Używam Ubuntu od początku. Hardy Heron, wersja 8.04, może być moją ostatnią próbą “pogodzenia się” z tą dystrybucją. Coraz częściej czuję, że ilość ułatwień utrudnia mi pracę. Weźmy taki Network Manager. Zacny to aplet. Obsługuje połączenia kablowe, WiFi. I integruje się z aplikacjami! Cud. Szkoda, że u mnie nie działa. Dwa razy w życiu udało mi się zmusić go do połączenia z domowym WiFi. Wpisywanie ‘iwconfig’ powoduje uzyskanie połączenia w 100% przypadków.
“No to wpisuj sobie i nie marudź!”
Nie marudziłbym, gdyby NM nie był spięty z aplikacjami sieciowymi. Jeżeli nie masz wyklikanej sieci, to Pidgin Ci się nie połączy przy logowaniu. Ani Evolution. Trzeba ręcznie przejść w tryb online.
Oh, nie działa też na PPP, więc Twój modem i karta GPRS-owa nie jest kwalifikowanym dostarczycielem sieci.
Następną sprawą jest 6 miesięczny cykl wydawniczy. Zacne to, że developerzy Ubuntu dostarczają Nam świeżych aplikacji. Mniej zacny jest fakt niestabilności niektórych programów. GNOME miewa wydania typu “yawn”1 ale Ubuntu — będące związane timeline z wydaniami GNOME — dorzuca resztę aplikacji i wydaje system mimo tego. Dostajemy wtedy dwa-trzy nowe funkcjonalności w GNOME, nowy kernel i często — regresje w oprogramowaniu. Ile razy ćwiczyłem już: “w poprzedniej wersji działało, WTF?“. Karty graficzne, WiFi, hibernacja, instalator.
Gdyby wydawali co rok może znalazłby się czas na doprowadzenie do stanu, gdzie nowa wersja rzeczywiście jest warta inkrementacji numerków.
Ubuntu, jako całość, wygląda świetnie. Dużo ludzi, dużo tekstów wspomagających codzienną walkę z problemami, ładna infrastruktura Launchpad. I te cholerne, malutkie kamyczki w butach, przez które nie można chodzić.
“Inne dystrybucje też mają błędy!!11 Odwal się od Ubuntu, frajerze!1@”
Inne dystrybucje też mają błędy. Niektóre są jednak wypolerowane, że świecą się jak psu jajca (Debian Stable), inne znów — dzięki swojej prostocie — pozwalają objąć głową powstały problem.2
Parafrazują trochę — “Z wielkim hajpem przychodzi wielka odpowiedzialność” — nadużywanie przymiotników “najlepszy“, “najłatwiejszy“, “najzajebistszy” powoduje, że wymagania rosną. Jeżeli na serio podbijamy biurka tych wszystkich frajerów, co używają jeszcze OS X i Windowsa3 i — pożal się boże — AmigaOS to raczej nie jest dobrze naprawić w 2008 buga zgłoszonego przeze mnie w 2005 w sprawie GDM-a odpalającego się w złej rozdzielczości. Ani tego, że Evo zdechnie Ci z kalendarzem, a KMail nie umie pokazać dobrze list-view z e-mailami.
Czy 8.04 — będące bądź co bądź LTS-em — zaskoczy mnie i wreszcie dobije jakością do pierwszych wydań Ubuntu? Zobaczymy. Właśnie wyszła beta.
Można ją pobrać od ręki i samemu się przekonać4 jak się nowe “Obonto” sprawuje.
Czytając releasenote:
No cóż, ten e-mail o becie nie był zbyt porywający. Ale tego oczekiwałbym od LTS. Tego i w miarę komfortowej pracy przez rok czy dwa.
March 21st, 2008 at 7:13 am
Nieee, Nautilus i Finder to dwa różne światy, zapewniam.
March 21st, 2008 at 7:32 am
No ja mam dość podobne odczucia w stosunku do Ubuntu. Ale u mnie NetworkManager działa bez zarzutu ;) Choć miałem problemy ze skonfigurowaniem go dla karty wifi na USB dostarczanej z neo. Tutaj wręcz poległem, ale zainstalowałem innego managera (WICD) który sobie doskonale poradził. Może też wypróbuj? :)
March 21st, 2008 at 9:11 am
@Byte oby dwa mi nie pasują, więc są dla mnie identyczne :)
@MySZ a gada do tych samych usług, tj. Pidgin “widzi” sieć?
March 21st, 2008 at 12:35 pm
Eee tam Opi, przesadzasz. To tylko system, jak każdy inny. Superstabilny Debian też wkurza, kiedy okazuje się, że jakiś patent ułatwiający życie jest dostępny, ale w repozytoriach trzeba nieco zmienić stringa “stable” na “testing” czy - o zgrozo - “unstable”.
Olać to. Jak się system nie sprawdza, to trza zmienić. Jak się sprzęt nie sprawdza - czas kupić nowy. Jak wszystko się pitoli, czas kupić konsolę i zrobić coś fajnego ze swoim czasem. Ta przynajmniej pochodzi sprawnie. Przynajmniej w teorii…
Bycik ma rację - Finder i Nautilus to dwie różne rzeczy.
March 21st, 2008 at 2:05 pm
Da, bez problemu :)
March 21st, 2008 at 2:56 pm
Dzięki, zbadam dziś.
March 21st, 2008 at 5:32 pm
Jesli chodzi o NetworkManagera, ubuntu doskonale dziala bez niego. Ja nie uzywam - ustawienia mam wpisane na sztywno w /etc/network/interfaces. Nic to nie psuje. Co do pidgina, moze oprocz networkmanagera, musialbys pozbyc sie tez Avahi (wywalajac wpis o nim tez z /etc/nsswitch.conf, tak by miec w nim linie “hosts: files dns”.
Co do samego NM, fajny bajer - testowalem - ale wciaz uciazliwy (np. jesli juz zapamietal haslo, to potem pytal o haslo do zbioru hasel, w ktorym je zapisal - przy kazdym logowaniu - masakra!)
Coz, przeszedlem z powrotem na polaczenie kablowe i zapomnialem o jakiejkolwiek zabawie z WiFi ;)
March 22nd, 2008 at 12:12 am
Używam Debiana Sid od niepamiętnych czasów i rzadko kiedy sprawia jakieś problemy (przynajmniej te większe). Network Manager działa od dłuższego czasu z buta - kabel Eth, WiFi a także telefon komórkowy na USB.
Przed Ubuntu powstrzymuje mnie jego automatyka, a raczej automagia, która czasami przeszkadza w zrobieniu czegoś po swojemu.
Może warto zainteresować się Debianem. Jeżeli nie Sid, to przynajmniej testing (w tej chwili jest to Lenny). Można także zrobić mieszankę testing z unstable (inne kombinacje również dozwolone).
March 22nd, 2008 at 7:58 am
@madman dzięki za podpowiedzi, zbadam sprawę dalej.
@yZZuF Debiana używam ‘od zawsze’ (8 lat?) więc znane są mi jego zalety i wady. Stąd też wzięło się u mnie Ubuntu. Proces wydawania Etcha przechodził powoli z stadium dowcipu w kompromitacje.
A może Maka sobie kupić?
March 22nd, 2008 at 9:10 pm
Opi:
Za nic nie rób sobie tego. Mak jest dobry dla mnie. Ty wyrzucisz toto przez okno po jakichś piatnastu minutach :)
March 22nd, 2008 at 11:15 pm
Opi: albo wypolerowanie albo Ubuntu… :P
Mak jest fajny dopóki nie będziesz chciał czegoś zmienić pod siebie, ale jest to podobno system w którym się zakochujesz i nic nie chcesz zmieniać, bo uważasz, że Steve Jobs jest prawdziwym prorokiem. ;-)
March 26th, 2008 at 9:15 am
yZZuF:
Nieprawda. Nie chcesz nic zmieniać bo nie masz na to czasu - fangirlki robią ci cięgiem loda i nie masz kiedy myśleć o duperelach :)