Znacie ten eksperyment z kotem Schrödingera? To bardzo zręcznie pomyślane dręczenie zwierząt w imię nauki. Co ja Wam będę tłumaczył, facet nazywa się Schrödinger. Od razu wiadomo, że to germański, kurwa, oprawca. W każdym razie sedno doświadczenia polega na zamknięciu kota, trucizny i czegoś, co jest promieniotwórcze. Jakiś sprytny mechanizm w równych odstępach emituje radioaktywną cząstkę, która podlegnie lub nie podlegnie rozpadowi, co zarejestruje licznik Geigera-Müllera lub nie.
Co otruje kota. Lub nie.
Cały umysłowy wygibas polega na tym, że zanim otworzymy pudełko nie wiemy, czy kot jest oddał ducha, czy też będzie mógł Wam jeszcze zjeść ozdobne roślinki (chyba, że ustało drapanie — do doświadczenia potrzeba osób lekko przygłuchych lub z słuchawkami). Póki tego nie stwierdzimy kot jest jednocześnie żywy i martwy. To właśnie ta superpozycja.
Identyczny eksperyment przeprowadzam często na sobie. Dziś, włócząc się po mieście w poszukiwaniu wrażeń i ciepłego kąta postanowiłem zajść do Znanej Knajpy. Bo jest plakat. Ja pytam przy drzwiach, czy to plakat, który zapowiada dzisiejszą imprezę. Otrzymuję odpowiedź, że tak, że zapraszamy. Zaprosili mnie więc idę. Zaprosili, ale nie tak, jak przywykłem — chcieli pieniędzy. Zastanowiłem się. Plakat mówił, że będzie funk i reggae. Reggae i funk bardzo mi odpowiadają, bo piętro wyżej leży śnieg i rzadko jeżdżą taksówki. Płacę więc za bilet, a mogę, bo choć klienci mi nie zapłacili (pozdrawiam) to i ja nie zapłaciłem ZUS-u. Otwieram pudełko z kotem.
Kot znów jest martwy. Nie, on już przekroczył stan, w którym określamy coś zdaniem “Twój kotek nie żyje”. Było bliżej “Truchło sierściucha żrą larwy od tygodnia. Fiesta i piñata z wątroby”
Na imprezie grano takie standardy funkowe jak Eurorythimcs (nie mam zamiaru sprawdzać czy nie zrobiłem błędu) i zupełnie znane jamajskie klimaty (reggae massive, mon!) jak MC Hammer. Sześć ciastek, jedno piwo, ja pierdolę — wychodzę.
Statystycznie rzecz biorąc, jeśli chodzi o tą konkretną knajpę, mój kot jest posmarowany masłem i spada zawsze łapami do góry. Nie wiem tylko ile razy jeszcze dam się nabrać.
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
November 23rd, 2008 at 03:00
Zasadniczo ja bym poprosił o oddanie kasy za bilet jakby mi takie coś puścili. Oczywiście od początku a nie pod koiec imprezy. Ale bywaja sytuacje gdzie wypada tylko bluzgnać pod nosem. Miau.
November 23rd, 2008 at 03:03
@Valwit mnie nie żal tych 14 PLN. Mnie żal, że otwieram pudełko, a kot znów martwy. Mam nadzieję, że to już ostatni raz.
November 23rd, 2008 at 03:40
może można galwanizować kota. żaby można.
November 23rd, 2008 at 10:37
Sześć ciastek to klasyka funku :P A w ogóle ciesz się, że nie zaserwowali Ci Something Good 08 (Utah Saints) celem poznania historii Running Mana i pewnego kontraktu ;)
November 23rd, 2008 at 14:38
Nie chodzi o 14 zł. Chodzi o zasady :)
November 23rd, 2008 at 22:37
Opi, kurwa, gdzie Ty łazisz? Żadna “znana knajpa” w tym mieście, nie mieści się w piwnicy.
November 24th, 2008 at 10:55
Panikk: czy mozna uznac ze “peron 6″ (ale nie ten na dworcu kaliskim) to juz piwnica? :)
November 24th, 2008 at 11:15
No to już nieco hardcorem jedzie – Hammer i reggae? Kurczę, macie tam knajpy po całości w tej Łodzi :)
November 24th, 2008 at 15:12
Hammer ma funkowe zapożyczenia: w końcu linia melodyczna pięciu ciastek pochodzi z Super Freaka Ricka Jamesa.
http://www.youtube.com/watch?v=75qXUfp4wtw
December 4th, 2008 at 18:26
no co za burole w tym klubie. powinni puścić klasyczne jamajskie klimaty, np “Sun of Jamaica”
December 5th, 2008 at 15:33
[...] http://bronikowski.com/682 [...]