Trzy ThinkPady, trzy historie odciśnięte na pokrywach LCD. Który z nich może być mój?1 Nagród nie wyślemy pocztą.
July 1st, 2008 · Tags Pan ma teraz relaks | 24 Comments »
Jestem fanem, nie — fanatykiem — serii przygód niezbyt udanego pirata1 Guybrusha Threepwooda. “Secret of the Monkey Island” oraz “Secret of the Monkey Island 2: LeChuck’s Revenge” ukończyłem jeszcze w czasach, gdy nie musiałem się golić. Nadal z wielką przyjemnością odpalam sobie ScummVM i klikam po znajomych miejscach, czytam te same dowcipy i nadal się z nich śmieję.
Ba, po tylu latach nadal odkrywam rzeczy, które wcześniej przeleciały mi nad głową.
Wczoraj w nocy stwierdziłem, że chyba coś mi uciekło. No i oczywiście przypomniałem sobie o “Curse of Monkey Island” — części na którą się zawsze śliniłem, a w którą nigdy nie dane było mi zagrać, bo byłem wtedy jeszcze amigowcem.2 Szybkie wyszukiwanie w Allegro i już idzie do mnie paczuszka z pudełkiem pełnym czarów LucasArtu. Nie mogąc się doczekać postanowiłem pooglądać jak wygląda gameplay w “Klątwie”. Wygląda bosko.
Na końcu znalazłem coś, co mnie rozbiło: pięciominutową animację pokazującą historię z pierwszej części gry. Samo mięso, sam śmiech. Każdy, kto zna tę grę musi to zobaczyć. Nie ma wymówek.
Nie zapraszajcie mnie w weekend na imprezy. Będę na Małpiej Wyspie. :-D
June 30th, 2008 · Tags Pan ma teraz relaks, µGeek | 2 Comments »
W dniach 24 i 25 czerwca, w Szczyrku, odbyła się konferencja Democamp, na której miałem przyjemność gościć. Sama impreza była wręcz przepełniona wydarzeniami i wprost nie mogę nie napisać kilku słów raportu.
Swoją podróż na imprezę rozpocząłem w poniedziałek, tak żeby mieć czas pozwiedzać zanim zacznie się część oficjalna. Na moje szczęście na miejscu byli też już organizatorzy (Adam, Kuba, Paulina, Wiktor) i mogłem pozwiedzać lokalne knajpy w doborowym towarzystwie. W ramach sportowego współzawodnictwa rozegraliśmy turniej w trambambulę i ping-ponga. Tak minął dzień zero.
Dzień pierwszy to śniadanie, moje pierwsze podejście pod górę1 no i ostatecznie wybiła godzina, w której rozpoczęto serię prezentacji. Zanim jednak oddano mikrofon prelegentom mieliśmy okazję wysłuchać krótkich wystąpień organizatorów nowych spotkań *camp: krakowskiego Krakspotu, olszytńskiego Olcampu i jeśli mnie pamięć nie myli, przedstawiciela Szczecina. Niestety, moja pamięć uległa tutaj jakiemuś uszkodzeniu i nie mogę zdradzić detali, ani czy w ogóle ta sprawa miała miejsce.

Serię prezentacji rozpoczął Dominik Koza, razem z pomagającym mu (występującym jednocześnie w roli kamerzysty) z doskoku Maciejem Budzichem. Tematem był Kodeks Blogerów – rzecz mocno aktualna zważywszy na coraz większe zainteresowanie firm reklamowaniem swoich produktów i usłuch przy użyciu „nowych mediów”. Dominik opowiedział pokrótce historię powstania samego Kodeksu, oraz to, które dziedziny z życia blogera ma on regulować. Chodzi głównie o etykę w pisaniu o produktach, stosunek marketerów do blogerów (padło wiele przykładów – tak od prezentujących jak i z sali), a całość przesłania podsumował Maciej używając trzech prostych do zrozumienia słów „Nie kłam, kurwa”.

Zaczęliśmy od miękkiego prawa — „etyki” — potem mikrofon przejęli Marcin Błaszyk i Tomek Olech, prawnicy z Kancelarii Prawnej Renata Urowska i Wspólnicy i zabrali się za tłumaczenie nam o ochronie danych osobowych w sieci. Prezentacja bardzo zajmująca, pełna ważnych informacji dla każdego, kto ma bazę danych pełną e-maili i adresów IP. Dostało się trochę nam – programistom – za pewne olewactwo gdy chodzi o pracę z danymi osobowymi, dostało się trochę twórcom prawa, którzy bezrefleksyjnie implementują dyrektywy Unii Europejskiej, tworząc przepisy kłopotliwe, zbyt wymagające, lub nie chroniące rzeczy naprawdę ważnych.2 Pytań o różne niuanse prawa było więcej niż czasu, a ich zakres szerszy niż prezentacja, dopisałem więc za przyzwoleniem Adama na tabliczce z planowanymi sesjami unconference „Marudzić prawnikom”. Zarówno Tomek jak i Marcin dawali się przepytywać żądnym wiedzy (i pewnie skąpym;) uczestnikom Democampu w kuluarach.

Potem „wystąpiłem” ja.

Po mnie na scenę wskoczył Kuba Filipowski z wykładem o Enterprise 2.0, czyli co korpo może zabrać z tego całego webdwazerowego grajdołka. Czy warto sprzedawać aplikację SaaS, która wygląda jak Facebook lub Nasza Klasa? Kto potrzebuje audytów ISO i czy w ogóle.

Kuba oddał mirofon Michałowi Śliwińskiemu, autorowi aplikacji Nozbe wspomagającej zarządzanie czasem i projektami. Tę prezentację powinien zobaczyć każdy programista, który ma o marketingu takie pojęcie, jak ja. Na przykładzie własnego projektu (i trochę zahaczając o niejakiego Piotra M.) Michał opisał co warto zrobić, by zaistnieć ze swoim projektem, czy i jak warto się chwalić, jak „spamować” użytkowników, żeby byli chętni wydać te kilka dolarów na konto premium. Mnie najbardziej poruszyło proste stwierdzenie, które padło pod koniec wystąpienia — „Kochajcie swoją aplikację”. Takie proste, a jednak trudne, prawda? Bo jak już ją kochacie, to będziecie potrafili powiedzieć użytkownikom, jakie płyną zyski z jej używania, no i będziecie się w stanie nią szczerze chwalić.

Ze sceny powiało lekkim wiaterkiem niosącym przyszłość – to Michał Małyszko wprowadzał nas w problemy, technologie i potencjalne możliwość wiążące się z mobilną telewizją, oraz obecny stan wdrożeń w Polsce. Prezentacja wywołała automatycznie dyskusję wśród słuchających — „Czy Internet nie zastąpi telewizji”, „WiFi czy kabel, a może stara infrastruktura?” — dlatego też temat trafił na tablicę z tematami dla sesji unconference.

Ostatnią prezentacje przeprowadził Tomek Kolinko, jeden z programistów projektu szuku.pl – Szuku to wyszukiwarka ludzi, posługująca się danymi zgromadzonymi w sieci (rozmaite rejestry, aplikacje społecznościowe), która pozwala nam zweryfikować naszą randkę, partnera w biznesie i poszukać ewentualnych brudów na nielubianego blogera. Niestety, zgodnie z prawami rządzącymi prezentacjami, systemu nie udało się zademonstrować na rzutniku. Tomek, niezrażony tym faktem, przeprowadził dodatkową prezentację pokazującą jak mogą wyglądać narodziny i życie polskiego startupu, skąd brać programistów pracujących za orzeszki ziemne i czego im nie mówić. Odpowiedział też na męczące wielu pytanie, ile ważą książki, które kosztowały tysiąc nowych polskich złotych.
Bym był zapomniał! Maciej Żłobiński na początku opowiedział nam jak się powinno siedzieć na fotelu. Nigdy nie myślałem, że to taka sztuka. Po wysłuchaniu instrukcji wszyscy zaczęli się kręcić na wcześniej wygodnych krzesełkach. Potęga wiedzy!
Prezentacja Tomka zamknęła część oficjalną i ludzie rozpoczęli przygotowania do ogniska. Na początek wytargaliśmy z lodówki sto piw, które zasponsorowała nam firma Dominika – Insignia. Było już piwo, zaczynało się palić ognisko, na papierowych tackach czekało kombo ogórek-kaszanka-kiełbaska-smalec-chlebek, więc ludzie przystąpili do konsumpcji. Czym dłużej trwała konsumpcja tym bardziej zacieśniały się stosunki między uczestnikami, co dało się łatwo zaboserwować przyglądając się dowolnemu stołowi i licząc wybuchy śmiechu na minutę, oraz dzieląc to przez odgłos ‘psst’, który wydawały z siebie puszki. Bez wątpienia świetny sposób na integracje *campowego środowiska.3
Na dzień drugi zaplanowano dwie strategie spędzenia poranka. Grupa mniej integrująca się na ognisku4 wybrała się zdobywać góry, podczas gdy inni pływali w basenie, lub najzwyczajniej w świecie odsypiali. Gdy już wszyscy znaleźli się znów w obrębie hotelu rozpoczęto sesję unconference. Najwięcej okrzyków i gestów dobywało się z grupy omawiającej startupy w kontekście naszego kraju. Bałem się podejść, więc wybrałem bardziej spokojną sesję o telewizji mobilnej. Niestety, byłem tak spóźniony5, że udało mi się właściwie wysłuchać tylko wniosków końcowych.
Nastał czas obiadu i turnieju gry w prowadzonego przez Macieja Żłobińskiego. Na turniej nie dotarłem, gdyż zostałem brutalnie porzucony przez Eri i jej chłopaka. Prawdopodobnie bali się przegrać i wymknęli się z pokoju nie niepokojąc mnie. ;-)
Podsumowując: impreza udana pod każdym względem i aż żal, że trwała tylko dwa dni. Prócz ciekawych (i mojej;) prezentacji, można było stanąć twarzą w twarz z wieloma osobami znanymi nam wcześniej tylko z sieci i zapytać, czemu nie obserwują nas na Blipie. Mogę tylko pragnąć, aby następna impreza w takiej formie odbyła się jak najszybciej.
No i podziękowania dla organizatorów: Netguru, PTI, sponsora piwa — Insignia oraz sponsora generalnego — bank WBK.
Zdjęcia użyte w notce wykonał Krzysztof Kowalczyk, pamięć odświeżała mi Paulina via Blip i Koza swoją notką o Democampie.
PS. Udało mi się też wczołgać na drugą górę. Niestety, złą trasą, co kosztowało mnie sporo energii i nadużywania wyrazów powszechnie uznawanych za szewskie.


June 29th, 2008 · Tags µGeek | 12 Comments »
Moje wystąpienie na Democampie było fatalne, pełne zacinek i nie przekazało absoltunie nic. W zamyśle była to szybka pogadanka o komunikacji problemów w firmie. Poniżej jest notatka, którą mniej lub bardziej miałem się inspirować. Jak wyszło, wiadomo.
Chcę Wam dziś opowiedzieć o pewnej rzeczy, którą zauważyłem pracując przez te kilka lat z różnymi ludźmi. Jest kilka zwrotów, które są w branży związanej z IT uważane za wulgaryzmy. Wypowiedzenie ich powoduje omdlenia programistów, spojrzenia pełne niesmaku rzucane przez administratorów i płacz działu marketingu. Mleko kiśnie, pakiety zaczynają płynąć pod prąd, serwery rzucają kernel panic. Możecie sobie wyobrazić.
Zanim wymówię jeden z tych zwrotów chciałbym rzucić trochę światła na społeczność ludzi używających komputerów w celach twórczych. Wielu z postronnych obserwatorów uważa, że żyją oni tylko po to, by zarabiać, by kupować nowe gadżety i komputery i że są napędzani przez kofeinę. Po części mają oni racje, ale zapominają o największej sile stojącej za każdym z twórców. O ego. Ego każdego twórcy jest parokrotnie większe niż on sam, a gdyby terroryści mogli się o nie rozbijać samolotami, to prawdopodobnie nigdy nie zabrakłoby im celów. Kto napisze najbardziej łebski algorytm, zrobi design tak minimalistyczny, że obraz „Biały niedźwiedź jedzący krówki podczas zamieci śnieżnej” będzie się wydawał zatłoczony. Ja. Ja. Moje ego.
Więc jaki jest ten wulgarny zwrot? Proszę ludzi o słabym sercu o zakrycie uszu – to „nie wiem”. Pewnie – powiecie – co w tym strasznego? To zwrot powodujący drżenie kolan każdego egomaniaka. Scenka rodzajowa: pytacie nowo przyjętego pracownika o kwestie optymalizacji zapytań w kontekście operacji na łańcuchach. Jego oczy zaczynają swoją wędrówkę od pięciozłotówki po zakrętki od słoików. Powoli mówi „Uhm”. Pytasz go, czy może to zrobić. „Uhm”. No to wszystko jest super, ty możesz zająć się innymi superważnymi sprawami jak blagosferowa wojna o ogień podczas gdy on będzie kodował. Problem leży w tym, że on tak na serio to nie wie, ani co do niego powiedziałeś, ani jak się do tego zabrać. Ale pracując w środowisku gdzie miłość własna jest tak ważna, prędzej umrze niż powie „nie wiem”.
Co z tego wynika? „Nie wiem” powoduje wymierne straty dla firmy. Nieme „nie wiem” to zawalony termin, bo przecież nikt nie przyzna się, że nie wie jak mierzyć dostępność zasobów. „Nie wiem”, którego zabrakło, to późniejszy refactoring projektu, dużo kosztowniejszy i stresujący, niż pisanie czegoś, ze świadomością niewiedzy.
Dlaczego tak się dzieje? Sami budujemy takie środowisko. W zespole, czym więcej warstw biurokracji-działów-kierowników, tym więcej ludzi czuje brak zaufania do kolegi z pracy. Przyznać się do niewiedzy to jak narysować sobie tarczę strzelniczą w dowolnym regionie konfliktu. Przykład idzie też z góry. Samo kierownictwo nie potrafi się przyznać do żadnego złego kroku, czemu więc programiści mają czuć się zmuszeni do uczciwości?
W zespole, w którym panuje zaufanie, dużo łatwiej jest powiedzieć nie wiem. Płaska struktura i ogólna znajomość tematu przez większość ludzi pomaga. Gdy u mnie w biurze pada słowo „nie wiem”, to zbieramy się i wymieniamy rozwiązaniami, albo ktoś obeznany podsunie gotowe rozwiązanie. Gdy ktoś mówi, że czegoś nie wie, to można go zapytać, czy spróbuje zerknąć w problem i powiedzieć, czy da radę go rozwiązać.
Oduczymy się mówienia białych kłamstw w stylu „nie widzę problemu w tym podejściu” — co czytamy jako — „nie wiem jaki problem to rozwiązuje, ale wygląda OK”. Trochę uczciwości w stosunku do innych i do siebie. Czy to, co powiedziałem ma w ogóle sens. Ja nie wiem.
Umm. Ee. <spalony dowcip>. Dziękuję.
June 26th, 2008 · Tags Prywata | 10 Comments »
Czym różni się pociąg relacji Łódź → Bielsko-biała od statku? Na statku mamy lepsze widoki, pociąg mocniej kołysze. Na całe szczęście prawie całą drogę mam zasięg iPlusa i mogę sobie klikać pracę i czytać RSS-y.

Czasem myślę nad dołożeniem jeszcze jednej baterii zamiast napędu DVD. Nie pamiętam, kiedy coś z nim zrobiłem (zbieranie kurzu się nie liczy), a 8h biegać bez kabelka musi być fajnie. Nie żebym marudził na 4h które teraz dostaje od mojego ThinkPada.
No nic, minąłem Częstochowę, czas zacząć się zastanawiać jak rozpoznać BB Centralny i co powiedzieć panu od PKS-u (’Democamp - rachciachciach - dobry - człowieku - silwuple‘ — może zadziałać, nie każdy ma jednak charakter Niani Ogg)
June 23rd, 2008 · Tags Prywata | 15 Comments »
Ostatnie dni czerwca przyniosą nam dwa warte odnotowania wydarzenia: Polacy niepłacący ZUS-u rozpoczną wakacje, Polacy płacący ZUS będą mieli okazje osłodzić sobie ten fakt (tygodniowe wakacje i comiesięczny ZUS) wybierając się do Szczyrku.
Grupa odpowiedzialna za organizację poznańskiego Barcampu zapragnęła aktywności na świeżym powietrzu i ogniska, wpadli więc na pomysł przygotowania takiego spotkania, które realizuje wyżej wymienione cele, gdzieś w piękniejszych rejonach Polski, dorzucenia paru gadających głów i nazwania tego *camp.
- “Panie kierowniku, czy mogę jechać na tę konferencję? Ma wszystkie słowa kluczowe, nawet łebdwazero. Bardzo tanio, pięćdziesiąt polskich nowych złotych. Zawsze Pan mówi, że stawiamy na aktywnych, szukających wiedzy pracowników!”
- “Dobrze, proszę jechać. Po konferencji proszę zdać krótkie sprawozdanie na firmową listę dyskusyjną.”
(Aaa… aalle… jak się ppisze ‘pijjacka czka… czka… czkawka?)
Jeżeli masz naiwnego kierownika lub po prostu robisz tak niewiele, że nikt nie zauważy Twojego dwudniowego zniknięcia, to pakuj się i jedź na Democamp. Odbędzie się on 24-25 czerwca, prócz oczywistych atrakcji, tj. słuchanie wykładów, jedzenie, sen, ognisko i spacer, będzie można spróbować swoich sił w turnieju Pétanque. Nie, nie wiem, co to jest. Tak, mam zamiar spróbować.1
Na koniec chciałbym ostrzec, że na prośbę Adama Zygadlewicza mam też coś powiedzieć do mikrofonu.2 Na razie jeszcze za bardzo nie wiem o czym, ale pewnie o komunikacji i brzydkich wyrazach.
June 21st, 2008 · Tags Prywata, Wiadomości, µGeek | 5 Comments »
Po Blipaferze1 zespół Blipa obiecał dokonać zmian pozwalających użytkownikom na prywatne kierowane wiadomości. Do tej pory wiadomości przesyłane między użytkownikami mogły być obserwowane do pewnego momentu przez kokpit, a później pobrane via API.
Przed chwilą wróciłem do domu i zauważyłem ikonkę, której nie było gdy wychodziłem z biura. Jej zastosowanie jest oczywiste: pozwala zaznaczyć, że wiadomość którą wyślemy, będzie widoczna tylko dla nas i odbiorcy.

Brakuje mi tylko opcji w ustawieniach pozwalającej zdefiniować domyślne zachowanie. W tej chwili wszystkie wiadomości wychodzą jako prywatne i musimy je ustawić jako publiczne. Oczywiście dla użytkowników klawiatury/komunikatorów dodano odpowiedni tag — >> — dzięki niemu nasza wiadomość od razu staje się prywatna.

Z dodatkowych zmian: poprawiono obsługę tagów (więcej na Bliplogu) oraz wprowadzono podgląd ludzi odwiedzających kokpit. Bez wątpienia to kolejny ficzer-szpiegula, który wywoła piekło (przepraszam, #blipafera.ę) — na szczęście można go już teraz wyłączyć i podglądać te wszystkie piękne kobiety bez zostawiania śladów.
June 20th, 2008 · Tags Wiadomości | 6 Comments »
Ktoś potrafi zdefiniować szczęście? Wikipedia mówi, że szczęście to:
Szczęście jest pozytywną emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.
Cholernie ciężko wyczuć takie szczęście w stringu. Możemy próbować budować sieci neuronowe, posiłkować się zdobyczami nauk związanych z AI, ale nadal nie potrafimy stwierdzić, czy “Ja pierdolę!” to zawołanie rozpaczy, czy skrajnej radości.
W sieci pomagamy sobie uśmieszkami. Jest to jeden ze sposobów wykrywania nerdów — jeżeli ktoś przekrzywia głowę żeby się uśmiechnąć, to jest na najprostszej drodze do kliniki uzależnień. Wczoraj umyśliłem sobie, że przekuję tę wiedzę w coś zabawnego. Tak powstał isBlipHappy(); — barometr nastrojów użytkowników Blipa.
Więc jeszcze raz: klik-klik isBlipHappy(); — jak widać, stereotyp narzekającego Polaka upadł. ;-)
PS. Logo jest fatalne, bo mi grafik uciekł zanim zdążyłem przekazać mu te ekscytującą (darmową) pracę. Nie dostałem pozwolenia na użycie loga Blipa, gdyż czynnik decyzyjny jest chwilowo offline. Jeżeli czynniki decyzyjne są niezadowolone, natychmiast dokonam podmianki.
June 19th, 2008 · Tags Pan ma teraz relaks, µGeek | 6 Comments »
Wydano nowego Firefoksa. Twitter pada na pysk. Blogerzy przerzucają się z krawaciarzami o to, czy impreza była koszerna, czy kanapa (po 30K PLN za sztukę) dość wygodna i co z tego wynka. Kupiłem trzy płyty, dwie muzyczne i jedną grę. Płyty nie chciały zaskoczyć w komputerze coby ich nie piracić, a gra, którą aktywuje się przez sieć nie daje się aktywować. Bo klucz jest użyty. Nie ma z kim o tym porozmawiać. Kupujcie oryginały, zabawa dla całej rodziny.
Polacy odpadli z Euro. Odpadli koncertowo, pokazują nonkonformistyczne podejście do dyscypliny, którą uprawiają. Mogą wystąpić w reklamach środków zabijających smród potu, bo prawie nik się nie zmęczył na tyle, by cuchnąć.
Dolar leci na łeb, Thunderbird nie obsługuje lokalnych skrzynek pocztowych, mam wezwanie z Urzędu Skarbowego, na imprezie ogolono mnie na łyso. AmigaOS nadal nie jest najpopularniejszym systemem na świecie. Fotografia umiera. Pornografia trzyma się dobrze. Fajki drożeją, ale już prawie nie palę (wrzućmy to na kupkę tragedii), Orange wystawia faktury, nie chcąc przyjmować ode mnie rozliczeń za połączenia z ludźmi, których mam szczerze dość.
Większość projektów, na które się cieszę, nie wychodzi poza fazę “Mam taki pomysł”, wszystkie projekty, których nie znoszę są w fazie “czemu to jeszcze nie gotowe”. Skończyły się worki na śmieci i płyn do kąpieli — “O zapachu szyszek”. Mój nowy LCD ma już dwa piksele świecące na niebiesko. Kupiłem Maka i chyba zaczynam rozglądać się za facetami.
Świat jest pełen rzeczy. Mało kto jednak zauważa, jak bezsensowne są te nasze małe wojny prowadzone z cieknącym kranem, otyłością, odsetkami od kredytu i setkami na stole. Machamy tak łapami przez sześćdziesiąt lat i zakopują Nas w małym, drewnianym pudełku, a ZUS — jak szeryf z taniego westernu — wypłaca za naszą głowę cztery tysiące nowych polskich złotych dla zabójców, którymi tak często okazują się najbliźsi.
Łazimy, kupujemy, wydalamy, kopulujemy, znikamy, a świat kręci się dalej.
Tak wygląda Wensu na tle Słońca.
Wasz jutrzejszy commit, design i muzyka nie doskoczy nawet do kolan zajebistości Wszechświata. Trzeba się nauczyć z tym żyć.
June 19th, 2008 · Tags Pisanina, Prywata | 21 Comments »
Gdybyś chciał prześledzić narodziny, wzrost i momenty letargu projektu o otwartym źródle, to od czego byś zaczął? Zwykle jest jeden punkt, w którym możemy prześledzić całą historię kodu — repozytorium. Michael Ogawa wpadł na wspaniały pomysł wizualizacji życia projektu w oparciu o zmiany kodu.
Małe, kolorowe punkciki ganiają po ekranie. Obok nich pojawiają się nazwy użytkowników wprowadzających poprawkę. Code is poetry.
[via 2mind]
June 17th, 2008 · Tags µGeek | 4 Comments »