyszałków, a na końcu ich zabić i powiedzieć im, że nigdy ich nie lubiliście? Ilekroć próbuję coś zbudować, to widzę murzyna nadającego na antenie RM lub islamski oddział Greenpeace’u, który kocha wszystkie bydlaki, ale wykonuje zbiorowe egzekucje na bekonie, gdy znajduje się on jeszcze w stanie samobieżnie różowym.
Zanim postawiłem pierwszą kreskę w notatniku postanowiłem, że poszukam sobie jeszcze jakiś głupich postaci wykreowanych za niezłe pieniądze żebym mógł czuć się lepiej jeśli zaliczę porażkę. Poklikałem “w internet” i po chwili puknąłem się w czoło — no jasne, tylko on!
Patrzcie na mnie, jestem tak wyluzowany. Bawią mnie własne pierdy i opowiadam dowcipy o blondynkach, paląc je raz na pięć. Zamiast reklamować produkt, próbuję ośmieszyć konkurencje. Większość rzeczy, które mówię to półprawdy — czyli całe kłamstwa. Podczas gdy ten gościu w garniturze sączy whiskey z innymi wartościowymi członkami społeczeństwa, ja piję piwo “Książ” i nagrywam “artystyczne filmy” webcamem.
Jak zaliczę jakąś dupę to przybijam sobie piątki w kawodajni z innymi posiadaczami życia w białym plastiku.
Hi, I’m a Fuck.
Jak rany, strasznie mnie rzuca jak widzę tego gnoja i te “reklamy”.
Wiem już, że można wykreować postacie słabe, bo liczy się tylko wyrazistość. Zawikłane postacie == źle. Charaktery, w których możemy odnaleźć swoją codzienną chujowiznę == bardzo dobrze. Introwertyczne przemyślenia człowieka pod ścianą == źle. Proste prawdy mówione podniesionym głosem == bardzo dobrze.
Dobrze, wiem już co mam robić przez następny tydzień. Tylko wystawię sobie fakturę za stracony czas na konsultacje ze sobą.
« Opanujemy cały świat, yo! | Morduj wszystkich (łącznie z dziećmi) w OS X »
Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
Bronikowski.com © Emil Oppeln-Bronikowski <blog@bronikowski.com>
♥ (random bits of love) Filip Tepper
September 16th, 2008 at 06:04
Ja pierdolę Opi, przechodzisz już samego siebie. Tyle kilo w sumie ciekawego lania wody by napisać “nie cierpię jabłka”. Stary, zacznij jakoś oszczędzać czas swoich czytelników czy rób disclaimery przed tekstem w stylu “uwaga, piszę fajnie i ciekawie by zdupczyć końcówkę swoimi fobiami”. To wiele ułatwi w przyszłości.
BTW “luzu” - widzę znasz się na tym - o co chodzi w tych ostatnich reklamówkach Microsoftu?
September 16th, 2008 at 06:45
@CoSTa No i po powiedz mi jak mam Ci udowodnić, ze to nie o Maku? To bardzo luzne refleksje o budowaniu postaci. Pod koniec lania wody pomyślałem, że muszę zobaczyć jakieś antypatyczne/złe postacie.
Tu właśnie pojawia ‘Hi, I’m a Mac’ - gdzie postać hipstera wzbudza w wielu złe emocje. Po tych reklamach lubisz bardziej PC, na tej samej zasadzie, na jakiej lubisz Kojota z baki o Pędziwietrze.
A OS X się sam broni jako system. To nie było o Maku. To było o postaciach.
Skupiłeś się na produkcie, który on reklamuje, a ja myślałem o reklamującym — tak zaprojektowana postać sprzedająca cokolwiek zagotuje moją krew.
PS. nie chce mi się pliterkowac na N800. ;) Do tego mnie obudziles e-mailem!
PS2. edit, bo jak już się obudziłem to i wstanę. ;)
September 16th, 2008 at 07:00
Reklamówki MS — nie mam zielonego pojęcia. Osobiście myślę, że to musi być jakaś strategia, która przygotowuje ludzi na pierdyknięcie. Nie uwierzę, że chłopakom w MS tak odbiło, że gdy już się zdecydowali odpowiedzieć światu na pomruk buczenia związanego z Vistą, to zrobią tą krótkimi historyjkami o musztardzie.
Gdzieś musi być drugie dno.
September 16th, 2008 at 07:52
@Opi
Owszem, przegiąłem ale miałem powód - siedziałem na kiblu oddając się porannej cudnej pokawowej defekacji, czytam sobie zajmujący wpis a na koniec (moim skromnym) nomen omen kupa zupełnie z kontekstu wyciągnięta i klimatów wpis rozpędzających. Nie wiem, być może przejechanie się z rana po białych plastikach to jest jakiś sposób ale mnie zaczyna on tak głęboko nużyć, że aż zaczyna trząść. Po premierze iPhone w naszym słodkim kraju miałem dziennie średnio kilka konwersacji GG z jakimiś idiotami próbującymi mi udowadniać (sić!), że ich ostatnia Nokia jest lepsza od czegoś, czego nawet nie mam i mieć nie chcę na obecnych warunkach finansowych. I konwersacje zazwyczaj musiałem ucinać bo mimo przyznania komuśtam racji i w ogóle próśb by dał mi spokój, dostawałem na twarz kolejną porcję linków i porównań o tym jak to N95 czy inne takie przeskakują o lata świetlne “gadżet”. Na początku jeszcze podchodziłem do tego jako socjologicznego ćwiczenia z ludzkich problemów związanych z traumą obawy o źle wydane pieniądze. Teraz już wiem, że w tym kraju istnieje jakiś kompleks białego plastiku. Sorry Opi, trzęsie mnie gry tylko widzę wzmiankę o jabłku w polskich blogach. Robię przeskok dalej. Tu wkurw był wielki bo sprzedałeś świetną historię na dzieńdobry i skończyłeś materiałem mnie trzęsącym. Sorry ale moja frustracja narasta coraz bardziej i dostałeś nie za swoje :)
BTW - iPod najwidoczniej lepiej sobie radzi z pliterkami :)
Co do MS i drugiego dna - chyba nagrodę ustanowię za owego dna odnalezienie. Rzecz mnie nurtuje (kaman, w marketingu robię :)) niemożebnie i zaczynam powoli niedosypiać przez te filmiki. Sieją niepokój…
September 16th, 2008 at 13:07
A propos małegomiętkiego, mnie to wygląda na reklamę wizerunkową a nie konkretnego produktu, że niby ms też jest fajny i super, a Gates normalny.
Z tym, że w małketingu nie robię i analizatorem reklam nie jestem, a os x jest fajny* ;)
*z innej beczki.
September 18th, 2008 at 18:05
Ahahaha, dobre. :D
“Tego gnoja” to ja lubię jako aktora, ale reklam Apple’a nie mogę zdzierżyć. :)
September 18th, 2008 at 18:07
Aaa, CoSTą się nie przejmuj. Fanatyk Apple’a nawet, gdy jabłko zgnije powie, że jest git. ;)