Archive for the 'Wiadomości' Category

Nie idź do kina (to szatan wysyła e-maile)

Hipotetyczna sytuacja: wrzucasz na Blipie informację, że masz więcej biletów i czy ktoś chce się wybrać na film. Zgłaszają się ludzie, idziecie i oglądacie.

Druga sytuacja: piszesz na blogu, że wykupiłeś bilety na Iron Mana i urządzasz specjalny przedpremierowy pokaz. Czytelnicy za marnego dolara mogą zamówić swój bilet. Wszystko wygląda ślicznie, do dnia, w którym dostajesz C&D od prawników Marvela.

Następnym razem gdy zaprosisz kogoś do kina (czy jesteś dystrybutorem filmu?), postawisz mu kolejkę (masz zezwolenie na handel alkoholem?), obiad (zaświadczenie z SANEPID-u?) pamiętaj, że komuś może się nie podobać to, że mu płacisz!

Idę do biura “podystrybuować” trochę wiedzy z współwięźniami, ale nie mówicie nikomu, jeszcze mnie jakaś encyklopedia pozwie — wiedza też jest wartością jednostanowiskową.

Hans Reiser uznany winnym

Hans Reiser, autor znanego systemu plików dla Linuksa, został uznany winnym w procesie o zabójstwo byłej żony, Niny Reiser. Proces był poszlakowy: nie ma świadków zbrodni, ciała, miejsca zbrodni. Kara przewidziana za morderstwo pierwszego stopnia to 25 lat do dożywocia.

Dokładniej o tym Wired.

Ubuntu 8.04 — jak oni kodują (na lodzie)

Przed chwilą rozległa się dobrze znana (użytkownikom Windowsa) melodyjka. Tim-dim-dim-DIM. Otworzyłem oczy i pomyślałem do siebie:

  1. Po słuchaniu metalu przed spaniem należy wyregulować poziom głośności z ’szatan’ na ‘nagłośnienie biurowe’
  2. Czas wstać, skoro już o czymś pomyślałem i się nie spociłem
  3. Ubuntu 8.04 skończyło się ściągać, a µTorrent zamknął komputer

Nie mogę jeszcze zainstalować Ubuntu 8.04 na poważnie. Aktualizacja laptopa to bardzo poważny krok i z pewnością poczeka na długi weekend. Na szczęście odpaliłem jakiś czas temu komputer, który kiedyś zakupiłem do biura, podwójnym szczęściem jest, że posiada on system Windows — więc będę mógł spróbować jak zachowuje się nowy instalator Ubuntu.

Co jest takiego cudownego w nowym instalatorze? Podobno pozwala instalować Ubuntu z Windowsa w sposób bezpieczny dla neofitów. Plikopartycja, żadnych GRUB-ów i tym podobne. No to nie pozostaje mi nic innego, jak odpalić płyty.

Po zamontowaniu płyty ukazuje się nam proste menu wyboru (w naszym języku, plus za to) pozwalające nam odpalić LiveCD, zainstalować Ubuntu “wewnątrz” Windowsa (co przetestujemy) i skorzystać z dostępnych na sieci informacji o systemie.

Po wybraniu instalacji w systemie Windows pojawia się okno pozwalające wybrać podstawowe parametry instalacji. Docelową partycję, nazwę użytkownika, język, rozmiar plikopartycji i środowisko graficzne. Kolejny wielki plus za dobranie rozsądnych ustawień na start. W combo-boksie dostępne są tylko partycje z wystarczającą ilością miejsca na instalację, język i login pobierane są z systemu Windows. Można spokojnie zapaść na syndrom ‘Next’ i niczego nie zepsuć.

Na razie jestem pod wrażeniem. Czy wciśnięcie “Zainstaluj” nie popsuje tego listu miłosnego? Dowiedz się więcej wysyłając SMS-a z hasłem…

Kopiowanie danych trwało około trzech minut po czym instalator poprosił o wykonanie resetu celem wprowadzenia końcowych zmian. Pozwoliłem mu się zresetować. Po przejściu przez BIOS komputer wyświetlił boot-manager dostępny standardowo w Windowsie, z dodatkową opcją “Ubuntu” — wybrałem ją — po chwili przywitał mnie podkład i maleńkie okienko z paskiem postępu.

Więc to jednak nie był koniec. ;-) Po resecie Ubuntu rozpoczyna proces nieinteraktywnej instalacji. Partycjonuje dyski, instaluje pakiety, ściąga poprawki (bardzo dobre, zawsze startujesz z połatanego systemu) i słowniki/tłumaczenia dla Twojej wersji językowej. Całość zajęła około dwudziestu minut lub pół kawy w dużym kubku.

Oczywiście, pomyliłem się. GRUB jest. Więcej, teraz jest bootmanager Windowsa, który uruchamia GRUB-a, który wczytuje kernel. Myślałem, że będzie to jakoś inaczej rozwiązane, ale nie będę narzekał, póki działa.

Po zainstalowaniu system zresetował się, a ja znów kazałem mu wrócić do Ubuntu. Pierwszy zgrzyt splash wygląda jak PRL po LSD. Szary i małe kolorowe paski. No nic, zobaczymy. Dotarłem do GDM-a1 — podałem nazwę użytkownika, hasło, zagrał sampel, ekran zrobił się czarny.

“Analog? Digital? Analog? Digital? Analog? GDM!”

Eee. Co się stało. Kolejna próba, kolejny zwis. Próbuję przełączyć się na TTY2 — nic z tego, efekt podobny do bootsplasha. Oczywście winne są sterowniki do grafiki, tylko nie bardzo wiem, co z tym fantem zrobić. Przełączam sesję na tryb awaryjny GNOME i o dziwo loguje się bez problemu. Właśnie zainstalowałem binarne sterowniki do ATI i dam się zresetwać systemowi. Za chwilę dalszy ciąg programu.

(Wstaw irytującą melyjkę jak na infolinii)

Splashowi się nie poprawiło. System ruszy poprawnie z binarnymi sterownikami do ATI. Jako miły dodatego automatycznie włączyła się kompozycja 3D z kilkoma niezbyt uciążliwymi efektami.3

No, ale to nie miało być o Ubuntu, tylko o instalacji Ubuntu nowym instalatorem.

Plusy:

  • Bardzo dobrze zaprojektowany interface po stronie Windowsa
  • Automagiczna instalacja, która zajmuje kilkanaście minut
  • Działa.

Minusy:

  • Blanker podczas instalacji — możecie powiedzieć, że się czepiam, ale gdybym zobaczył czarny ekran podczas instalacji, to z pewnością skoczyłoby mi ciśnienie
  • Jeżeli nie potraficie przewidzieć ile potrwa operacja, nie podawajcie czasu zakończenia. Czułem się jak w świecie, gdzie obowiązuje jedna-standardowa-minuta-Microsoftu (trwa od 20 sekund do kilku dni)

Linuksa używam ponad siedem lat. Gdyby we wszystkich elementach interakcji z użytkownikiem przeszedł podobny rozwój, jak ma to miejsce w procesie instalacji, to dawno zdetronizowałby Windowsa. Na szczęście nie zdetronizował i jeszcze chwilę mogę pocieszyć się ostatnimi promieniami słoneczka elitaryzmu. Instaler taki jak ten to pełne zaćmienie słońca (patrzeć przez zadymioną szybkę)

  1. dla nieznających Ubuntu, to program zarządzający logowaniem się do systemu []
  2. czyli na wirtualną konsolę []
  3. bujanie i kostka są dla mnie uciążliwe []

Nie jedź do Stanów (zwłaszcza z laptopem)

Kraj Wolności znów podkreślił swoją wyjątkową pozycję i odrębność. Sąd odrzucił apelację Michaela Arnolda, którego w 2005 zatrzymano na granicy i którego laptopa przeszukano, co skończyło się ujawnieniem pedofilskich fotek. Przeszukiwanie urządzeń takich jak laptop zostało uznane za tak samo legalne, jak przeszukanie walizki, oglądanie zdjęć, materiałów wideo i papierów, które możesz mieć w kieszeni podczas kontroli.

Kontrolujący Cię pracownik nie musi mieć powodu1 do rozpoczęcia procedury przeszukiwania laptopa. Dlaczego mam problemy z taką procedurą?

Laptopy zawierają wiele danych. Tak wiele, że nawet ja — dość dobrze znający swój system — muszę chwile pomyśleć nad tym ile ciekawych rzeczy można na mnie zdobyć mając dostęp do mojego laptopa.

  1. Wszelkiej maści logi pozwalające na stwierdzenie gdzie byłem (IP przyznane z DHCP), czy oglądałem zdjęcia (montownie karty SD), czy logowałem się na laptopa z innego komputera
  2. Pocztę elektroniczną. Dużo poczty.
  3. Ciasteczka, logi przeglądarki, cache przeglądarki
  4. Moją pracę: kod różnych systemów
  5. Dane klientów: bzy danych, których używam w rozwojowych wersjach systemów
  6. Dokumenty, notatki, umowy, dane księgowe
  7. Hasła zapisane w menadżerze haseł

Ja wiem jak świetnym straszakiem są hasła ‘pomyślcie o dzieciach’ i ‘terroryzm!’, ale nie mogę zrozumieć jakim prawem — za jednym zamachem — szeregowy pracownik może zyskać legalnie dostęp do takiej ilości informacji.

O ile w przypadku zdjęć czy notatek w ‘analogowej’ formie przeszukujący ma małe szanse na spożytkowanie wszystkich informacji, to w przypadku danych cyfrowych — i możliwością kopiowania ich na granicy — dane można analizować na długo po tym, jak postawisz stopę w Stanach. Nawet jeśli nic na Ciebie nie znaleziono.

Zdarzały się też przypadki w których odprawianym osobom zatrzymywano laptopa do kontroli i obiecywano odesłać później. Kopiowano też zawartość iPodów.2

Takie przepisy powoduj, że już nie tylko moja prywatność jest mocno zagrożona, zagrożone są także informacje mojej firmy i moich klientów. Ja nie będę miał problemu z zostawieniem danych w Polsce, użyciem SSL, mocnej kryptografii i zabezpieczeniem się na różne sposoby. Wiele technologicznie nieświadomych osób, podróżujących z danymi ważnymi dla mnie, może paść ofiarą “bezpieczeństwa narodowego”.

Decyzja sądu jest dostępna w tym dokumencie.

Piotr ‘VaGla’ Waglowski napisał notatkę o wzmożonej kontroli na granicach USA i protestach organizacji zajmujących się prawami człowieka.

  1. chyba, że jesteś czarny albo w chuście, wtedy ma powód od razu []
  2. Co na to RIAA? Przecież to piractwo, tak przegrywać legalnie zakupioną muzykę w iTunes []

JavaScript (a raczej ECMAScript) po stronie serwera

JavaScript kojarzy nam się głównie z window.open, który był przez wielu uznawany za najlepszy sposób nawigacji po stronie w latach dziewięćdziesiątych, modyfikacji drzewa DOM na początku nowego milenium i XMLHttpRequest(); popularnie nazywanego WebDwaZero.

ECMAScript powoli zaczął spełniać rolę uniwersalnego języka skryptowego (pisanie kontrolek do rozmaitych dashboardów, skryptów we Flashu, jako klej między aplikacjami) — a dziś można go używać jako języka skryptowego odpalanego po stronie serwera.

Ale jak to, zapytacie?

Hakerzy — Ash Berlin i Tom Insam — napisali mały proof-of-concept, moduł JS dla serwera Apache. Oto kod (długość pozwala przeczytać go “do kawy”) i strona projektu z kawałkiem przykładowego kodu.

Czego to ludzie nie wymyślą, prawda? Karty perforowane po stronie serwera, nadchodzę!

Bardzo ładnieście tu napisali — a to jest mój środkowy palec

Firma Monster Cable, słynąca z produkcji osprzętu dla audiodebili (wygrzewarki do kabli, kable po setki dolarów za sztukę, rynienki w których kładzie się kabelki, wykończonym złotem kabli zasilających wtykanych do kontaktu) wysłała list do innego producenta kabli — firm Blue Jeans. List zawierał dobrze nam znane stwierdzenia: łamiecie nasze patenty, nasze znaki towarowe, szkodzicie marce, pozwiemy was! (wstawić śmiech z dna piekła)

Kolejny przykład gdy mały jest popychany przez dużego. Nastąpił jeden problem. CEO Blue Jeans jest z zawodu prawnikiem i przygotował piękną odpowiedź, którą powinniście sobie przeczytać. Tak, jest długa. Dobra szkoła ucierania nosa ludziom, którzy myślą, że sama groźba starczy abyśmy się posikali ze strachu.

After graduating from the University of Pennsylvania Law School in 1985, I spent nineteen years in litigation practice, with a focus upon federal litigation involving large damages and complex issues. My first seven years were spent primarily on the defense side, where I developed an intense frustration with insurance carriers who would settle meritless claims for nuisance value when the better long-term view would have been to fight against vexatious litigation as a matter of principle. In plaintiffs’ practice, likewise, I was always a strong advocate of standing upon principle and taking cases all the way to judgment, even when substantial offers of settlement were on the table. I am “uncompromising” in the most literal sense of the word. If Monster Cable proceeds with litigation against me I will pursue the same merits-driven approach; I do not compromise with bullies and I would rather spend fifty thousand dollars on defense than give you a dollar of unmerited settlement funds. As for signing a licensing agreement for intellectual property which I have not infringed: that will not happen, under any circumstances, whether it makes economic sense or not.

Sabotaż!

Najbardziej podobają mi się gry w które już grałem. To na zasadzie reminiscencji — jak ma mi się podobać gra, w którą jeszcze nie grałem?

Autorzy serwisu Retrosabotage wpadli na świetny pomysł. Weźmiemy gry, które te stare pryki przyszli potencjalni klienci kochają i dodajmy im jakiś innowacyjny pomysł. Zamiast niszczyć — buduj! Tak, w ich wersji Breakouta budujesz paletką szeregi klocków, które faszystowskie piłeczki Ci niszczą. Może Space Invaiders?1 Tam zawsze mogłeś być zwycięzcą — starczało pewne oko i ręka. Tu jest kilka wersji, a mój ulubiony remiks spowoduje, że poczujsz się jak zaszczuty (w kosmosie) pies (z kilku pikseli).

Autorzy strony robią sobie oczywiste żarty z tych gier — dla odmiany poważnie potraktowali Ponga, którego wersja 3D jest bardzo ładna i chyba wolę ją od oryginału.

Ogólnie — idealny kwadrans z komputerem!

  1. Idę szukać jakiejś normalnej wersji tetj gry, z chęcią bym spróbował, czy jeszcze trafię UFO []

Ubuntu 8.04 — Moja ostatnia nadzieja w postaci ISO

Używam Ubuntu od początku. Hardy Heron, wersja 8.04, może być moją ostatnią próbą “pogodzenia się” z tą dystrybucją. Coraz częściej czuję, że ilość ułatwień utrudnia mi pracę. Weźmy taki Network Manager. Zacny to aplet. Obsługuje połączenia kablowe, WiFi. I integruje się z aplikacjami! Cud. Szkoda, że u mnie nie działa. Dwa razy w życiu udało mi się zmusić go do połączenia z domowym WiFi. Wpisywanie ‘iwconfig’ powoduje uzyskanie połączenia w 100% przypadków.

No to wpisuj sobie i nie marudź!

Nie marudziłbym, gdyby NM nie był spięty z aplikacjami sieciowymi. Jeżeli nie masz wyklikanej sieci, to Pidgin Ci się nie połączy przy logowaniu. Ani Evolution. Trzeba ręcznie przejść w tryb online.

Oh, nie działa też na PPP, więc Twój modem i karta GPRS-owa nie jest kwalifikowanym dostarczycielem sieci.

Następną sprawą jest 6 miesięczny cykl wydawniczy. Zacne to, że developerzy Ubuntu dostarczają Nam świeżych aplikacji. Mniej zacny jest fakt niestabilności niektórych programów. GNOME miewa wydania typu “yawn1 ale Ubuntu — będące związane timeline z wydaniami GNOME — dorzuca resztę aplikacji i wydaje system mimo tego. Dostajemy wtedy dwa-trzy nowe funkcjonalności w GNOME, nowy kernel i często — regresje w oprogramowaniu. Ile razy ćwiczyłem już: “w poprzedniej wersji działało, WTF?“. Karty graficzne, WiFi, hibernacja, instalator.

Gdyby wydawali co rok może znalazłby się czas na doprowadzenie do stanu, gdzie nowa wersja rzeczywiście jest warta inkrementacji numerków.

Ubuntu, jako całość, wygląda świetnie. Dużo ludzi, dużo tekstów wspomagających codzienną walkę z problemami, ładna infrastruktura Launchpad. I te cholerne, malutkie kamyczki w butach, przez które nie można chodzić.

Inne dystrybucje też mają błędy!!11 Odwal się od Ubuntu, frajerze!1@

Inne dystrybucje też mają błędy. Niektóre są jednak wypolerowane, że świecą się jak psu jajca (Debian Stable), inne znów — dzięki swojej prostocie — pozwalają objąć głową powstały problem.2

Parafrazują trochę — “Z wielkim hajpem przychodzi wielka odpowiedzialność” — nadużywanie przymiotników “najlepszy“, “najłatwiejszy“, “najzajebistszy” powoduje, że wymagania rosną. Jeżeli na serio podbijamy biurka tych wszystkich frajerów, co używają jeszcze OS X i Windowsa3 i — pożal się boże — AmigaOS to raczej nie jest dobrze naprawić w 2008 buga zgłoszonego przeze mnie w 2005 w sprawie GDM-a odpalającego się w złej rozdzielczości. Ani tego, że Evo zdechnie Ci z kalendarzem, a KMail nie umie pokazać dobrze list-view z e-mailami.

Czy 8.04 — będące bądź co bądź LTS-em — zaskoczy mnie i wreszcie dobije jakością do pierwszych wydań Ubuntu? Zobaczymy. Właśnie wyszła beta.

Można ją pobrać od ręki i samemu się przekonać4 jak się nowe “Obonto” sprawuje.

Czytając releasenote:

  • Nowy klient BiTorrenta
  • Nowy klient VNC
  • Jakiś programik do budowania DVD
  • Poprawki do Nautilusa (moim skromnym zdaniem Nautilus jest idealnym klonem Findera, obu nie potrafię używać i nie ma na to poprawki)
  • AppArmor (przynajmniej nie cierpią na syndrom NIH)
  • KDE 3.5.9, GNOME 2.22, OpenOffice.org 2.4.0rc2, X.org 7.3

No cóż, ten e-mail o becie nie był zbyt porywający. Ale tego oczekiwałbym od LTS. Tego i w miarę komfortowej pracy przez rok czy dwa.

  1. dla mnie większość, ale ja już tak mam []
  2. Slackware, CRUX []
  3. dla frajerów bez wyczucia ironii, to ironia, frajerzy []
  4. co zresztą robię. Dlaczego torrent ma tylko 10 seedów, nie wiem []

My God, it’s full of stars

Behind every man now alive stand 30 ghosts, for that is the ratio by which the dead outnumber the living.

Wstęp do Odysei Kosmicznej 2001, Arthur C. Clarke

Dziś w nocy w wieku lat 90 zmarł Arthur C. Clarke — pisarz, który całe swoje życie patrzył w gwiazdy. Kolejna osobistość SF, po Iassacu Asimovie, Philu K. Dicku i Lemie, która pozostawiła po sobie książki tak ważne, że nie wyobrażam sobie półki bez nich.

Nasz malutki świat stał się jeszcze mniejszy.

Rzeczy (podstawowe), które warto wiedzieć o typografii

Nie jestem specem od typografii. Lubię patrzeć na ładnie poskładane rzeczy i czytać ludzi, którzy się na tym znają. Teksty o typografii zwykle powodują, że w głowie odzywa mi się cichutki głosik — “Amm, to ma sens! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem?

Chłopcy-webowcy są szczególnie na bakier z tą sztuką. Specjalnie dla nich serwis ILoveTypography przygotował mały przewodniczek opisujący kilka zasad typografii przydatnych dla webmasterów.

Życzymy miłej lektury i mamy nadzieję, ze z czasem sieć będzie pełna wymuskanych projektów, gdzie wszystko gra jak w stuletniej gazecie.