7 Responses to “Historie z budowy, część pierwsza”

  1. byte Says:

    Uśmiałem się, dzięki :)

    Ale, ale – też kiedyś robiłem fizycznie (kto nie robił, ten nie zna życia, czy jakoś tak). Z polskiego epizodu pamiętam niewiele, ale w Niemczech remontowałem burdel. Dokładnie. Turecki.

  2. 3v11 Says:

    Bo Polak potrafi!
    Naprawdę, najwięksi magicy z jakimi miałem kontakt to budowlańcy/goście od wykończeniówki.
    Copperfield to przy nich tandetny oszust karciany.

  3. CoSTa Says:

    Przednie :)

    Ze sztuczek panów fizycznych: Najemnym pracownikiem w zakładzie kartonażu i tektury będąc, miałem ja i znajomi robole za zadanie ładowanie tirów po brzegi odpadem tekturowym na miejscu dojazdu ważonym. Zadanie dodatkowe: ładować trza było tekturę suchą, czyli o jakieś 1000% lżejszą, niż tektura mokra, która na miejsce dojazdu dojechać miała w wyżej wymienionym stanie. Dopchnąć też trza było co się zowie, by miało co nasiąkać. W środku lata, w największym upale, tektura ładowała się za pomocą między innymi moich ramion mocarnych sucha. Tego samego dnia, w tych samych warunkach pogodowych na miejsce docierała mokrusieńka i ciężka, że bardziej nie można. Zaprawdę powiadam Wam – chuj z ekwilibrystyką na drabinach czy innymi pogromcami Copperfielda. Wywołanie miejscowych ulew to jest dopiero boska moc! Albowiem Polak potrafi…

  4. radek Says:

    Idealny cykl wpisów przed świętami! Przed każdą biesiadą “u cioci na imieninach” czy inszej wigilijnej wieczerzy.

  5. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @Radek

    To sarkazm? Bo mam dziś wyłączone czujniki. ;-)

  6. radek Says:

    @ Emil

    Nie, wprost przeciwnie :) Na każdej rodzinnej biesiadzie, z tej czy innej okazji, takie historie pojawić się muszą. No i mają one swój specyficzny… urok.

  7. Emil Oppeln-Bronikowski Says:

    @Radek

    Ach. Nie uczęszczam na “rodzinne biesiady” więc wydawało mi się, że to szpila. ;)

Leave a Reply