Czwartek zaczął się e-mailami od klientów, że już za chwileczkę, już za momencik będzie trzeba pokazać nowe demo systemu. Okazało się, że nie tylko ja mam dziś dużo pracy: to samo przypadło thungowi i Pio. Zebraliśmy się wiec w jednym pomieszczeniu, powpinaliśmy się do sieci i zaczęły się produktywne Walentynki.

Wpierw trzeba było przerwać lansy na Blipie i pootwierać te wszystkie okna związane z pracą.

Thung ruszył spokojnie podbijając punkty znajomości CSS — Pio pisał system, który miał zostać oddany tak dawno temu, że w tej chwili prowadzi negocjacje z wnuczkiem klienta, a sam klient zamienił się w kupkę proszku.

Praca bez kawy jest jak taka rzecz, która nie ma sensu i jest ciężka do zrobienia.

Ruszyli! Twarze pełne skupienie. Klik-klik-klik.

Powoli powstaje poprawka. Powoli, bo utknąłem na banalnym algorytmie. Popełniłem podstawowy błąd i zamiast zabrać się za przemyślenie sprawy — zabrałem się za dopisywanie warunków, które niby miały coś pomóc.

Support. Nie pomógł. Ale ułatwił przełknięcie smaku porażki.

Ostatecznie poddałem się i zabrałem się za to, co powinienem zrobić na początku. Zapisać sobie na kartce co ja w ogóle chcę osiągnąć. Pisałem z uwagą godną lepszego celu.

Nirvana połączyła się z Eureką. Na szczęście obyło się bez wizyty w wannie. Analogowa kartka znów wygrała z cyfrowym debugowaniem zepsutego kodu.

Ostatnia kartka, która okazała się zwycięską. Tak mało, a tak wiele.

Koniec. To był produktywny dzień. Dużo kodu, zadeptanych bugów bez liku, jeszcze więcej nowych. Teraz trzeba dopić tę resztę piwa, która została. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze. Różnica taka, że Wam kazali sprzedawcy kartek z życzeniami i ciastek w kształcie serca, a nam klienci. ;-)
« Dzielić się i mnożyć czytelników | Różne kształty i kolory — pogromcy i potwory »
Podobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
Bronikowski.com © Emil Oppeln-Bronikowski <blog@bronikowski.com>
♥ (random bits of love) Piotr Klimek
February 14th, 2008 at 11:29 pm
fotostory prawie jak z Bravo ;>
February 14th, 2008 at 11:34 pm
A ja dzis przeczytalam na jednym blogasku ladne zyczenia walentynkowe.
“May we all get laid.”
Czego i wam zyczy nizej podpisana -
a. (to zadna aluzja!)
February 14th, 2008 at 11:43 pm
Work party, trzech singli, w walentynki :P
February 15th, 2008 at 12:06 am
To się nazywa hackathon. :)
February 15th, 2008 at 2:26 am
Pathetic: adj 1: deserving or inciting pity; “a hapless victim”;
“miserable victims of war”; “the shabby room struck her
as extraordinarily pathetic”- Galsworthy; “piteous
appeals for help”; “pitiable homeless children”; “a
pitiful fate”; “Oh, you poor thing”; “his poor distorted
limbs”; “a wretched life” [syn: hapless, miserable,
misfortunate, pathetic, piteous, pitiable,
pitiful, poor, wretched]
February 15th, 2008 at 2:52 am
@Valwit Swój żal możesz sobie w buty. Mam nadzieję, że masz fajne widoki na swoim wysokim koniu.
February 15th, 2008 at 9:26 am
Opi, to Twoja meta? Wygląda na zacne miejsce do picia :)
February 15th, 2008 at 9:45 am
CoSTa: Pio. ;)
February 15th, 2008 at 12:33 pm
A w ogóle, Panowie, to muszę Wam powiedzieć, że nieziemskie gówno pijecie. Tylko http://www.ciechan.com.pl/ :)
February 15th, 2008 at 1:37 pm
Ciechana pijemy, a jakże! Miodowy power. Ale nie przechodziłem obok sklepu, który je sprzedaje.
February 15th, 2008 at 3:05 pm
Prawdziwy miłośnik Ciechana woli nie pić, niż pić koncernowe gówno :P
February 15th, 2008 at 3:23 pm
To może jeszcze rzuć adresami, gdzie możesz kupić w Centrum poza sklepem na Żwirki-Wigury. Będzie łatwiej się zabezpieczyć. W mojej okolicy nigdzie nie ma.
February 16th, 2008 at 1:12 pm
sam jesteś wysoki koń. szkoda że nie skumałeś, sorry jeśli cię uraziłem.
February 16th, 2008 at 8:51 pm
Całkiem blisko Centrum np. na Kopernika, na przeciw lecznicy pod koniem.
r.
November 13th, 2008 at 2:11 am
c6v47314ntuyxovs