Gdy miałem 16 lat, czułem się zażenowany, widząc głupotę moich rodziców. Teraz mam 24 lata i jestem zadziwiony, jak wiele udało się im nauczyć w takim krótkim czasie.1
Było już zimno. Wracając do domu znalazłem w korytarzu jeża. Próbował uciec na schody, co oczywiście było sprawą przegraną, gdyby Matka Natura chciała żeby jeże śmigały po schodach, dałaby im lepsze kolana. Albo w ogóle jakieś kolana.
Muszę wytłumaczyć czytelnikom, może zdziwionym obecnością jeża w korytarzu, że jako dziecko mieszkałem z rodzicami w bardzo zielonej i oddalonej od blokowisk części Łodzi. Wy mówiliście na to zadupie, a my chodziliśmy polować na bażanty, które czasem łaziły w lasku obok boiska. Od bażanta do kolacji jest rzut kamieniem dosłownie. Rzut kamieniem od obecności bażantów do jeży spacerujących po korytarzach.
Podniosłem go z ziemi i obróciłem w rękach. Był trochę mniej ekscytujący niż te jeże z bajek. Ryj w błocie i zero jabłek na kolcach. Pomyślałem, że żyjąc w kraju socjalistycznym trzeba wyrównać szanse wszystkich, nawet zwierząt. Zabrałem go więc do domu i przekonałem rodziców, że siano dookoła pracującego wina2 będzie idealnym miejscem zimowej drzemki kolczastego faceta bez kolan.
Nie pamiętam już czy to prośba, czy groźba zadziałała, ostatecznie pozwolono mi go przetrzymać przez zimę. Przez jakiś czas sobie łaził (nie pamiętam już czy w dniach, czy w tygodniach liczone), aż wreszcie zasnął. Sprawdzałem co tam u niego słychać dzień w dzień.
Któregoś dnia wróciłem ze szkoły i zobaczyłem, że jeża nie ma! Jak to, no niby już czas żeby wstał! Ale chyba nie wypuścili go beze mnie. Chciałem mu pomachać i miałem jabłka w słoiku na drogę! Dopadłem do Ojca.
“Jeż zdechł, Emil. Sprawdzaliśmy. Ostatnio nic nie jadał, więc zobaczyłem, czy rzeczywiście śpi. Nie spał. Nie ma już jeża.”
Zabiliście mojego jeża! Jak mogliście go zabić. Przecież nie mógł umrzeć. Nie jeż. Nie po to go przynosiłem żeby umierał bez podziękowania!
Podrosłem trochę, nauczyłem się kłamać i pomyślałem, że dużo lepiej byłoby, gdyby mi powiedzieli że go wypuścili.
Podrosłem trochę, oduczyłem się kłamać i pomyślałem, że gdyby mi powiedzieli, że go wypuścili beze mnie, mój żal do nich byłby dużo głębszy i trwał dłużej.
Rodzice, nie kłamcie dzieciom o jeżach.
« WebNotes: czyli markerem po ekranie | Pozostawiony śmierci »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
January 8th, 2009 at 23:54
Zapiszę sobie w delicjach, bo o takich wpisach nie mogę zapomnieć :)
January 9th, 2009 at 00:23
@Adam
A, dziękuję, dziękuję.
January 9th, 2009 at 09:21
Z pozycji rodzica mogę tylko dorzucić – w ogóle dzieciom nie kłamcie. Nie warto.
January 9th, 2009 at 10:36
ładne. niektórzy do etapu III niestety nigdy nie dorastają. albo jakoś po 60tce…
January 9th, 2009 at 10:56
“Wy mówiliście na to zadupie” – dziś powiedzielibyśmy “middle of nowhere”:)
Swoją drogą bloki przyszły Wam pod płot. Niedawno wybrałem się na spacer z Panikkiem Juniorem w tamte rejony. Boisko koło Radka ocalało :)
January 10th, 2009 at 21:06
Dostałem to dzisiaj przed lidla na RSSie. Robisz sie popularny panie Redaktorze :) :
http://soup.lidel.org/post/69606636
January 13th, 2009 at 03:37
http://io-soup-assets.s3.amazonaws.com/asset/0168/2464_498f.jpeg
February 9th, 2009 at 19:01
u mnie na wsi jeże zawsze schodziły się do piwniczki gdzie składowaliśmy jabłka :) Trzeba było pieski pilnować coby nie przeszkadzały w jeżym śnie
A bażant b smaczny jest …