Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po pięciu dniach obcowania z japońską kulturą serwowaną na różne sposoby nie pozostało mi nic, jak napisać kilka słów o imprezie.
Na początek pozytywne zaskoczenie. Właściwie dwie rzeczy. Frekwencja. Spóźnieni goście nie mogli liczyć na miejsca siedzące.1 No i rozpiętość wiekowa. Najmłodszym uczestnikiem była dziewczynka, na oko 4 lata, która oglądała bez słowa dwie długie prezentacje (szacunek dla mamy siedzącej obok). Najstarsi? Siedemdziesiąt lat będzie bezpiecznym strzałem, myślę.

Nie mam zamiaru opisywać wszystkiego, co widziałem. Wyimki jednak będą.
Chór “Echo” pod dyrekcją Elżbiety Klimowicz wykonał “Szła dzieweczka do laseczka” po japońsku. Dość ciekawe wrażenie. Szkoda, że nie miałem niczego, co rejestruje dźwięk.

Masakatsu Yoshida, sensei Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Łodzi, opowiedział trochę o tracycjach, które przenikają życie, postrzeganej przez nas jako wybitnie nowoczesny kraj, Japonii. Chyba największe wrażenie na oglądających (ze względu na szkolny wiek) zrobiła lista zajęć młodych Japończyków.
Dzieci sprzątające szkołę po zajęciach i wspólnie przygotowujące posiłek? Młodsze dzieci prowadzane na zajęcia przez dzieci starsze (sempai, 先輩)? Wszystko wyglądało to trochę jak fantastyka dla równolatków, którzy siedzieli obok mnie.

Bożena i Jan Zeitz prezentowali nam swoje zbiory laleczek Kokeshi. Prócz zwykłego oglądactwa mogliśmy się też dowiedzieć nieco o historii tej sztuki, podstawowych gatunkach oraz kilku przykładach obecnie projektowanych lalek.
Lalki nas mocno zakręciły i próbujemy robić własne. Nie, nie podzielimy się efektami, bo mamy jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Nie zdziwcie się jak na święta dostaniecie od kogoś pomalowany kawałek drewna. Udawajcie wtedy, że to Kokeshi i że wyszło świetnie.

Pani Irena Domanska opowiedziała nam (szkoda, że tak krótko) o swoich podróżach do Japonii. Dlaczego ludzie nie tłoczą się na dworcach? Bo na ziemi namalowane są kolorowe linie z podpisami. Stajesz przy swojej i gdy nadjedzie pociąg zatrzyma się drzwiami idealnie przy niej. Tylko wsiadać. Jak sobie radzić z tym, że większość domów jest nieogrzewana i czemu sake nie jest odpowiedzią (a jest stół, którego centrum zajmuje grzałka, a zamiast obrusu mamy “za długą kołdrę”, którą można się przykryć).
Opowiadać Pani Irena mogłaby pewnie jeszcze kilka godzin, niestety, dobre prezentacje kończą się za szybko, a złe za późno.
Izumi Yoshida przybliżyła trochę twórczość Hayao Miyazakiego (którego pewnie nie trzeba było przedstawiać nikomu obecnemu na sali), dodatkowo mieliśmy możliwość zobaczyć mały rarytas: reportaż telewizji japońskiej o studiu Ghibli, tłumaczony na żywo przez Panią Izumi.
Kto czyta mangę, temu nazwisko Yoshida nie powinno być obce. Polskie tłumaczenia “Love Hina” wydawane przez Waneko wychodzą(dziły? Nie czytam LH;-) spod jej pióra.


Odwiedzający DKJ mogli też zobaczyć (a dwie odważne dusze spróbować wziąć udział) ceremoniał parzenia herbaty. Chciałbym napisać więcej, niestety, dać małpie aparat. Niektórzy “fotografowie” myślą, że nie ma nic zabawniejszego niz podziwianie ich pleców, gdy ich nowy aparat z MendaMarkt robi idealne zdjęcia cery serwującej herbatę Japonki. Serio, stuknijcie się. Jesteście czasem upierdliwi.

Podsumowując: impreza nadzyczaj udana, trochę kultury zaszczepione, ludzie uśmiechnięci.
Chciałbym podziękować towarzyszącym mi gościom: Eri, Paulinie i Staszkowi. Przyjechać specjalnie z Poznania i znosić mnie ponad godzinę to nie jest wyczyn, który powinien przejść nienagrodzony. Dariuszowi Szpakowskiemu ukradłem natomiast kilka fotografii. Mam nadzieję, że nie ma nic przeciwko.2
« Jak rozpoznać dziecięcą pornografię z dużej odległości? | To Radio (kropka com) »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Piwnice i trywialne informacje w tę stronę. Vontrompka, czyli komentarz psychodeliczny.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach. Nie zapomnij też, że trzeba rozumieć popularną naukę.
December 13th, 2008 at 00:29
‘Love China’? ;-)
A chetnie bym się na coś takiego wybrał :)
December 13th, 2008 at 00:59
@Lu
Dzięki. Się zasugerowałem Azją. ;-)
December 13th, 2008 at 11:00
Świetne sprawozdanie. Aż mi szkoda, że mieszkam, gdzie mieszkam, a nie w Łodzi. :D Dzięki za ostrzeżenie co do Kokeshi, kto wie, co mi tam Mikołaj będzie usiłował wręczyć. ;] Nie będzie faux pas. A “Szła dzieweczka”… Może jednak ktoś to nagrał? :D Dopóki nie usłyszę, będzie mi się śniło po nocach. ^^~
December 13th, 2008 at 14:15
Pierwszy obrazek z cyklu:
“Where’s Autor”
Ogólnie jak zwykle fajnie :)
Łódź jakoś ostatnio robi się coraz bardziej kulturowym miastem – przynajmniej z tego co czytam tu i tam.
Tylko pozazdrościć.
December 14th, 2008 at 14:43
3v11: a znalazłeś autora? ;-)
December 15th, 2008 at 23:53
Myślę, że tak.
Ten zamyślony i skupiony wyraz twarzy na pewno oznacza, że było niesamowicie ciekawie :)
February 28th, 2009 at 02:25
Małe sprostowanie: Pan Yoshida od dłuższego czasu nie ma nic wspólnego z Towarzystwem Polsko-Japońskim o/Łódź
February 28th, 2009 at 02:27
@Saya
Dziękuję za sprostowanie.
November 24th, 2009 at 21:59
Nie znałam wcześniej Twojej strony, relację zatem czytam równo po roku, po kolejnych Dniach Kultury Japońskiej w Łodzi. I tak się uśmiecham, jak spostrzegawczy jesteś;) Tak, dziewczynka, którą wówczas dojrzałeś, miała lat 4, a prelekcje podobały się jej do tego stopnia, że w tym roku znów się ze mną zabrała.
Pozdrawiam serdecznie.