Miałem napisać rzeczowy i w miarę obiektywny raport z Tuby 3. Kotek też miał. Pod wpływem kilku notek, głównie “Blog nie żyją? Ja żyje” Marcina Jagodzińskiego, które wypłynęły w blogosferze przez ostatni tydzień, postanowiłem zamienić raport na opinię.
Tuba 3 zorganizowana przez Mediafun (Maciej Budzich) była poświęcona blogom i reklamie, czy może dokładniej – zarabianiu na blogach. Pojechałem do Poznania wysłuchać drugiej strony i zobaczyć, czy uda się zmienić mój wysoce negatywny stosunek do branży reklamowej.
(Tu uwaga: do branży reprezentowanej przez część garniturowo-reakcyjną, wiele reklam to małe dzieła sztuki, których twórcom nie można odmówić talentu i sprytu)
Nie będę referował pojedynczych wystąpień, można je podzielić na trzy grupy:
Najbliżej mi do opinii z puntu drugiego. Pan Norbert Kilen mówił, że sugestia użycia medium jakim są blogi podczas kampanii reklamowej spotyka się z oporem ze strony wykonawców (czasem zlecających). Ogólnym argumentem przeciwko takiemu ruchowi jest szerokie spektrum wad blogów.
Ja się z tym zgadzam w całej rozciągłości. Czym bardziej autor wierzy w swoją opinię, czym dosadniej potrafi się odgryźć swojemu prześladowcy (dajcie mi przebitkę blogera na drzewie. No niech on tak nie miauczy) czym bardziej jest nieprofesjonalny w tym co robi (definicja “profesjonalista” to “bierze za to kasę”, tak?) tym większa szansa, że będę to czytał.
Zawsze otwieram oczy ze zdziwienia gdy dowiaduję się od jeden czy drugiej osoby, że ktoś czyta “profesjonalne blogi”. Co jest ciekawego na takich blogach, prócz wiadomości z trzeciej ręki (“Jak napisał Tech Crunch…”), informacji o wydaniu X wersji projektu Y (“W dniu dzisiejszym wydano…”), oraz “Bardzo miło nam zakomunikować, że (nasza redakcja powiększyła się | sponsorujemy event | wygraliśmy)…”.
Zawodowe blogi są w większości (trawestując znany dowcip) jak papier toaletowy. Długie i do dupy. Papier toaletowy się przynajmniej rozwija.
Nie dowiesz się z nich, że autor nienawidzi Cracovii, że z chęcią wyjebałby za okno swój komputer i wyjechał sadzić brukwie w Andach (sporty ekstremalne), nie uświadczysz celnej szpili i kopniaka w jądra po gongu. To wszystko wprowadza zbyteczny chaos i dzieli czytelników. Czytelnicy muszą być targetem. Poukładani na kupki pod względem wieku, zainteresowań, kremów do golenia i czy wolą szklankę wody zamiast — przystrojeni logo i umieszczonym w PDF-ie tak, żeby potencjalny reklamodawca wiedział, komu robi laskę (przepraszam, akurat litera ‘ł’ mi się nie docisnęła).
Podczas wystąpień i dialogów jedno słowo padało jak zaklęcie — “wiarygodność”. Jeżeli ktoś myśli, że czytam blogi dlatego, że autor jest wiarygodny, to znaczy że stracił on już wszystkie zębatki w wypustce na kapelusz. Autor, który pisze materiał sponsorowany nie traci wiarygodności w moich oczach (takie wartości zostawiam dla ludzi, których znam, nie dla tych, których RSS jest w moim czytniku) z tego powodu. Szybciej przestanę go czytać, bo marnuje mój czas. Zamiast wartościowej historii o bójce pod sklepem spożywczym dostaję tekst napisany z kijem w dupie o jakimś produkcie.
O co chodzi z tym pędem do przerabiania wszystkiego na forsę? Zarabianie forsy jest fantastyczne. Uwielbiam mieć dużo zbytecznej forsy, którą wyrwałem ciężką pracą lub czystym fartem. Czy ktoś jeszcze pamięta, że można grać w piłkę w chińskich tenisówkach i mieć za bramkę kawałek muru? Jak zaczynasz grę od wybrania sponsora strategicznego, unifikujesz stroje i markę napoju, który można pić podczas treningów wyglądasz jak dziewczynka w maminych butach na obcasach. Tak bardzo chcieć być dużym.
Druga obserwacja. Startup musi mieć “tylko jednego klienta: tego, który ją kupi” i to wystarczy. Nie trzeba budować niczego z pomysłem na biznes. Wpierw jedziemy za cudze by na końcu sprzedać się i jest dobrze. Bloger musi budować markę, być potulny, umieć się komunikować z Domami Medialnymi. Kiedyś było tak, że firmę zakładało się by kosić szare worki ze znakiem dolara, a bloga odpalaliśmy by pokazać nasze ego, opluć hałasujących sąsiadów i wrzucać fotki z imprez, gdzie koleżanka po którymś drinku odnajduje w sobie talent do tańca topless wśród chrupek z TESCO.
Czyli zarabianie na blogach to zło? Szatan w Białych Kozaczkach? Odpowiedź jest oczywista: nie. Nie wstrząsa mną, że ludzie dorabiają sobie na pisaniu. Męczy mnie, bo po raz kolejny raz widzę jak próbuje się zbudować w ludziach potrzebę. Musisz pracować żeby Twój blog był bardziej, bardziej. Wyjdź z ogona, ogarnij się. Nie chcesz grać z dużymi chłopcami? Kraina mlekiem i miodem płynąca. Zdejm kapelusz, załóż krawat.
Pod koniec swojego wystąpienia Pan Norbert Kilen wypowiedział słowa, których mógłbym użyć zamiast wstępu, rozwinięcia i zakończenia (nawet zamiast fotki) — “Powinniście blogować jak Krzysztof Urbanowicz”1 moje obserwacje mówią mi, że czym mniej ludzi blogujących “jak ktoś” tym większa frajda.
« Wtorkowy wieczór, środowy poranek | Dni Kultury Japońskiej »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
November 9th, 2008 at 19:33
Najbardziej wkurzający komentarz świata:
Popieram przedmówcę. Ojej, jak ja go mocno popieram.
November 9th, 2008 at 20:41
You forgot WIFI.
(Notka z pazurem, I’m loving it!)
November 10th, 2008 at 00:24
Opi, Ty widzę dalej w formie, notka z charakterem, takie lubię
November 10th, 2008 at 09:41
Raz jakaś pani męczyła mnie mailowo dlaczego na propozycję wsadzenia na swoim blogu czegoś fruwającego powiedziałem “nie”. Mail za mailem z pytaniami “ale dlaczego, co panem kieruje, skąd ta decyzja”.
Boże błogosław filtry na serwerze mailowym.
Ty Opi to jednak umiesz znaleźć sobie nudne zajęcie :)
November 10th, 2008 at 09:51
@CoSTa do większości z Nas pisali. Pewnie dlatego, że tak mocno ssiemy pały. Ale co tam.
Ostatniego nie rozumiem, znaleźć jakie nudne zajęcie? Pisanie tu? Pisanie tu poprawia mi humor.
November 10th, 2008 at 09:53
Urbanowicz jeszcze bloguje? Już dawno wyjebałem z rss’a bo ssał pytonga, że aż zęby bolały.
I takie mało odkrywcze przemyślenie – ludzie zawsze zajebisty pomysł przerobią na zbitą masę gówno wartą (i będą próbować to sprzedać).
November 10th, 2008 at 10:04
Urbanowicz bloguje bo to podtrzymuje jego wizerunek “eksperta” od WEB X.0. Sprzedaje go za ciężką kasę opowiadając różnym prezesom różnych spółek o ynternecie. Model biznesowy po prostu.
November 10th, 2008 at 10:57
Moim zdaniem powinniście blogować jak Oppeln-Bronikowski. I ja też, prawda.
(„ssał pytonga że aż zęby bolały” – yanoo, znajdę Cię kiedyś za tę wizję…)
November 10th, 2008 at 11:40
@shot Moim zdaniem świat ma constans blogujących Oppeln-Bronikowskich, przekroczenie tej wartości może spowodować katastrofę na kilka metrów kwadratowych.
W ogóle to ludzie się wpieniają, że nie ma wycinków, wiesz?
November 13th, 2008 at 12:37
@Opi: pewnie, że do większości pisali. Taka ich robota i to kumam. Nie kumam, czemu po kilka razy. Widać jakieś premie dawali.
A co do nudy – jeżdżenie na takie imprezy = nuda.