Są ulice, miejsca i ścieżki, które znasz doskonale. Za dnia śmieją się do Ciebie koszmarnymi reklamami, wykonami przez kuzynów właścicieli sklepów, co znają się na grafice i typografii. Za dnia pełne są ludzi i idzie się nimi z pewnością.
Gdy nimi biegniesz, nocą, zamieniają się w labirynt. Neony pływają w kałużach, rzeczywistość istnieje w plamach światła ulicznych latarni. Uciekasz nimi, a dookoła gra muzyka. Coraz szybciej bijące serce: kanał lewy. Coraz krótszy i świszczący oddech: kanał prawy.
Schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni. Jeszcze chwila i będziesz bezpieczny. Trzysta, może czterysta metrów. Zajęty obliczaniem kroków potrzebnych do pokonania tej odległości (uciekać najłatwiej, gdy mózg zajęty jest czymś, co nie jest związane z wszechogarniającym uczuciem paniki) nie słyszysz nawet cichego szczęknięcia.
Śmierć poprzedza, w innym przypadku wyglądający całkiem komicznie, upadek, uczucie ognia w płucach i rezygnacja.
Westchnąłem i zaciągnąłem się papierosem. Głos, gdzieś obok, powiedział: “Prawie się udało”. Wiedziałem, że prawie to za mało. Brzęknęło, gdy maszyna zjadła kolejny żeton. Odpowiedziałem mu: “Tym razem się uda, muszę tylko pamiętać o tym życiu obok śmietnika.”
Zagrała muzyka. A potem: schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową
pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni.
« Jeż | Byōsoku Go Senchimētoru a chein obu shōto sutorīzu abauto zea disutansu »
Dotarłeś do końca. Czas na nową przygodę.
Eri pokonuje korporacje ołówkiem. Czerski, Piotr dziwi się światu. Waglowski prawi o prawie. Maciej występuje w roli służbisty ateistyczno-sceptystycznej religii. Patryk maca się z technologią. Gadżety, piwnice i trywialne informacje w tę stronę.
Są też tacy, którzy gadają. O filmach, grach, scepty-cyźmie, japońskich bajeczkach.
January 12th, 2009 at 09:15
Ah te maszyny.
Przegrałem pewnie w sumie ze 100++ złotych na Metal Sluga i Tekkena.
To były czasy. Każde życie na wagę złota (dosłownie), no i sama satysfkacja wygrywania.
Dzisiaj takich gier już nie ma.
January 12th, 2009 at 09:26
Prawie jak tekst o kursie franka. Skoki, upadki, ogień w płucach, rezygnacja.
January 12th, 2009 at 09:59
Too much of Mirror’s Edge?
Nieee, Mirror straszy sterylnością.
BTW – Opi grywasz w coś czasami? Czy juz kompletnie spiernikowiałeś?
January 12th, 2009 at 10:04
@CoSTa
Nie, to nie jest na kanwie żadnej z gier. Taka pisanina.
Spierniczałem? Mnie się odwróciło. Znów oglądam anime i gram. Ostatnio strzelam namiętnie w Left 4 Dead (zobacz tytuł notki), Half-Life 2 (bardzo się mnie podoba), kupiłem Bioshock, którego demo mnie rozwaliło. Do tego czasem poganiam w DoD: Source. No i ProEvo Soccer.
January 12th, 2009 at 11:31
@Opi
A bo kurna się skojarzyło z bieganiem po dachach :)
Xboxa nie mam i Left 4 Dead to tylko marzenie (fakać exclusivy). A Bioshocka zazdroszczę – spłukałem się na święta i minie jeszcze z kwartał zanim kupię. A przejść muszę, atmosfera jak z System Shocka 2 po prostu rozwala.
Ufff, no to mnie uspokoiłeś :)
January 12th, 2009 at 18:43
L4D bardzo ciekawe, grałem w Bete (niestety na moim poczciwym laptopie FPSy były dramatycznie niskie) i całkiem mi się podobała – jak rozwiązano kwestie “zakończenie” fabuły?
Bo z tego co wywnioskowałem gre podzielono na chaptery, po których ukończeniu gra się.. kończy. No jasne, wyższe poziomy trudności ale mimo wszystko to nie to samo. Jakiś edytor poziomów czy scenariuszy jest dostępny?
Uf.
January 12th, 2009 at 19:46
To chyba niekoniecznie Twoje klimaty Opi, ale czytajac te notkę przypomnial mi sie kawalek Kalibra 44 – Psychoza…
January 12th, 2009 at 21:39
@wzs
http://bazyl69.wrzuta.pl/audio/1LVaXB20qC/kaliber_44_-_psychoza ten?
Posłucham.
January 12th, 2009 at 21:41
@3v11
Udana ucieczka samolotem. Każdy z czterech epizodów jest jak film.