
Robimy zdjęcia naszym wspaniałym aparatem cyfrowym, nagrywamy kawałki przy użyciu pierwszego lepszego programu dołączonego do karty muzycznej. Filmy z imprez rodzinnych nagrywa nasza kamerka cyfrowa a DVD z menu przygotowuje programik, który dostaliśmy z nagrywarką.
Okradliśmy artystów ze wszystkiego: nie wiem nic o przysłonie, nie wiem nic o świetle, nie wiem nic o muzyce i nie pozwalam, aby wiedza o niewiedzy powstrzymywała mnie przed tworzeniem. Grafik ślepnie, muzyk głuchnie a scenarzysta zostawia wszystko i pracuje nad serią reklamówek dla “Biedronki” gdy ich skonfrontować z moimi spazmami.
Zawsze brakowało mi automatu, który pozwoliłby jeszcze ująć mój absolutny brak poczucia humoru w kilka fajnych paneli z chmurkami tekstu.
No i jest. Nazywa się Toonlet i jak sama nazwa wskazuje “let” nam robić “toon”.
Cała zabawa jest przednia. Od autorów (i kilku bardziej uzdolnionych użytkowników) otrzymujemy “worki” zawierające części pozwalające “zbudować” własną postać. Już samo używanie narzędzie do budowania postaci jest frajdą samą w sobie. Dla ludzi, którzy rysują jedną ręką idealne koło a drugą je cieniują nie jest to może coś użytecznego, ale to nie dla takich ludzi jest ten serwis.
Możemy stworzyć kilka wariacji swojej postaci i otagować je “nastrojami”. Potem wystarczy zbudować dość postaci do naszego wymarzonego komiksu i kliknąć na link pozwalający zapełniać panele.
A tam już banalnie. Wybieramy postać na panel, jej nastrój, górny przypis (jeśli potrzebujemy), treść dymku, kolor tła. Koniec. Teraz tylko czekać na przelew pierwszego miliona dolarów od wydawcy książki o najbardziej znaczących dokonaniach w świecie “komiksowego paska”.
Czekam od 20 minut i Scott Adams nadal nie dzwoni. Dziwne.
Tags µGeekPodobało się? dodaj kanał RSS do swojego czytnika.
March 7th, 2008 at 10:52 pm
Znam ten ból!
March 8th, 2008 at 2:25 pm
Krótka czy Kruka? ;)